A Free Template From Joomlashack

A Free Template From Joomlashack

KSIĄŻKI ON-LINE

 

Uwaga
- nowa książka na witrynie:

Jean-Baptiste Bouchaud

MIŁOŚĆ ZA MIŁOŚĆ

Życie zakonne św. Rafała Kalinowskiego

Zapraszam do lektury

 

Książka "Dogmat Świętych Obcowanie" do której tekst zebrał i opracował w 1980 roku mói Tata
ś.p. Bernard Paweł Jan Tuszyński

Herman Cohen - Augustyn-Maria od Najsw. Sakramentu

Życie ojca Hermana
- Augustyna-Marii
od Najśw. Sakramentu

Książka wydana przez Siostry Miłosierdzia z Łagiewnik 1898 r

"Źródłem, z którego wypłynęły potoki miłości, siłą, która sprowadziła wylew dotąd nieznanej radości - była wiara święta. Nie ma jej ani w judaizmie, ani w schizmie, lecz tylko w jednym prawdziwym Kościele Katolickimi, W tym Kościele jedynie każdy z obu  naszych nawróconych  źródło wody żywej dla duszy swojej, spragnionej prawdy, mogli znaleźć.
Oby  życiem O. Hermana Cohena  i siostry Natalii Naryszkin, zostający poza obrębem Kościoła zostali oświeceni , że tylko w Kościele św. katolickim - wiara żywot wieczny daje."

Fragment listu Św. Rafała Kalinowskiego do tłumaczki w Łagiewnikach,
11 września 1898 r.

TEKSTY

 

Ks. prof. Franciszek Cegiełka

Nasz święty Rafał Kalinowski

 

 

 

Cudowny obraz, który Św. Faustyna nazwała "Król Miłosierdzia", namalował według słów s. Faustyny Eugeniusz Kazimierowski

W kulcie Miłosierdzia Bożego obraz Króla Miłosierdzia odgrywa pierwszorzędną rolę. Dlatego s. Faustyna przywiązywała do jego poprawności wielką wagę. W obrazie tym odróżniała ona cechy istotne i polecała czuwać, by one były zachowane.

"W dniu 23.09.2005 roku Litwini podstępnie zabrali z polskiego kościoła św. Ducha w Wilnie obraz Jezu Ufam Tobie i to mimo tego że kardynał Baczkis (prymas Litwy) publicznie ogłosił że obraz nie będzie zabrany po kryjomu. Obraz został przeniesiony do pobliskiego kościoła św. Trójcy a w zasadzie kaplicy. Kościół ten przez scianę sąsiaduje z głośnym nocnym klubem Oryginal obrazu Jezu Ufam Tobie w czasach sowieckich zostal przechowany przez wileńskich Polaków i od 20 lat znajdował się w Kościele św. Ducha."

Żródło cytatu

 

Stronę ogląda

Jean-Baptiste Bouchaud: MIŁOŚĆ ZA MIŁOŚĆ - Życie zakonne św. Rafała Kalinowskiego Rozdział XIX

 

Sekta mariawitów. Modlić się i cierpieć za duchowieństwo i nawrócenie Rosji. Cierpliwość, pokora, pokój wewnętrzny i zewnętrzny, proces w Czernej. Poddanie się woli Bożej. Gorliwość o zbawienie dusz. Założenie klasztoru karmelitów bosych w Krakowie. Nowy klasztor przy ul. Łobzowskiej. Matka Maria Ksawera. Nabożeństwo do Najśw. Maryi Panny. Ostatnie odwiedziny o. Bonawentury w Karmelu polskim. Przeniesienie się karmelitanek na Łobzowie do nowego klasztoru. Pożegnalny list o. prowincjała. O. Rafał przeprowadza wizytacje kanoniczne i jedzie do Wiednia na definitorium. Jego roztropność. Ostatnie miesiące spędzone w Czernej. Cierpienia wewnętrzne i zewnętrzne. Myśl o śmierci. Abecadło o. de Osuny. Karmelitanki z Compiègne. Ostatnie polecenia dla karmelitanek.

 

[...][1] Karmelitanki i o. Rafał pracowali i modlili się o nawrócenie tych zbłąkanych dusz i Bóg ich wynagrodził. Opowiadanie karmelitanek z Łobzowa (Kraków) poucza nas dokładnie o początkach mariawityzmu[2] i o kontaktach jego z Karmelem. W tej części Polski, która znajdowała się pod panowaniem Rosji, kilku księży powzięło zamiar zreformowania duchowieństwa, tak jak św. Teresa zreformowała Karmel. Z gorliwością przykładali się do swoich ćwiczeń duchowych, zwłaszcza do modlitwy. Czasopismo „Mariawita” utrzymywało pomiędzy nimi łączność i pobudzało ich do gorliwości. Jeden z nich[3], który zajmował wysokie stanowisko pomiędzy profesorami jednego z seminariów duchownych, przyjeżdżał podczas wakacji do Galicji i odpoczywał w Zakopanem w Karpatach. „Tam poznał krewną jednej z naszych sióstr karmelitanek i prosił ją, aby skontaktowała go z Karmelem z powodu nabożeństwa, jakie miał do świętej Matki Teresy i aby postarała się dla niego o relikwię tej wielkiej świętej. (...) Pewnego razu przyszedł do naszej rozmównicy i opowiedział nam o łaskach, jakie odebrał od naszej świętej Matki. Dostał żądaną relikwię i odtąd zawsze odwiedzał nas wracając z Zakopanego. (...) W tym samym czasie pewien ksiądz z Warszawy opowiadał nam o niejakiej Kozłowskiej[4], która chciała zreformować duchowieństwo, gromadziła wokół siebie księży, pouczała ich i udzielała im swego błogosławieństwa”. Wkrótce zauważono u tych księży inne jeszcze dziwactwa i wyłamywanie się spod zależności biskupów; znaleziono u nich nawet błędy przeciwko wierze i powiadomiono o wszystkim papieża. „Gdy ksiądz, o którym mówiliśmy, przybył znów do nas, wspomnieliśmy o tej sprawie i spostrzegliśmy, że i on był wielbicielem wspomnianej pani Kozłowskiej, nazywając ją «nową św. Teresą»”. Tłumaczył, że osoba ta niesłusznie jest prześladowana i że trzeba papieża o wszystkim dokładnie poinformować. „Uzyskałyśmy od niego jedynie obietnicę, że jeżeli Ojciec Święty dobrze poinformowany nie uzna tego stowarzyszenia i ducha Kozłowskiej, on się temu wyrokowi podda. W międzyczasie polecaliśmy gorąco tę duszę Bogu, aby nie zginęła”.

W swych rozmowach z karmelitankami ksiądz ten opowiadał im, że był oddany praktykom pokutnym, życiu wewnętrznemu i pracy dla zbawienia dusz; spowiadał osiem godzin dziennie, pałał miłością do Zbawiciela, a jego nauczanie w Seminarium były nią przeniknięte; biskup był z niego zadowolony. Gdyby św. Jan od Krzyża słyszał był tę rozmowę, natychmiast by się zorientował, że ksiądz ten nie jest ożywiony dobrym duchem, co się też następnie okazało. W gruncie rzeczy mariawici początkowo zrobili trochę dobrego, lecz zanadto o tym wiedzieli i mówili. Nie zwracali na to uwagi, że chcąc wznieść wysoką budowlę duchową, trzeba najpierw położyć pod nią trwały fundament pokory i nieufności we własne siły. Alumni Seminarium nie byli dostatecznie ugruntowani w tych cnotach, które w chwili burzy bronią przed niebezpieczeństwem. Pisano dla nich piękne książki z historii, literatury, piękne rozprawy filozoficzne, lecz w jakim celu? Papież zwrócił uwagę: „Zajmujcie się raczej pracą nad ludem, pod kierownictwem waszych biskupów”. Mariawici zaufali jedynie własnemu rozumowi, przeciwstawili się własnym biskupom i papież ich potępił. Ten, o którym wyżej była mowa, najpierw został pochwalony przez swego biskupa, później został zganiony i pozbawiony urzędu w Seminarium oraz skazany na miesiąc pokuty. Gdy nadszedł wyrok papieski, biskup zawezwał go wraz z jednym z jego kolegów, polecając im poddanie się woli zastępcy Chrystusowego. – „W końcu, kontynuuje nasza relacja, poddał się, ale w duszy jego pozostało wiele niepokoju i zamieszania. Cierpiał bardzo; nie wiedział, komu by zaufać, zwierzyć się i gdzie szukać ulgi i pociechy. Jego kariera została zniszczona. (...) Odwiedził nas w sierpniu [1906], rok przed śmiercią naszego Ojca Rafała. Towarzyszył on wówczas o. prowincjałowi, który wizytował nasz klasztor. W czasie rozmowy wspomnieliśmy mu o Ojcu Rafale, zachęcając go, aby otworzył przed nim swoją duszę. Uczynił to, a nawet spowiadał się u niego w naszej kaplicy. W dniu Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny śpiewał z nami Mszę św. konwentualną. Potem powiedział nam, że bardzo utrudził naszego O. Rafała, ale w końcu poddał się i teraz rozumie, że był w błędzie, gotów jest powrócić do swej diecezji, przyznać się do błędu i prosić o przebaczenie. W roku 1911 odwiedził nas i wzruszony powiedział, że zawsze nosi przy sobie kawałeczek habitu W.O. Rafała”[5].

Nawrócenie tego kapłana uprzedziło o kilka lat nawrócenia, o których przedtem wspomnieliśmy i zadało, po potępieniu sekty przez papieża, pierwszy i ciężki cios mariawityzmowi. Wiele dusz, uwiedzionych przez sekciarzy, zerwało z nimi i powróciło pod władzę swych prawowitych pasterzy. Mówiliśmy już, że o. Rafał modlił się wiele i w listach do karmelitanek polecał im również nieustannie modlitwę za duchowieństwo. „Niech Wasza Wielebność, pisał do matki przeoryszy na Łobzowie, poleca często drogim siostrom modlitwę w intencji kapłanów”[6]. Ostatnie słowa podkreślił. Ofiarował również Panu Bogu swoje pacierze i cierpienia za nawrócenie Rosji i oczekiwał tego także od karmelitanek. W czasie wojny japońskiej pisał do m. przeoryszy w Przemyślu, chorej wówczas i cierpiącej: „Trzeba, aby Wasza Wielebność żyła jeszcze długo i aby jej życie było nieustanną ofiarą i całopaleniem. Polecam się modlitwom sióstr, bo chorowałem także na influencę, przebieg której był bardzo ostry. Ostatecznie wszędzie słyszy się tylko o cierpieniach i dla cierpienia żyjemy na tej łez dolinie. Grzechem byłoby skarżyć się na nasze małe dolegliwości, którymi podoba się Panu Bogu smagać tysiące nieszczęśliwych w Królestwie Polskim i na Dalekim Wschodzie. Szczególniej proszę Was i polecam Wam modlitwę do świętego Jozafata, męczennika, proście go i błagajcie o wstawiennictwo u Boga w sprawie nawrócenia Rosji. Jeżeli ona się nie nawróci, czy pogromioną zostanie, czy zwycięską, na nic jej się to nie zda”[7]. Rosja na Wschodzie została zwyciężona, nie chciała się nawrócić[8]; w XVII wieku zamęczyła św. Jozafata[9] za to, iż uwolnił Rusinów od schizmy, teraz ze zdwojoną nienawiścią prześladują tam potomków świętego męczennika; zamykają w więzieniach najszlachetniejszych, a między innymi hr. Szeptyckiego[10], arcybiskupa unitów w Galicji. Nie tylko spełniły się przepowiednie o. Rafała, ale Rosja nienauczona doświadczeniem, ściągnęła na siebie karę Bożą i ruinę[11].

W miarę wzrastania niebezpieczeństwa, karmelitanki coraz goręcej modliły się o zbawienie nieszczęśliwego narodu; byłyby gotowe rzucić się do walki, aby doprowadzić do zwycięstwa dobrej sprawy i w tym celu napisały do cara Mikołaja II z prośbą o zezwolenie na założenie klasztoru w Warszawie, równocześnie zaś proszono hrabiego Tadeusza Grocholskiego, brata Matki Marii Ksawery, o złożenie wizyty cesarzowej matce i przedłożenie jej prośby o poparcie[12]. Przyjęto go bardzo uprzejmie, ale bez żadnego rezultatu. Car sam nawet był przychylnie usposobiony, ale caryzm, ten wieczny wróg wolności, odrzucił projekt, trzeba więc było czekać, aż  Pan Bóg sam pokieruje tą sprawą. Cztery miesiące później, w lipcu 1905 roku ojciec pisał do karmelitanek: „Zwracam list hr. Tadeusza: ustęp o l’Impératrice-mère potwierdza zdanie wielu, iż Cesarzowa wcale nie ma zawziętości, ma dobre serce; jedno, co jej szkodę wyrządza, to wpływ Pobiedonoscewa[13]. Dałby Bóg, żeby ta conférence z hr. Tadeuszem owoce jakie przynieść mogła. Opatrzność Boża różne ma drogi w kierowaniu sprawami ludzkimi. (...) O walce Moskwy z Japonią (...) tyle wolno orzec: oby Bóg opamiętał jednych i drugich i do zawarcia pokoju niezwłocznie doprowadzić raczył; a przede wszystkim, aby Moskwę z fanatyzmu ocucił, Japończyków z pogaństwa wyzwolił i wszystkich do jedności z Kościołem świętym doprowadził. – Nas zaś utwierdził na drodze do zbawienia, według powołania każdego z nas, abyśmy i my w pokoju z Bogiem, z bliźnimi naszymi i ze sobą samymi aż do ostatniego tchu życia ostać się mogli. Fiat! Fiat!”[14].

Tak w rozmowach, jak i w listach o. Rafał często zalecał spokój wewnętrzny, nieodzowny dla dusz powołanych do życia modlitwy; uczył go przede wszystkim przykładem. Żadne doświadczenie, żadna choroba czy cierpienie nie były w stanie naruszyć pokoju jego duszy. O. Bartłomiej, który spędził z nim bez mała dwadzieścia lat, opowiadał nam, że nie widział go nigdy zniecierpliwionym, z wyjątkiem jednego przypadku, kiedy to zdenerwował się na Żyda, który źle traktował katolika. Władzę absolutnego panowania nad sobą osiągnął przez ciągłe umartwianie się, głęboką pokorę i zupełne poddanie się woli Bożej, i to nawet w najdrobniejszych szczegółach. Już nieraz mówiliśmy o tym, z jaką dokładnością ćwiczył się w tych cnotach. W początkach roku 1905 w czasie rekreacji wręczono mu wielką i piękną fotografię Ojca Świętego w ozdobnej oprawie. Przeczytał skreślone u dołu po włosku słowa błogosławieństwa dla o. Rafała, napisane własną ręką Ojca Świętego. Postarały się o nie karmelitanki z Łobzowa, pragnąc się w ten sposób odwdzięczyć za wszystko, co uczynił dla nich w ciągu dwudziestu pięciu lat swego kapłaństwa. Kilka dni później napisał do nich list, który jest nowym dowodem jego posłuszeństwa, pokory i wdzięczności: „Fotografia w doskonałym stanie doszła do nas; nadeszła zaś w czasie rekreacji, wszyscy przeto mogli ją oglądać i cieszyć się widokiem tak ujmującej postaci Ojca Świętego. – Pytanie, gdzie ją umieścić? Wziąć i trzymać w celi – nie wypada. W sali gościnnej czy rekreacyjnej – Il padre Raffaele zbyt na widoku. (...) Postanowiłem sobie, przez uczucie synowskiej wdzięczności, odmawiać co dzień modlitwę za Ojca Świętego i dołączyć razem intencję za wszystkie współpracowniczki w uzyskaniu błogosławieństw”[15].

„Błogosławieństwo mi to potrzebne nie za prace, które mi nic nie kosztowały; potrzebne, aby choć te kilka dni przeżyć w łasce Boskiej, a Pana Boga więcej nie obrażać, i przekonać się ostatecznie, choć przy końcu życia, że naprawdę Bóg sam godzien miłości. – Na ten miesiąc przypadła mi cnota: wielkoduszność, a oddycham tylko małodusznością. – W niedzielę, w dniu Imienia Jezus, rocznica święceń kapłańskich. – Boże, bądź miłościw mnie grzesznemu!”[16].

Zastąpmy to ostatnie słowo „małoduszność” słowem „pokora”, a poznamy gruntownie o. Rafała, bo rzeczywiście w tym świętym zakonniku – myśli, uczucia, słowa, czyny, wszystko tchnęło najgłębszą pokorą i tej cnocie zawdzięczał niczym niezmącony pokój, który w nim podziwiano.

Wkrótce potem opuścił drogi klasztor w Czernej, by żywym już tam nie wrócić; aby temu klasztorowi zapewnić pokój z ludźmi, pracował z dużym nakładem sił. W roku 1904 sąsiad chciał uwolnić swą własność od serwitutu, przysługującemu wieczyście klasztorowi i wiernym odwiedzającym nasz kościół. Tego samego roku Żyd – urzędnik chciał nam odebrać prawo chowania naszych zmarłych na cmentarzyku, gdzie spoczywają wszyscy zakonnicy zmarli w Czernej od ponad 60 lat. W tym samym czasie komitet budowy kościoła w sąsiedniej parafii[17] zażądał od klasztoru wysokiej opłaty, do której nie był zobowiązany. O. Bartłomiej, ówczesny przeor, polecił o. Rafałowi zbadanie tych spraw i obronę naszych praw. O. Rafał wygrał wszystkie sprawy.

Pokój zewnętrzny i pokój wewnętrzny są szczególnie potrzebne karmelitankom, poświęconym przez swe święte powołanie życiu kontemplacyjnemu, a ich święty przełożony na tym punkcie był bardzo czujny i wrażliwy i oddalał od zakonnic wszystko, cokolwiek by mogło naruszyć ich spokój i przeszkodzić im w swobodnej rozmowie z Bogiem. Kiedy zbliżały się wybory, nie chciał, aby tworzyły się w zgromadzeniu partie, a gdy się w tej sprawie zwrócono do niego, odpowiedział: „Niech sam Duch Święty oświeci was, bez żadnych postronnych wpływów”. Nie chciał dopuścić do profesji ani nawet do obłóczyn żadnej, która nie posiadała wszystkich oznak prawdziwego powołania, zwłaszcza jeżeli przedtem była w innym zakonie lub w innym zgromadzeniu. Widzieliśmy już wyżej, że odmówił zezwolenia na przyjęcie panienki, która wprawdzie posiadała znaki dobrego powołania, ale nie była jeszcze pełnoletnią i nie otrzymała pozwolenia swej matki. Szlachectwo ani zamożność postulantki bynajmniej nie wpływały na zmianę zdania o. Rafała. Gdy hrabianka [Maria] Zamoyska wyraziła pragnienie wstąpienia do karmelitanek, kazał jej odpowiedzieć, że nie może być przyjęta, była już bowiem osobą starszą i trudno by jej było nagiąć się do nowego sposobu życia, zgodnie z prawem Karmelu. Ponadto razem z matką założyła w Zakopanem szkołę[18], gdzie dzięki swym zaletom mogła z wielkim pożytkiem służyć społeczeństwu polskiemu i tej służbie powinna poświęcić resztę swego życia. Radził tej  „pięknej duszy”, jak ją nazywa, czytanie dzieł św. Matki Teresy, gdzie znajdzie światło potrzebne do pewnego kroczenia po trudnych ścieżkach życia wewnętrznego. Wskazuje jej również w poddaniu się woli Bożej źródło prawdziwego pokoju[19]. Wszystkim  duszom doświadczonym, które pozostawały pod jego kierownictwem duchowym, zalecał zachowanie pokoju, płynącego z głębokiego przekonania, że ich próby pochodzą od Boga, są łaską i zaszczytem, ponieważ to sam Jezus zaprasza swych wybranych, by szli za Nim królewską drogą Krzyża i pomagali Mu w zbawianiu dusz. – W razie choroby którejś z karmelitanek, życzył sobie, by wyłącznie o tym myślała, a siostrom radził, aby bez koniecznej potrzeby nie pozostawały zbyt długo u chorej na próżnej rozmowie i nie przerywały jej skupienia. On sam miał dosyć sposobności do poznania i ocenienia wartości cierpienia. „Zdumioną byłam, pisze jedna z karmelitanek, dobrze znająca o Rafała, jakimi wewnętrznymi cierpieniami podobało się Panu doświadczać tego świętego zakonnika[20]. Prowadził go, jak tylu innych świętych, drogą krzyża. Rokrocznie wiosną i w jesieni nasilały się jego cierpienia”. „Naprawdę, ile razy porywa mię kaszel, wypada mi mieć na myśli: Memento mori[21].

Latem odzyskiwał trochę sił; wykorzystywał je dla dwóch dzieł, którym poświęcił całe swe zakonne życie: rozwój Karmelu w Polsce i uświęcenie dusz. W maju 1905 roku był w Wiedniu na zebraniu definitorium prowincjalnego. Od przeszło dwudziestu lat karmelitanki pragnęły fundacji ojców w Krakowie; w tym celu zabiegały o reformę klasztoru w Czernej, ale ojcowie długo opierali się temu. Zbyt mało jeszcze mieliśmy zakonników, a w Krakowie, tym polskim Rzymie, tyle już było klasztorów i kościołów. Postanowiono najpierw założyć klasztor w Wadowicach, a przy nim Alumnat, niezbędny dla wychowania kandydatów do nowicjatu. Do 1905 roku Alumnat dostarczył prowincji dwunastu zakonników, co umożliwiało nową fundację. Ale gdzie ją otworzyć? W ówczesnej Galicji tyle było miejscowości, które znacznie bardziej niż Kraków potrzebowały pomocy duchowej. Codziennie odjeżdżały całe pociągi pełne ubogich włościan, udających się do Ameryki za chlebem, którego ziemia rodzinna dostarczyć im nie mogła. Widok ten napawał o. Rafała wielkim smutkiem: „Biedni ludzie, co ich tam czeka? Któż będzie się starał o ich dusze?”. A w jednym z listów do mistrza nowicjatu pisał: „Być może [powinno się założyć nowy klasztor] w Ameryce?”[22]. Ale definitorium zadecydowało inaczej. Karmelitanki uczyniły już tak wiele dla zakonu w Polsce, miały prawo do wdzięczności i definitorium postanowiło założyć klasztor w Krakowie[23]. Miesiąc później, gdy karmelitanki zapytały Ojca, czy znalazł już stosowne miejsce pod budowę nowego klasztoru, otrzymały odpowiedź: „Na ustęp, jak wyżej, głoszący o moich poszukiwaniach miejsca na klasztor, zostaje jedyna odpowiedź „I am out of power [Jestem bezsilny]; i coś mi mówi wewnątrz duszy, że do tego powołanym nie będę; mam siebie za rodzaj „outlaw” [banity], który niegodzien tej pracy, i Bóg kogo innego do tego powoła”[24].

Czuł, że śmierć się zbliża. Matka Maria Ksawera, która najwięcej uczyniła dla reformy Karmelu w Polsce, również uwieńczyła swe prace wydaniem kronik naszych polskich sióstr i wybudowaniem nowego klasztoru. Od czasu przybycia sióstr do Krakowa, czyli od trzydziestu lat, zgromadzenie łobzowskie zamieszkiwało w prowizorycznym domu, niewygodnym i ciasnym, poświęcając wszystkie swoje siły nowym fundacjom w Przemyślu, Lwowie i Wadowicach. Matka Maria Ksawera, ponownie obrana na urząd przeoryszy, poczuwała się do obowiązku do wybudowania wygodniejszego domu dla swych sióstr zakonnych przed swą śmiercią. W czerwca 1905 roku piękny budynek klasztorny był ukończony i siostry czekały na przyjazd prowincjała, aby objąć go w posiadanie. Zawsze zatroskany i zabiegający o doskonałość swych dzieci duchowych, o. Rafał pisał w cytowanym wyżej liście: „Ostatnimi czasy do rozmyślań wziąłem książkę Ludwika del Ponte[25]. Zaledwiem teraz zrozumiał pokorę Matki Najświętszej; z taką prostotą i jasnością ten przedmiot omawia się przez del Ponte: Będąc Matką Boga, Matka Najświętsza prowadziła życie zupełnie pospolite, bez najmniejszego o sobie rozgłosu, tylko jak zwyczajna matka we własnej rodzinie, i w niczym i przed nikim sama nie uwydatniając swego boskiego macierzyństwa. Rozmyślanie o tym podane w księdze V-tej, na samym końcu”[26].

Najświętsza Panna była jego ucieczką, podporą i pociechą we wszystkich trudnościach wewnętrznych. Po Bogu Ona była najmilszym przedmiotem jego rozmyślań. Czcił Ją, kochał i pragnąłby widzieć Ją czczoną i kochaną przez świat cały, smucił się więc, widząc, iż zbyt małą miłością Ją otaczano: „I nie bardzo kto o Matkę Najświętszą się troszczył. Dzisiaj przeciwnie, chociażby to wołanie św. Anzelma[27]: «Ciebie, Panno można i przemożna, Ciebie serce me miłować chce, usta me pragną Cię wychwalać, umysł uczcić Cię pożąda, dusza rada wylać się przed Tobą, we wglądaniu się w Ciebie zatapia się całe jestestwo moje... Matko, Oświecicielko serca mojego, Twórczyni zbawienia, uzdrowicielko umysłu mego, Ciebie błagają ze wszystkich sił wnętrza serca mojego; Pani! wysłuchaj, okaż się łaskawą. Wszechmocna! wesprzyj...! »”[28].

Polecając swej penitentce cześć i naśladowanie Najśw. Dziewicy, Ojciec po raz ostatni wyraził jej wdzięczność za wszystko, co uczyniła i nadzieję nagrody: „A Przewielebna Matka Ksawera słynna już przez zgromadzenia sióstr Karmelitanek na Rusi, Litwie i Polsce[29]. – Głoszą chwałę jej w Lyonie, a najmilszy Gucio, pan Bobo[30] i o. Wacław w niebie celkę przygotowują!”[31].

Dnia 1 lipca przyjechał do Polski prowincjał p.o. Bonawentura, aby odwiedzić nasze klasztory. Nie przyjechał w celu przeprowadzenia wizytacji kanonicznej, lecz aby się pożegnać. Już od przeszło czterdziestu lat z godną podziwu wiernością dźwigał ciężar świętej obserwy zakonnej. Szanowany i kochany przez wszystkich, od dwudziestu lat, z przerwami nakazanymi przez Konstytucje, był prowincjałem Karmelu w Austrii, na Węgrzech i w Polsce. Miał 73 lata, trudy życia pobieliły mu włosy. Przeczuwał, że śmierć się zbliża i że już nas więcej nie zobaczy. Po krótkich odwiedzinach w klasztorach w Czernej, Krakowie, Przemyślu i Lwowie, 11 lipca powrócił do Krakowa. Karmelitanki z Łobzowa wybrały dzień jego imienin [13 lipca 1905] na urządzenie ceremonii przeniesienia do nowego klasztoru i poświęcenia kaplicy. O. Rafał opisał tę ceremonię w kilku słowach: „Zawdzięczać można jedynie Opatrzności Bożej tak składne (innego wyrazu odszukać nie mogę) przeprowadzenie się Wasze oraz uroczyste odbycie konsekracji kościoła. A co dziwne, że i Przewielebna Matka, nie zważając na utrudzenie swoje, i wszystkie najmilsze Matki i Siostry mężnie odbyły, bez szczególnych oznak znużenia, wszystką tę przeprawę”[32].

Nazajutrz o. Rafał powrócił do Czernej, o. prowincjał natomiast udał się do Wadowic, gdzie w uroczystość Najświętszej Maryi Panny z Góry Karmel uczestniczył w prymicjach dwóch nowych kapłanów[33]. Przed opuszczeniem Polski o. prowincjał napisał do m. przeoryszy na Łobzowie; w liście tym maluje się cała jego piękna dusza i jest on jak gdyby pozostawionym nam testamentem: „Moja Przewielebna Matko! Kiedy przyjechałem do Wadowic i otworzyłem doręczoną mi kopertę, doznałem miłej niespodzianki na widok wspaniałego podarku, na który bynajmniej nie zasłużyłem. Stokrotnie dziękuję.

Winszuję Wam, drogie moje Dzieci, że osiągnęłyście swój cel i doprowadziłyście do skutku swe zamiary po tylu troskach i trudach. Nareszcie teraz będziecie mogły spokojnie służyć Boskiemu swemu Oblubieńcowi, wiernie spełniając obowiązki Waszego powołania i niestrudzenie pracując dla Jego chwały i dla dobra dusz. W tym czasie, tak ciężkim dla naszej świętej Matki Kościoła, karmelici i karmelitanki mają do spełnienia ważne zadanie.

Ludzkość stacza się gwałtownie ku przepaści, pędzi ku zgubie, a Kościół święty przeżywać będzie niepokoje, jakich jeszcze nie bywało. Ratunek jest tylko w ręku Boga, ale otrzymać go będzie można jedynie dzięki gorącym modłom i szlachetnym ofiarom. Pan Bóg spogląda na Karmel i szuka dusz gotowych do złożenia Mu w ofierze swoich modlitw i swego cierpienia. Bóg spogląda również na Łobzów i patrzy, czy karmelitanki nie zadadzą gwałtu Jego Sercu i nie nakłonią Go do miłosierdzia nad ludzkością, by powróciła na drogę obowiązku i zbawienia. Cóż mamy czynić, by to osiągnąć? Nic więcej, jak tylko wiernie spełniać obowiązki zewnętrzne, a zwłaszcza wewnętrzne naszego świętego powołania, a czyniąc to, uświęcimy się wszyscy. Skoro jeden święty ma potężną władzę nad Sercem Boga, ileż zatem osiągnąć zdoła cała nasza trzódka karmelitańska, jeżeli wszyscy będziemy świętymi! Zatem do dzieła! Stwórca wzmocni nas obfitością swoich łask i dopomoże nam do spełnienia naszych zamiarów”.

O. Rafał towarzyszył prowincjałowi w jego odwiedzinach klasztorów, a po czterotygodniowym odpoczynku w Czernej rozpoczął wizytację kanoniczną. Dnia 21 września był we Lwowie, 28 w Przemyślu, a 1 października udał się do Wiednia na posiedzenie definitorium, służąc bez oszczędzania się resztkami swoich sił.

Oprócz niezwykłego poświęcenia, wyróżniała go wielka roztropność, toteż jeżeli rozsądek coś radził, serce musiało milczeć i poddać się. Rozwiązując powierzone sobie sprawy, studiował prawo i radził się swego długiego doświadczenia, przewidywał naprzód wszelkie trudności, złe i dobre strony przedsięwzięcia, wszystkie racje za i przeciw, a w trudnych przypadkach szedł na modlitwę przed Najświętszym Sakramentem, prosząc Boga o potrzebne mu światło, i tak podjętą decyzję spełniał niezwłocznie. Kiedy postanowiono założyć klasztor ojców w Krakowie, zaproponowano mu, aby kilku zakonników tymczasowo zamieszkało w domu karmelitanek, znajdującym się na skraju ich parku, ale o. Rafał nie zgodził się na to, ponieważ zakazywało tego prawo kanoniczne. Potem zaproponowano mu na ten cel inny dom, na pozór odpowiedni i wygodny, ale jego przewidujący wzrok przewidział przyszłe niesprzyjające okoliczności i mogące stąd wyniknąć następstwa, toteż zaniechano tego zamiaru. Kilka osób życzliwych Zakonowi Karmelitańskiemu pragnęło, aby wziął on udział w walce z wrogami porządku społecznego, dlatego nakłaniały go do założenia w Polsce Trzeciego Zakonu regularnego. Wprawdzie środków materialnych by nie zabrakło, jednak do podjęcia tego rodzaju inicjatywy potrzeba było odpowiednio przygotowanej zakonnicy. Ponieważ wśród tych, które o. Rafał znał, takiej nie było, zamiar ten odłożono na później.

Dusza nasza, według pięknego powiedzenia św. Augustyna, bliższą jest przedmiotowi swej miłości niż ciału, które ożywia. Mawiano także o świętej naszej Matce Teresie, że sercem była we Francji, w Ameryce i wszędzie tam, gdzie były dusze potrzebujące zbawienia. To samo można by powiedzieć o naszym o. Rafale. Dnia 13 października powrócił z definitorium, by spędzić całą zimę w swojej samotni w Czernej i poświęcić się wyłącznie modlitwie, cierpieniu i zbożnej pracy dla chwały Boga i dla dobra dusz. „Skoro nasza istota ludzka – pisał wówczas – widzi się wszędzie ograniczona, to jednak przynajmniej pragnienie kochania Boga coraz bardziej zachowuje przywilej wzrastania, nie znając granic. Oby głębia tego pragnienia wzrastała ciągle w duszy Waszej Wielebności i objawiała się we wszystkich czynach życia śmiertelnego”[34]. Cierpienia wewnętrzne i zewnętrzne nie opuszczają go, wyraża je w dwóch słowach. „Dusza moja już nic nie widzi i nie słyszy”. Ze wszech stron odbierał nader smutne wiadomości, zwłaszcza z Warszawy, gdzie mieszkała jego rodzina. „(...) chociaż istotnie ustęp o Żydach w piśmie Ojca Świętego[35] może się różnie tłumaczyć, ma jednak to doniosłe znaczenie, że jeżeli nie wolno mordować Żydów, to tym bardziej własnych rodaków chrześcijan, których tylu w Warszawie i innych miejscowościach mordowano przez poduszczenia anarchistów i Żydów”[36]. We wszelkich sprawach trudnych i zawiłych uciekano się do jego wiedzy i doświadczenia i w ten sposób z ukrycia swej celi nie przestawał kierować tak poszczególnymi duszami, jak i wspólnotą.

Opuszczające go coraz więcej siły ciągle mu nasuwają myśli o śmierci: „Wkrótce i nie na jednego z nas wyrok też śmierci zapadnie. (...) Módlcie się, módlcie się, módlcie się za mnie grzesznego”[37].  A kilka tygodni później, z powodu swego wyjazdu na kapitułę prowincjalną: „Moriturus vos salutat!”[38]. „Dążmy, dążmy i dążmy do osiągnięcia istotnego celu wędrówki naszej ziemskiej”[39]. W tym samym liście pozostawia swym dzieciom jak gdyby na pamiątkę po sobie piękną małą książeczkę, którą karmelitanki paryskie, wygnane do Amay[40] w Belgii, przysłały mu dla karmelitanek i karmelitów w Polsce: Trzecie Abecadło o. Osuny[41], franciszkanina, dzieło, którym święta nasza Matka Teresa długo się posługiwała jako lekturą duchową i które było jej przewodnikiem na drodze modlitwy i rozmyślania[42]. Wreszcie Ojciec udzielił karmelitankom z Łobzowa wskazówek w sprawie tłumaczenia życiorysu karmelitanek z Compiègne[43], i tak kończy swój list: „Nie mając nic do zostawienia w spadku z mej ułomności, pożyczam u śp. biskupa Krasińskiego[44] trzy następujące zdania:

  1. Tego imię za życia zapisane w niebie,
    Komu chlebem powszednim jest ofiara z siebie.

  2. Niech pomni, kto ma dobro ogólne na celu,
    Że jedność i duch zgody – to skała Wawelu (Karmelu).

  3. Bohaterskie to godło: wytrwać do ostatka;
    Wytrwałość to stal duszy, męczenników matka.
    Fiat!”[45].

Do tych dobrych rad dorzucił jeszcze dla wszystkich sióstr słowa podziękowania za dobroć, której mu zawsze dawały dowody, i przed udaniem się w podróż, której już raz omalże życiem nie przepłacił, polecił je wszystkie opiece Najświętszej Panny. Dnia 1 maja opuścił na zawsze klasztor w Czernej, dla którego tyle pracował, i z o. Bartłomiejem wyjechał do Wiednia.

 

 

Rozdział  XX

Wadowice

Kapituła w roku 1906. O. Rafał przeorem w Wadowicach. Kierownik dusz, księży, braci konwersów, młodzieży w Alumnacie w Wadowicach, a później w Czernej i w Rzymie. Rozboje w Królestwie Polskim. Troskliwość o. Rafała o Polskę, o rodzinę, o przyjaciół z Syberii. Reforma klasztoru w Częstochowie. Rady dla karmelitanek.

 

W czasie kapituły prowincjalnej w Wiedniu w początkach maja 1906 roku p.o. Bonawentura złożył ciężar dźwigany tak długo i z tak wielką korzyścią dla prowincji św. Leopolda. Definitorium prowincjalne wybrało go podprzeorem nowego klasztoru w Wiedniu, gdzie zaprowadził regularną obserwancję i założył nowe kolegium teologii. Piastując urząd podprzeora, był równocześnie kierownikiem duchowym kolegium i mógł zdziałać jeszcze wiele dobrego dla prowincji. Ojciec przeor z Wadowic, p.o. Chryzostom od Wniebowzięcia, został ponownie obrany prowincjałem, a nasz o. Rafał przeorem kolegium w Wadowicach.

Czcigodny Ojciec zdawał sobie sprawę, że ten ciężar jest nad jego siły i prosił o zwolnienie go z niego, ale wybór jego został zatwierdzony. W kolegium w Wadowicach było wielu młodych zakonników, którzy mieli się stać założycielami nowej prowincji polskiej, im potrzeba było przede wszystkim dobrego przykładu, a o. Rafał był doskonałym wzorem wszelkich cnót zakonnych. Słowa swoich nauk potwierdzał przykładem, pociągającym powierzoną mu młodzież do postępowania po drogach cnoty, równocześnie zaś jego modlitwy i cierpienia zjednywały jej błogosławieństwo niebios.

Przyjechał do Wadowic 11 maja z młodym o. Andrzejem od Jezusa[46], nowym przeorem z Czernej, i po jednodniowym odpoczynku odważnie wziął na swe barki krzyż zesłany mu przez Boga. Jego synowie duchowi przysłali mi szczegółowe sprawozdanie ze wszystkiego, na co patrzyli własnymi oczyma i z czego do woli czerpać możemy. „Pod koniec życia, pisze jego spowiednik, sypiał bardzo niewiele i większą część nocy spędzał na rozmyślaniu nad wiecznością, męką Jezusa Chrystusa i boleściami Jego Najświętszej Matki (...)”[47]. „Do chóru rano przychodził kilka minut przed czwartą godziną[48]; klęczał całą godzinę bez opierania się o ławkę, czasem głośno westchnął do Pana. Officium z niezwykłą gorliwością i na jego siły za głośno odmawiał, przy czym cały się ruszał z wysilenia. Canticum puerorum[49] bardzo lubił i chciał, aby go zawsze odmawiano bardzo powoli. Codziennie odprawiał po południu około 4-ej godziny Drogę krzyżową. Nawiedzenie Najświętszego Sakramentu o 10-ej godzinie rano i po południu około godziny 4-ej”[50]. „Prace swoje, połączone z urzędem kapłańskim wykonywał sumiennie i z wielką gorliwością. I tak mając odprawiać św. Ofiarę, gotował się do niej każdą razą uprzednim rozmyślaniem i modlitwą na osobności, toż czynił po jej ukończeniu. Nie zauważono, iżby mając na głowie choć najtrudniejsze sprawy, zaniechał tego pobożnego zwyczaju. Kazania, które miewał do ludu (w kaplicy wadowickiej), jako też przemówienia kapitulne do zakonnej braci były zawsze przez niego starannie obmyślane i stosowane do potrzeb bieżących. Stąd nigdy nie przeszły bez wpływu na życie słuchaczy. Jako spowiednik okazywał niezwykłą pilność w wykonywaniu swej władzy. Znajomość teologii i rzeczy duchownych czyniły go sposobnym do rozwiązywania rzeczy nawet trudnych i do prowadzenia bezpiecznie dusz ku wyższej doskonałości dążących. Przeto zarówno prostaczkowie, jak osoby wyższych [stanów] szukały u niego zaspokojenia potrzeb dusznych i pociechy w utrapieniu (...). Trzeci przymiot śp. Ojca Rafała – to akuratność w zachowaniu przepisów zakonu. Jeśli go tylko obowiązki swego urzędu lub rozkazy starszych nie zmusiły przebywać poza klasztorem, zawsze bywał obecny na wspólnych aktach zgromadzenia. Czasami osłabiony i zmęczony pracą nie chciał się uważać za zwolnionego od nich. Przez to się działo, że młodzi brali zeń zbudowanie w życiu zakonnym”[51].

Ktoś inny znów wspomina o szacunku, jaki wzbudzał o. Rafał: „Kto miał sposobność widzieć lub rozmawiać z N. Ojcem, ten z pewnością przejmował się dziwnym szacunkiem dla niego, szacunkiem, który pochodził z wewnętrznego przekonania: mówię ze świętym, ten Ojciec dużo się modli, dużo się umartwia. Spuszczone oczy, ręce pod szkaplerzem, twarz zazwyczaj więcej poważna niż uśmiechnięta, a przecież w rozmowie dziwnie pociągająca, godność w całym ułożeniu połączona z zakonną prostotą; wszystko to nadawało N. Ojcu, wbrew jego mniemaniu, zewnętrzny powab, który rodzi prawdziwa cnota, mimowolnie się zdradzając, tam gdzie się czuła być ukrytą. Przekonanie, że było w N. Ojcu coś wewnętrznego, co nakazywało zewnętrzny szacunek, było nie tylko u świeckich, ale przede wszystkim u własnych współbraci. Nieraz na rekreacji w jego nieobecności pozwalano sobie na niewinne żarty, które może czasem nie miały cechy zakonnej cnoty. Zbliża się O. Rafał. Wszyscy milkną i każdy przybiera skromniejszą postawę: ten poprawia kaptur, ów ręce chowa pod szkaplerzem – wszyscy z szacunkiem spoglądają ku przychodzącemu. Dlaczego? Przecież W.O. Rafał nie był cenzorem, często nie był nawet przełożonym, owszem z uśmiechem słodkim i dobrotliwym zbliżał się zawsze ku swym współbraciom. Ja bym na to pytanie nie mógł dać innej odpowiedzi, jak tylko tę: był na N. Ojcu zewnętrzny obraz wewnętrznej cnoty”[52].

„Ja trzy lub cztery razy miałem szczęście z nim rozmawiać dłużej na rekreacji jako niegodny jego współbrat, w drugim roku mego nowicjatu na Czerny. Rozmowy te miały za przedmiot przeszłość naszego Zakonu, którą z rozmaitych dokumentów przez siebie zebranych znał dobrze i umiał ją nam podawać przez budujące zdarzenia w N. Zakonie. Raz opowiadał o Matce Bożej Ostrobramskiej, drugi raz o bracie[53] umęczonym za wiarę (w Przemyślu, ile sobie przypominam), innym razem o jakimś cudownym bracie z Warszawy, który wielu uleczył. Pytał mię często o zdrowie, dając niektóre uwagi, na które młodzi nie chcą zważać, a które mszczą się w starości. Zaliczam do najpiękniejszych te parę rekreacyj z nim przepędzonych, bo zawsze odchodziłem zbudowany i zachęcony do pracy nad dobrem Zakonu”.

Ten sam zakonnik wspomina o cnotach o. Rafała: „Z umartwień O. Rafała często bracia wspominali o łańcuszku i włosiennicy, i śladach krwawych na tunice. O tym najlepiej mógłby wiedzieć spowiednik, bo N. Ojciec zawsze niemal będąc przełożonym, nie miał kogo innego, kto by go w umartwieniach miarkował. Pewnego razu, nie wiem z jakiej przyczyny, ofiarowaliśmy mu w alumnacie szklaneczkę piwa. Przyjął ją, ale dosypał sobie nieco soli, mówiąc, że to bardzo do zdrowia służy i lepszy smak nadaje i że on często to praktykuje. Spróbowałem go też tym razem naśladować, ale wsypawszy nieco soli do szklaneczki, musiałem się bardzo zniewalać, by wypić moją szklaneczkę. I lubo wówczas, nie rozumiejąc się nic na życiu duchownym, nie myślałem, żeby to N. Ojciec czynił z umartwienia, dziś przypominając sobie to zdarzenie, nie mogę widzieć w tym, jak tylko świadectwo jego umartwienia. Kto wyliczy tysiączne może inne mniejsze i większe umartwienia, które ponosił. Gdyby nic nie miał innego nad ustawiczne choroby, a przy tym najściślejszą zachowując obserwę, można by bez najmniejszej przesady powiedzieć: Ten Ojciec ma ducha ofiary i ofiarą żyje”.

Wszyscy zauważali i podziwiali jego głęboką pokorę: „Chociaż był osobą z lepszego domu, był przystępny dla każdego, nawet najniższego stanowiska i zajęcia i ofiarował na żądanie swą usługę. Mimo że nie szczędził sił i zdrowia, gdzie chodziło o chwałę bożą, to jednak skarżył się czasem, że mało jeszcze pracował dla Boga i zbawienia swego”[54].

„O sobie samym nigdy nie chciał mówić. Pamiętam (w alumnacie), kiedy nas raz odwiedził, prosiliśmy go, by nam coś opowiedział o swoim życiu na Sybirze. Wymawiał się skromnie, że sobie nie przypomina, że to już zapomniane wypadki; w końcu na nasze ponawiane prośby zaczął nam opowiadać o sybirskich lasach i rzekach, które przebywał i o sposobie mierzenia tych ogromnych obszarów. O sobie ani słowa”[55].

Pewnego razu w czasie rekreacji po rozmowie o sztuce, powiedział do otaczających go młodych zakonników: „Jakiż ja jestem jeszcze niedoskonały! Zachowuję się jak światowiec i nie umiem poddać się zakonnej prostocie”[56].

„Przy objęciu przeorstwa[57] z wielką pokorą mówił, że tylko zgorszeniem może być dla braci, i prosił wszystkich o modlitwy. Gdy który z zakonników odwiedził go w celi, przy pożegnaniu prosił go o modlitwy”[58].

Jego dzieci duchowne, tercjarki z Wadowic, pisały nam również o tym, co widziały i słyszały: „I tak pierwszą zaznaczyć trzeba tę wielką pokorę, która tak dziwnie oddziaływała patrząc [!] na tę uprzejmą niewymownie słodyczy pełną postać Czcigodnego śp. O. Rafała. Uczynny na każdą prośbę, w każdej chwili, w której tylko prosiłam, zachęcając słowami: «Wszystko mogę w Tym, który mnie umacnia»[59]; i także te słowa pełne pokory: «Módl się za mnie grzesznego». I to prawie przy każdej spowiedzi polecał”[60]. „Dał mu Bóg tę łaskę, iż serce zimne i twarde zdołał rozgrzać i skruszyć do żalu serdecznego. Niepokój obrócił się na błogi pokój sumienia. (...) gdy mówił o miłości Jezusa w Przenajświętszym Sakramencie i także zalecał rozmyślanie męki Pańskiej, gorące uczucia ogarnęły mię (...) Śp. Czcigodny Ojciec Rafał dawał nauki nie tylko słowem, ale więcej przykładem, bo jego skromność, łagodność, głęboka pokora, miłość, gorliwość o zbawienie dusz ludzkich głęboko uderzyły o serce moje”[61].

Ktoś trzeci w ten sposób wyraża swą wdzięczność: „W czasie, gdy był on moim spowiednikiem, a więc prawie cały czas jego pobytu w Wadowicach, tyle łask za jego pośrednictwem od Boga otrzymałam, tyle dla mnie dobrego zrobił, że nigdy moje nieudolne słowa tego wyrazić nie potrafią. Jego to przykład, jego święte słowa skierowały mnie ku życiu pobożniejszemu, do którego przedtem raczej uprzedzenie, niż skłonność czułam. Przykład jego pokory i świętości pierwszy wzruszył serce moje, przed nim spowiedź generalną odprawiłam, a w niej i wszystkich późniejszych spowiedziach był mi prawdziwym ojcem i przyjacielem. W każdej potrzebie, w wątpliwościach lub zmartwieniu  znajdowałam u jego konfesjonału pociechę i radę najlepszą. Dobroć, cierpliwość, miłość bliźniego współczująca i wyrozumiała tak z jego każdego słowa przebijały, że chyba nikt nie odszedł od niego bez pociechy. Tego ja na sobie najlepiej doznałam. A takim był znawcą serca ludzkiego, że w bolesnych dla mnie sprawach, które przez usta niejako przejść nie chciały, on bez słów zrozumiał mnie i odgadnął i skuteczną pociechę i naukę udzielił. Miał też zwyczaj po każdej spowiedzi polecać modlitwie szczególną potrzebę Kościoła lub ojczyzny i w tych kilku słowach wielkie jego i szlachetne serce najlepiej się objawiało. O Bogu, o Matce Najświętszej z taką miłością i prostotą mówił, że starczyło to za najpiękniejsze kazanie.

W dobroci swej troszczył się nawet o drobne potrzeby moje. Wiedząc, jak umysł mój chwiejny a wrażliwy potrzebuje zajęcia, wystarał się i dawał mi kilkakrotnie stosowną lekturę, a także francuską książkę do modlenia z poleceniem tłumaczenia jej z wolna, i pracą tą, choć nieudolną, zawsze się interesował.

Gdy w roku 1904, w czasie jego w Czerny pobytu powzięłam zamiar wstąpienia do III Zakonu Najświętszej Panny z Góry Karmel, chciałam to uczynić z jego wiedzą i zezwoleniem. Napisałam więc, a nie chcą go trudzić odpowiedzią, dodałam, że milczenie uważać będę za zezwolenie, o. Rafał jednak zaraz uprzejmie odpisał i obiecał nawet w modlitwie o mnie pamiętać. List ten jest mi drogą po nim pamiątką, a tej jego modlitwy skutek niejeden raz odczułam i doznałam”[62].

Wobec Boga wszystkie dusze są równe. O. Rafał wszystkie traktował tak samo. Kiedy jednak osoby ze sfer wyższych poddawały się jego kierownictwu duchowemu, przywiązywał się do nich i poświęcał im wiele trudu, pragnąc z ich dusz wykrzesać tyle dobra, ile w nich skrycie drzemało. Pragnął je oczyścić z choćby cienia miłości własnej i z jakiejkolwiek formy przywiązania do stworzeń. Usiłował zaszczepić w nich ducha miłosierdzia i ofiary, a przez to uczynić ich podobnymi do Chrystusa. Aby ożywić ich gorliwość, często mówił im o potrzebach Kościoła świętego, o cierpieniach Ojca Świętego i o nieszczęściach przytłaczających Polskę, zwłaszcza ziemie pod władzą Rosji.

Szczególnie dużo troski poświęcał młodym zakonnikom w zgromadzeniu. Słowem i przykładem zachęcał ich do zerwania ze światem, do umiłowania samotności i skupienia, tak nieodzownych w życiu modlitwy, do którego są zobowiązani w Karmelu. Nie zapomniał również o braciach konwersach i ciągle przypominał, aby im starannie wykładano podstawy nauki chrześcijańskiej, aby systematycznie i wytrwale ćwiczyli się w cnotach, zwłaszcza w skromności, powadze i zasadach dobrego wychowania[63].

Przedmiotem szczególniejszej jego troski był Alumnat; można powiedzieć, że czuwał nad nim, jak nad źrenicą swego oka. Jego regulamin został opracowany po głębokim namyśle, potem przejrzany i potwierdzony przez definitorium generalne; jego postanowienia wyrażały zatem wolę Bożą. Ojciec Przeor zdawał sobie z tego sprawę i nie szczędził trudu, by nad tym czuwać. Wiedząc z doświadczenia, jak ujemnie może wpływać na kolegów chłopiec, który nie otrzymał dobrego religijnego wychowania i który już doświadczył zła, jak najstaranniej badał wszystkich kandydatów i nie przyjmował nikogo, zanim nie powziął moralnej pewności, że chłopiec posiada wszystkie wymagane przymioty. W czasie jednej ze swoich długich podróży nakazał swemu zastępcy natychmiastowe odesłanie ucznia, który został przyjęty wbrew regulaminowi[64]. Pożywienie musiało być wystarczające, ale proste. W czasie  rekreacji chłopcy używali ruchu; postarał się dla nich o stosowne gry. W czasie całodziennych wycieczek należało unikać zbędnych wydatków i zachowywać zasady skromności zakonnej. Ojciec dyrektor nie powinien odwiedzać ludzi świeckich.

Cieszył się, gdy mógł któremuś z chłopców pomóc w nauce. „Często w wyższych klasach, pisze jeden z uczniów, chodziłem do niego z zadaniami geometrii lub algebry. Niezaprzeczalnie musiała to być niemała trudność dla niego naginać swój umysł do mego zrozumienia. A jednak trzy lub cztery razy powtarzał to samo zadanie, w rozmaity sposób go wykładając, aż mi utkwiło w pamięci, a zawsze to czynił z radością i uśmiechem, tak, że moja niepojętność w onej chwili była mi miłą”[65].

O. Rafał nie przestawał interesować się chłopcami, którzy po skończeniu nauki wstępowali do nowicjatu, troszczył się o ich dusze, o zdrowie i o najdrobniejsze szczegóły. „Dwaj chłopcy[66], których wam posłaliśmy, nie są zbyt silni, w czasie  przechadzki trzeba zwolnić kroku. U nas, z powodu złego sprzętu zboża, chleb nie jest zbyt dobry, a jaki jest w Czernej? W każdym razie nie podawajcie świeżego chleba”. „Pozostaje jeszcze jedna sprawa – to jest wolność ducha; z uwagi na przeszłość i ich przywiązanie do o. prefekta, pod którego stałym kierownictwem pozostawali dość długo, potrzeba trochę czasu, by mogli dojść do pewnej samodzielności. Nie wiem, czy widzę jasno, niemniej przypuszczam, że można to osiągnąć ułatwiając im otwarcie serca przed o. Kazimierzem, jak tylko nadarzy się okazja, nie krępując ich wcale”[67].

Gdy nowicjusze po złożeniu profesji udali się na studia do Rzymu, o. Rafał towarzyszył im myślą i sercem i pomagał im według swoich możliwości. „Niezmiernie mię ucieszył list powitalny w imieniu Was obu pisany przez najmilszego br. Anzelma. Bądźmy łączni sercem i posłuszeństwem w Bogu, tj. przez wykonywanie Jego woli świętej. (...) O przysłanie gramatyki greckiej się postaram. Do prędszego wprawiania się w czytaniu Ojców Świętych w tym języku niezmiernie służą wydawnictwa pojedynczych nauk, czyli kazań, w tłumaczeniu łacińskim, tak zwanym juxtalineaire; w Paryżu, w broszurkach, za maluczką cenę można je otrzymać. Samem pożytkował w czasie pobytu we Francji: św. Chryzostoma O poście, Obrona Eutropiusza i inne. Również z podwójnym tekstem: francuskim i greckim (neogreckim) Schneidera książka dla młodzieży do nabożeństwa. – Zapewne zresztą może o tym wiecie więcej ode mnie. (...) Teraz Was żegnam, przy oficjum św. pamiętać o Was będę. Matce Najświętszej Was polecam”[68].

Te różnorodne troski naszego Ojca były tym krzyżem, który przewidywał i którego się lękał w dniu swego wyboru. Dźwigał go chętnie dla chwały Bożej i dla dobra dusz, ale jakże on ciężki był dla duszy niecierpliwie wydzierającej się, by pójść do nieba i zobaczyć Tego, którego kochał jedynie i nade wszystko! „Jakżebym pragnął, pisał, móc uwolnić się od wszystkiego i odejść spokojnie do Boga. Oby Bóg raczył w swym miłosierdziu i za wstawiennictwem Najświętszej Panny wszystkim nam użyczyć tej łaski”[69].

Troszczył się on nie tylko o Karmel, karmelitów, karmelitanki i Trzeci Zakon; rodzina, przyjaciele i cała Polska żywo go obchodziły, podsycając ogień, który po trochu spalał świętą ofiarę. W czasie wakacji jego myśli i modlitwy towarzyszyły jego bliskim we wszystkich ich podróżach, a we wrześniu pisał do Aleksandra: „Zapewne już wszyscy wrócili do Warszawy z Zoppot, a Lucio[70] ze stacji zdrowia; i twoi już muszą być wszyscy w domu”[71]. Jego obawy nie były bezpodstawne. 3 sierpnia pisał ze Lwowa, dokąd towarzyszył o. prowincjałowi: „Przysyła nam ks. kapelan numera «Dziennika» czy «Przeglądu Lwowskiego»; same nieszczęścia w nich się wyczytuje. Między innymi spustoszenia przez włościan w dobrach księcia – –, krewnego Natalii Naryszkin. Obcy on dla mnie, lecz zasługi pełen człowiek. (...) Modlitwom wiernych trzeba polecać ten stan; Bóg jeden mocen spokój wrócić”[72]. Dnia 20 tego samego miesiąca pisał do karmelitanek: „Jakie smutne wiadomości dotarły z Warszawy właśnie w dzień Wniebowzięcia N.M. Panny. W Częstochowie się świętuje, a w Warszawie leje się krew”[73]. We wrześniu pisał znowu do Aleksandra: „Niepokoje, na które w Warszawie wystawieni jesteście, ufać trzeba miłosierdziu Bożemu, ustać na koniec muszą. Zaczęły się one i u nas. Zaczęło się od wrywania się do kas podatkowych, kościelnych, propinacyjnych, gminnych, od podłożenia ognia pod stodołę już pełną zbiorów z pól w bliziuchnym sąsiedztwie z Wadowicami; spłonęła ze wszystkim zbożem. Nastąpiły morderstwa. Onegdaj udało się żandarmerii pochwycić trzech ze złoczyńców; trochę spokój nastał.

Oby Bóg wszechmocny raczył opamiętać i tych nieszczęśliwych i wszystkich, którzy zbójeckiego rzemiosła się chwytają! Wszak tu chodzi o utratę zbawienia wiecznego! Modlić się o to, ach, modlić się trzeba”[74]. „Tylko cudowna opieka Jasnej Góry, tyle razy doświadczona i dokonywana przez pośrednictwo Matki Najświętszej, budzić może nadzieję tej opieki i w dzisiejszych czasach"[75].

Gdy o. Rafał pisał te słowa, o. prowincjał przybył jako delegat apostolski do klasztoru paulinów w Częstochowie w celu przeprowadzenia tam wizytacji kanonicznej. Cudowny obraz, od niepamiętnych czasów czczony w świątyni tego klasztoru, jest dla Polski tym samym, czym dla Francji Najświętsza Panna w Lourdes;  Rosjanie nie śmieli wydalić zgromadzenia paulinów, strzegących tego świętego przybytku, ale podporządkowali ich takim prawom, które ogromnie utrudniały przyjmowanie nowych członków. Do nowicjatu wolno było przyjmować tylko tych, którzy byli wolni od służby wojskowej i po uzyskaniu pozwolenia władzy cywilnej. Przyjęto kandydata bez powołania, ale protegowanego przez władze, który siał niepokój w zgromadzeniu. W takiej sytuacji kilku dobrych zakonników zwróciło się do Rzymu z prośbą o pomoc. Wizytatorem został wyznaczony o. prowincjał[76]. Życzliwie przemówił do wszystkich zakonników, zyskał sobie ich zaufanie i przywrócił wśród nich zgodę. Zwizytował klasztor i kościół, przywrócił klauzurę, usunął wiele różnych nadużyć, dopuszczonych przez niezbyt gorliwych przełożonych, nakazał większą czujność w zachowaniu praw Zakonu i Kościoła. O. Rafał modlił się i prosił o modlitwę karmelitów i karmelitanki o Boże błogosławieństwo dla tego niezwykle ważnego zadania, jakie zostało zlecone o. prowincjałowi, aby Częstochowa znowu stała się źródłem łask dla całej Polski.

Innym powodem troski o. Rafała było zbawienie przyjaciół, których pozostawił w świecie. Rozstał się z nimi przed trzydziestu laty, ale kochał ich i obawiał się, aby rozstanie z niektórymi z pośród nich nie było wieczne. W początkach lipca 1906 roku odwiedził go w Wadowicach August Iwański; rozmawiali przez kilka godzin. Był to jeden z jego przyjaciół z czasu pobytu na Syberii. Rozmawiali długo o tych, których tam znali i kochali. Niestety, nie wszystkie wiadomości były pomyślne Niepokoił się o dzieci, którymi opiekował się w Irkucku, uczył je i wprowadzał w życie religijne. Po jego wyjeździe z Syberii zostały tam pod opieką prawosławnych; ich zbawienie pozostawało zagrożone. Co więcej, jeden z grona jego przyjaciół syberyjskich, sławny przyrodnik[77], z którym Ojciec współpracował i z którym łączyły go ścisłe więzy przyjaźni, oddalił się od Boga; stał już nad grobem i nie chciał się nawrócić. Myśl o tych duszach tak drogich, napełniała serce Ojca smutkiem i bólem tak, że prawie tęsknił za latami spędzonymi na Syberii. Pisał w tym czasie do Zienkowicza: „Zresztą porównanie przeszłości naszej w Usolu i w Irkucku, nie zważając na niektóre ujemne strony, z teraźniejszością, stawi pierwszą w światłych zarysach, a teraźniejszość w posępnym mroku” [78].

Otacza go zmierzch życia doczesnego, przeczuwa zbliżający się koniec, toteż nie przestaje dawać wskazówek swym duchowym dzieciom. Każdy z nas tu na ziemi skazany jest na cierpienie, tym więcej w Karmelu, gdzie ślubuje się stać się całopalną ofiarą Boskiego Majestatu dla zbawienia dusz. Ojciec często przypominał nam obowiązek naśladowania Jezusa w gotowości do ofiar i poświęcenia, dodawał nam także odwagi, wskazując nam nagrodę czekającą nas za to. „Zwykłym męczeństwem powołania zakonnego, mówił do karmelitanek, jest życie wspólne, które jest źródłem cierpień i zasługi i wiedzie nas ku niebu. Dla nas to jest jedyna droga”[79]. Ale na tej drodze zbiera się tylko ciernie. Do siostry rozpoczynającej rekolekcje pisał: „Oby owocem tych ćwiczeń było coraz bardziej utwierdzenie się w prawdzie, iż jeżeli w czasie pielgrzymki ziemskiej może być jakie trwałe szczęście, to chyba «ustawiczna ze siebie ofiara zupełna, czyniona Bogu». Jarzmo wówczas staje się słodkim, a ciężar życia lekkim. – Pod wpływem tej prawdy Mme Elisabeth de France ułożyła tak śliczną modlitwę, zapewne najmilszej Siostrze znaną”[80]. Pisał również o wyrzeczeniu się naszej własnej woli i o doskonałym zgadzaniu się z wolą Bożą: „Ugruntowani na tej opoce, zostaniemy ściśle zjednoczeni z Bogiem mimo wszystkich burz i trosk tego życia”.

Aby osiągnąć to doskonałe zjednoczenie naszej woli z wolą Bożą, trzeba przejść uciążliwą drogę, a na tej drodze zwalczyć wiele przeciwności. O. Rafał wylicza trzy główne: niedoskonałości popełniane stale, które z czasem przechodzą w nałóg; uczucia niedozwolone ku stworzeniom i przywiązanie do siebie samego, do swoich wygód, swego sądu i do swej woli, i daje wskazówki, po czym można poznać, że są niedozwolone: 1. Jeżeli nasze sumienie nam je wyrzuca w czasie modlitwy; 2. Jeżeli obawiamy się, aby ich drudzy nie zauważyli; 3. Jeżeli obawiamy się powiedzieć o nich przełożonemu; 4. Jeżeli nas krępują i przeszkadzają nam swobodnie wznieść myśl do Boga. Tego rodzaju uczucia są przeszkodą w rozwoju życia duchowego i należy się ich pozbyć, jeżeli się pragnie doskonałego zjednoczenia z Jezusem Chrystusem i żyć Jego duchem.

Duch Jezusa jest duchem miłości, słodyczy, żarliwości i o. Rafał pragnął, aby on królował w duszach jego duchowych dzieci i przenikał wszystkie ich czyny. Chciał, aby miłość wzajemna, pokój i radość były znakiem znamiennym wszystkich zgromadzeń; pisał do jednej przeoryszy: „Jeżeli Wasza Wielebność będzie zmuszona uczynić jakąś uwagę, niechże czyni to spokojnie i łagodnie, ani się dziwiąc, ani oburzając z powodu słabości naszej biednej natury. Należy znosić je cierpliwie i polecać Bogu”. Nie życzył sobie, aby miłość była jedynie na wargach; powinna się ona objawiać na zewnątrz poprzez gorliwość, a przede wszystkim przez pracę i modlitwę.

Ojciec chciał, abyśmy zawsze byli zajęci jakąś pożyteczną pracą na chwałę Boga, Najświętszej Panny, dla dobra dusz i dla Karmelu. Aby nas zachęcić do pracy pilnej i wytrwałej, ukazywał nam nagrodę i przypominał piękne słowa błogosławionej Marii od Wcielenia[81]: „Wszystkie nasze czyny są wieczne”, gdy się pracuje z miłości ku Bogu i bliźniemu, zasługuje się na nagrodę wieczną. Nie życzył sobie, abyśmy pędzili życie bezczynne, i pozostawił nam to upomnienie: „Próżniactwo jest trucizną życia, męczy nasze władze umysłowe, wprowadza niepokój i wytrąca z równowagi”.

Duch Jezusa Chrystusa jest także duchem modlitwy i Ojciec pragnął, aby nasze życie było i pod tym względem wiernym naśladowaniem życia naszego Boskiego Mistrza, aby wszystkie nasze czyny i cierpienia stały się aktami miłości, zadośćuczynienia, dziękczynienia, prośby i uwielbienia składanymi Bogu za grzeszną ludzkość. Ten duch spalał jego życie, podobnie jak kiedyś czynił to z życiem św. Matki Teresy; pragnął, aby spalał również nasze. W korespondencji z roku 1906 powracał często do tej myśli, aby rozpalić naszą gorliwość i zapał: „Lecz są to małe niedogodnostki [nieprzyjemne zmiany pogody], i któż śmiałby na nie narzekać wobec olbrzymich klęsk, jakimi Panu Bogu podoba się obecnie doświadczać o mało nie świat cały. Przerażające trzęsienia ziemi, pochłaniające i zamieniające w gruzy rozległe krainy; (...) A te straszne wybuchy Wezuwiusza i zalewanie lawą ognistą odległe nawet miejscowości. Jeżeli zaś dodamy wstrząśnienia, którym ulega społeczeństwo samo w rozmaitych swych ogniskach, zamącenia umysłów, wywołane przez sekciarzy w Królestwie – ileż to dusz w niebezpieczny wir pochwyconych zostaje bez zdania sobie sprawy, dokąd się przez to zmierza”[82].

Karmelitanki powinny modlić się nie tylko za tych, którzy żyją na ziemi, ale również za zmarłych. O. Rafał, który z taką troską przypominał im ich obowiązki, nie zapomniał również o tym. W głębi serca doświadczał gorącego pragnienia, aby wszystkie drogie Matki i Siostry zdawały sobie sprawę ze wszelkich nowych obowiązków. „Została mi w pamięci rozmowa przy kracie, po zawarciu wizytacji wszczęta, skutkiem zapytania przez najmilszą siostrę Hieronimę[83] uczynionego o odpustach. Wobec niezmiernej wartości tych ostatnich, płynącej z nieskończonego miłosierdzia Bożego, przede wszystkim jednak istotny ich pożytek w Kościele świętym wypływa przeważnie z tej niewzruszonej zasady, która obowiązuje osoby pragnące uzyskać odpust do ścisłego oczyszczenia duszy przez Sakrament Pokuty i szczerego łożenia pracy nad sobą, by unikać najmniejszej dobrowolnej obrazy Bożej, czyli do rzeczywistego dążenia do doskonałości, odpowiednio do stanu. – Zastosowanie tej zasady wywołało i wywoływa olbrzymie dobrodziejstwa między wiernymi. Jeżeli przeto na sądzie Bożym będziemy musieli nawet zdawać sprawę z pożytkowania odpustów, łatwo możemy być karceni za to, żeśmy owoców z nich nie otrzymali, czyli w istocie odpustów nie uzyskali przez zaniedbanie pracy nad ustalaniem ćwiczeń odpustowych na wzwyż wymienionej zasadzie. – Niech przeto i samo pragnienie zdobywania odpustów, w duchu miłości Bożej i miłości bliźniego, stanie się dla nas bodźcem do mężnego postępowania na drodze do nieba, dźwigając krzyże walki nad sobą ze wzrokiem skierowanym ku Zbawcy. Wszak i łaski odpustowe Zbawca nasz na krzyżu je dla nas nędzarzy zdobył. – Niech ta myśl wszędzie nas, w najdrobniejszych czynnościach, niech nas ściga. A wołanie: «Odpuść nam nasze winy, jako i my odpuszczamy naszym winowajcom» przez miłosiernego Pana i Boga naszego wysłuchanym będzie. Odnawiajmy w pamięci obietnicę «Wyrzekam się», a stawmy przed oczy nasze «Będziesz miłował Pana, Boga swego.... i bliźniego»[84]. Nie zapominajcie, iż bliźnim waszym najbliższym jeden dla drugiego jesteście, bez wyjątku Przełożonej i żadnej ze Sióstr, i co dla każdej z nich uczynicie, to uczynicie dla Zbawcy naszego. Przestrzegajcie szczególniej uprzejmość wzajemną; ona czerpie źródło w cichości i pokorze serca; wszak Pan nasz Jezus Chrystus tych cnót zachowywania się nie wstydził. Wybaczcie, jeżelim tak daleko sięgnął. Lecz cóż, kiedy takimi pragnę każdą z Was widzieć” [85].

 

Rozdział  XXI

Wadowice 1906 – 1907

Odwiedzenie klasztorów we Lwowie i Krakowie. Rozrzewniające pożegnanie. Ora et labora. Ostatnie błogosławieństwo. We wrześniu znowu pada ofiarą swego miłosierdzia. W październiku o. Andrzej, przeor z Czernej, i o. Bartłomiej radzą się dawnego oficera inżynierii w sprawie budowy nowego klasztoru w Krakowie. W listopadzie i grudniu praca w celi i w konfesjonale. Miłość dla Karmelu i dla dusz dokańcza ofiary całopalenia. Miłość dla karmelitanek. Cały Karmel polski modli się. Niespodziewane wyzdrowienie. Hr. Stanisław Grocholski. Cierpienie i cnoty o. Rafała podczas ostatniej choroby. Praca dla sprawy beatyfikacji m. Marchockiej.

 

W roku 1906 ponownie udał się do Lwowa; ponieważ jednak z powodu swej słabości obawiał się udawać sam w tak daleką podróż, prosił o. prowincjała[86], by mu towarzyszył i sam przeprowadził wizytację. Lwowski klasztor był beniaminkiem o. Rafała, zakonnice stojące na czele zgromadzenia były jego najmilszymi dziećmi; on przyciągnął je do Karmelu i przygotował do życia zakonnego, nie szczędząc starań w ciągu długich lat. Ponadto czcił w nich obraz żywego Jezusa ukrzyżowanego, ponieważ wiele wycierpiały w pierwszych latach istnienia klasztoru we Lwowie i potem w czasie długiej choroby i śmierci fundatorki tego klasztoru p.m. Franciszki Teresy od św. Józefa. Bardzo lubił klasztor lwowski, gdyż zawsze odnosił się ze szczególną miłością do dusz cierpiących, które odważnie niosły swój krzyż za Boskim Zbawicielem.

Dlatego więc pragnął raz jeszcze zobaczyć swoje dzieci i pożegnać je. Przewielebna m. Teresa Małgorzata od Najśw. Sakramentu przysłała nam kopię konferencji, jaką wygłosił do sióstr przed rozstaniem się z nimi. Powtórzymy ją tutaj: „Daleko rozdzieleni jesteśmy przestrzenią, ale sercu memu zgromadzenie wasze jest bardzo bliskie, może najbliższe. W ciągu tych dwóch lat, odkąd z woli przełożonych najniespodziewaniej naznaczony zostałem do wizytowania waszych klasztorów, najusilniejszym moim staraniem, do którego zmierzałem czy to w czasie bytności moich u was, czy też w odpowiedzi na wasze tak pełne szczerości i prostoty listy, było utwierdzenie między wami tej jedności, jaka dzięki Bogu i pomocy waszej matki przełożonej panuje u was, tak jak może w żadnym innymi zgromadzeniu.

Żegnając was, myślę zawsze, że to już raz ostatni; czy ten, czy inny – to jedno pewne, że przyjdzie kiedyś ten ostatni raz. Wczoraj tu była nasza wspólna zabawa, a dzisiaj już inaczej: żegnać was muszę. Ale proszę was, gdy posłyszycie o mym bliskim zgonie, błagajcie za mnie Jezusa, by w tej ostatniej godzinie nie był mi Sędzią, ale Zbawicielem, pamiętajcie też o mej duszy, gdy będzie w mękach czyśćcowych! (Tu się nasz Ojciec głośno rozpłakał i czym prędzej wyszedł)"[87].

Kochać Boga i dusze, miłować się wzajemnie i potwierdzać prawdziwość tej miłości w modlitwie i nieustannej pracy – oto testament zostawiony nam przez Ojca. Zamknął go w dwóch słowach, które zostawił nam jako dewizę: „Ora et labora – modlitwa i praca”.

W kilku słowach pożegnania, które przesłał karmelitankom z Łobzowa, kładzie wielki nacisk na obowiązek ciągłej pracy, właściwej duchowi naszej świętej Reguły, pracy wyłącznie dla Boga. Podziękowawszy za wszystko, co dla niego uczyniły i błagając każdą z nich, aby nigdy nie zapomniały tego, co im mówił w imieniu Boga w czasie wizytacji kanonicznej, dodał: „Jeśli zachowacie [słowo Boże przez usta moje wam dane], wtedy w wieczności zbierać będziecie owoce, a ja z wami, bo na sądzie Bożym zdamy sprawę ze wszystkiego. Bóg – to nie zabawka, nie można tak lekko brać rzeczy, czyniąc własną wolę, lecz trzeba pracować. Jeśli chcecie, a jeśli nie, to nie, lecz powiadam wam: na sądzie Bożym zdamy sprawę ze wszystkiego; pracujcie więc, jeśli chcecie, a jeśli nie, to nie. Każdy uczynek odpowiada wieczności. Miejmy przed oczyma cel nasz, którym jest Bóg i niebo, a pamiętajmy zawsze, że ze wszystkiego zdamy sprawę na Sądzie Ostatecznym. Raz jeszcze powiadam: A chaque action répond l’éternité. Bóg zapłać za wszystko! Niech Pan Jezus was błogosławi!”[88].

Tę żywą miłość, którą pragnął widzieć gorejącą w sercach swych dzieci duchowych, on sam zawsze praktykował i ona też wycieńczała jego siły i spalała resztę życia. Wyjechawszy ze Lwowa, odwiedził jeszcze drogi klasztor w Przemyślu, gdzie uległ atakowi paraliżu tak, że ledwie mógł powrócić do Krakowa. Przez parę dni nie mógł chodzić i służący musiał go podtrzymywać przy ołtarzu. Z końcem sierpnia powrócił do Wadowic i podjął swoje obowiązki. Sam prowadził swą korespondencję, ale pismo jego zdradzało zupełne wyczerpanie sił; pisał drżącą ręką. 8 września większą część dnia, jak zwykle, spędził w konfesjonale; kilka dni potem pisał, że podczas spowiedzi doznał „zawrotu głowy”. Choroba wybuchła na nowo. Wśród listów przeoryszy z Łobzowa, p.m. Marii Ksawery, znajdujemy list księcia biskupa krakowskiego kardynała Puzyny z 22 września 1906 roku, a w nim fragment odnoszący się do o. Rafała: „O zdrowie dla O. Rafała modlić się nie przestanę. Może już powołany zostanie do odebrania nagrody wiekuistej, co mu życzyć, a zarazem zazdrościć musimy”[89].

Ale koniec jeszcze nie nastąpił. Miesiąc później wrócił do swoich obowiązków. Z Czernej przyjechał przeor[90] z architektem i prosił go o radę w sprawie nowego klasztoru w Krakowie. Po definitorium październikowym, po rozpoczęciu budowy na konsultację z byłym inżynierem wojskowym przyjechał o. Bartłomiej od św. Teresy, prosząc go równocześnie, by korzystając ze swego stanowiska, zachęcił społeczeństwo polskie do materialnego wsparcia budowy. Równocześnie zajmował się także drukiem broszury biograficznej o szesnastu karmelitankach z Compiègne, którą pod jego kierunkiem przetłumaczyła na język polski p.m. Maria Ksawera. Szesnaście męczenniczek z czasów rewolucji francuskiej miały być wkrótce beatyfikowane i przygotowywano się do uroczystego okolicznościowego triduum. W Wadowicach odbyło się ono 8, 9 i 10 grudnia. Była to znowu praca nad siły i utrudzenie ogromne dla naszego Ojca, który długie godziny spędzał w konfesjonale. Po uroczystości św. Jana od Krzyża pisał do karmelitanek: „Oblegani jesteśmy w konfesjonałach. Oby ku pożytkowi naszemu i pożytkom wiernych”[91]. W czasie triduum napływ ludzi się zdwoił i tak już pozostało w ciągu całego Adwentu, ponieważ w tym świętym czasie prawie wszyscy Polacy spowiadają się i komunikują jak przed Wielkanocą. Ojciec przeor, nie licząc się ze skrajnym wyczerpaniem, nie oszczędzał się wcale i uczestniczył we wszystkich aktach wspólnych zgromadzenia, spowiadał też na równi z innymi ojcami, nie zważając wcale na zmęczenie. Jeżeli zdarzyło się, że w miał kilka godzin wolnych, poświęcał je dziełu, które tak bardzo leżało mu na sercu, to jest sprawie beatyfikacji czcigodnej Matki Teresy od Jezusa Marchockiej, fundatorki karmelitanek we Lwowie i Warszawie. Prowadził kwerendę archiwalną sam i  prosił o pomoc innych, starannie czytał i studiował z niedającą się ukryć radością wszystkie dokumenty, które mogły przyczynić się do pchnięcia sprawy naprzód; w końcu jednak musiał zrezygnować.

21 grudnia pisał na Łobzów: „Zostaję pod wpływem febry, nie bardzo mi przeto myśli porządku się trzymają; głównie wywiązać się chciałem z tego polecenia. Dlatego też i nie piszę do Pw. M. Teresy [Steinmetz]. Proszę tylko powiedzieć tej Matce, że matka przełożona z Wesołej[92] przysłała mi wszystkie odszukane u nich papiery, między nimi są autography listów pisywanych do bł. M. Marchockiej z Alby. – Na biedę głowę mam tak zawróconą, iż trudno mi dokładnie wszystko rozpatrzyć i ułożyć. Oby Bóg miłosierny udzielić mi raczył sił przed zgonem, który bliziuchny, dla odszukania wszystkiego, co by służyć mogło ku czci bł. tej Matki Marchockiej. Proszę o modlitwę za mnie grzesznego”[93].

Oto wszystko, co zdołał napisać, ale młodzi zakonnicy[94], którzy go pielęgnowali z wielkim oddaniem i miłością, napisali nam resztę.

Jeden z nich pisał 1 stycznia do studiujących w Rzymie: „Drodzy bracia! Ciekawi zapewne jesteście i zechcecie wiedzieć, co nam przyniosło Boskie Dzieciątko na te wielkie uroczystości Bożego Narodzenia. Zeszłego roku było dosyć wszystkiego, jak wam to barwnie opisywaliśmy. Tego roku niczego nam też nie brakowało, ale nie mieliśmy chęci do niczego, ale rzuciliśmy się do objęcia niemałego krzyża, który nam nasz Jezus zesłał. Dnia 20 [grudnia] zachorował nasz drogi Ojciec Przeor, tak że choroba stała się wkrótce śmiertelną. Od zaziębienia w kościele przy słuchaniu spowiedzi dostał zapalenia oskrzeli i ciężkiego kaszlu. Wreszcie w naszym lodowatym chórze to zaziębienie jeszcze poprawił. Przy kaszlu zaczął wyrzucać ropiejącą flegmę. Teraz jeszcze się przyłączyło wapnienie krwi. Przy tym zupełne wyniszczenie organizmu i brak apetytu. Pan Bukowski[95] odwiedza go dwa razy dziennie. W Boże Narodzenie zaczął coraz bardziej słabnąć, lekarz też już zwątpił, czy się da go nam uratować. Dnia 27-go grudnia o 5-tej po południu dano mu ostatnie Olejem św. pomazanie, a nazajutrz Komunię św. jako Wiatyk. Po tym trochę mu się polepszyło, spał bowiem spokojniej”[96].

Modlono się we wszystkich klasztorach karmelitów i karmelitanek. W Czernej odprawiono nowennę do Matki Teresy Marchockiej, której pośrednictwu chory tak bardzo ufał i dla której tyle pracował. Karmelitanki bez przerwy ofiarowywały Bogu swe modlitwy, msze święte, Komunie, umartwienia, a jedna z sióstr prosiła nawet Boga, aby ona, zamiast Ojca, mogła cierpieć i chorować. Pomocy materialnej również nie brakowało; siostry z Łobzowa dawały przy tej sposobności naszemu Ojcu dowody swego przywiązania i wdzięczności. Przysyłały z Krakowa lekarza[97] specjalistę chorób wewnętrznych, a ponieważ Ojciec zupełnie stracił apetyt i nic jeść nie chciał, przysyłały także przez swego służącego wszystko, co mogło wzbudzić jego apetyt. Rosół z kury, galaretki, kompoty, esencję żywiczną dla odświeżenia powietrza w celi; niczego nie brakowało. Kiedy się weszło do pokoju chorego, zdawało się, że jest się w lesie jodłowym w ciepły poranek wiosenny, tak ślicznie pachniało. 5 stycznia nastąpiło polepszenie, zapalenie płuc ustępowało, ale lekarze małą robili nadzieję; 15 stycznia oznajmili, że chory może jeszcze żyć co najwyżej dwa miesiące. Otaczano go staranną opieką i modlono się gorąco. O. Piotr od Matki Bożej[98], jego pielęgniarz, opowiada w relacji dla karmelitanek z Łobzowa, że cierpienia chorego i przykłady jego cnót, których był świadkiem, były nadzwyczajne. „Że nasz drogi Ojciec dużo więcej, niż kiedyś widziałem, wycierpiał, opowiadać wielebnym Matkom nie potrzeba. Tak mnie to czasem uchwyciło, żem prosił Pana Boga, żeby się ulitował nad nim, ulgę mu dać raczył, albo też na mnie cząstkę tych cierpień włożył. Było zaiste męczeństwo patrzeć na biednego naszego Ojca. Ale zawsze większa od cierpienia była cierpliwość naszego Ojca, również i jego pokora, o czym później przykłady. Cierpiał, ale ciągle  w obecności Bożej; jak często używał wody święconej, trudno byłoby to zliczyć; ile razy modlił się po cichu do Pana Boga, nie wiem, ale prawie zawsze wyglądał jakby już niezłączony z tym światem. To podniósł oczy do obrazu Matki Boże Nieustającej Pomocy, to patrzył na krucyfiks, całował go pobożnie, to znowu półgłosem szepnął westchnienia do Pana Boga, najczęściej: «O mój Boże, miłosierdzia!», «O Boże, Boże, dajże mi cierpliwość!». To też uderzył się w piersi z taką skruchą, jakby był najgorszym grzesznikiem.

Za każdą najmniejszą przysługę dziękował: Bóg zapłać! Albo jeśli tego nie potrafił, wdzięcznie się uśmiechnął, a był to taki miły uśmiech, jak ledwie drugiego widać. (...)

Pewnego razu byliśmy, ojciec Mikołaj i ja, przed łóżkiem na jakąś usługę, której jednak sam nie mógł wykonać, a był nasz Ojciec wtenczas bardzo słaby i patrząc na nas rzekł: «Ja patrzę na was jak na męczenników!». Albo też drugi raz: «Szkoda was, ojców!» (...)

Żyć już wcale nie chciał, tylko jak najprędzej umrzeć, śmierć mu była bardzo pożądaną. Kilka razy prosił mnie: «Proszę ojca modlić się za mną, żebym jak najrychlej umarł, bo po co ja jeszcze na tym świecie». (...) Przy tym był posłusznym jak dziecko. Lekarstwo nie bardzo lubił, przecież zawsze wziął, bom mu powiedział, że ojciec Marian[99] albo pan doktór tak kazał. Czasem też jadł bardzo mało, ja na to: Proszę naszego Ojca, to za mało, trzeba więcej! A drogi nasz Ojciec: «No, bądźmy posłuszni!» - i wziął więcej. (...)

Skoro tylko trochę było mu lepiej [przy końcu stycznia], więcej się zajmował trudnościami naszymi niż swoją niewygodą. Tak na przykład z rana zwykł był mnie pytać: «Ojcze, już po śniadaniu?». Albo po południu: «Czy już po obiedzie?», i żałował, «kiedy już późno i jeszczem naczczo.» (...)

W Wielki Piątek tak się odezwał: «Jaki ja niepożyteczny człowiek! Inni modlą się, pokutują, a ja leżę tu jak bydlę, jem, śpię i nic nie robię!». (...)

Niedawno też zauważyłem, że materace mają takie doliny od leżenia, że nie mogłem sobie dać rady, jak poprawić. Więc nasz drogi Ojciec zaproponował na serio, aby położyć deskę pod prześcieradłem, bo tak zawsze będzie równo! Zrozumie się, że tym razem byłem nieposłusznym”[100].

W lutym w klasztorze na Wesołej umarła czcigodna jubilatka m. Eufrazja od św. Eliasza[101]; jej pogrzeb odbył się 19 tm. Nasz chory wiedział o tym i cały dzień w myśli spędził wśród swych opuszczonych dzieci i razem z nimi modlił się za duszę zmarłej. Ale to mu nie wystarczało, poprosił o kawałek papieru i skreślił im ołówkiem parę słów pociechy: „Korzystam z głowy jeszcze przytomnej na gromadzenie dowodów do beatyfikacji bł. M. Marchockiej”[102]. I wskazał miejsce w archiwum, gdzie można je znaleźć.

Miesiąc później przesłał swoje kondolencje na Łobzów. Tam z kolei zachorowała matka przeorysza, p.m. Maria Ksawera, która ponadto straciła brata, hrabiego Stanisława Grocholskiego, wielkiego dobrodzieja Karmelu w Polsce. „Zmartwiła mię wczorajsza kartka tak słabo ołówkiem kreślona. Prosiłem wczora w.o. Nepomucena, by polecił modlitwom zgromadzenia duszę śp. hr. Stanisława; sam już dawniej Pana Jezusa w tej myśli przyjąłem. W „Czasie” jest artykuł hr. [Stanisława] Tarnowskiego o w Bogu zmarłym; umyślnie przyniesiono mi go do przeczytania. Zwłoki już zapewne spoczęły w grobie rodzinnym. – Śp. hr. Stanisława poznałem przed 32 laty, kiedym się pierwszy raz ocucił w Sieniawie”[103].

W innych notatkach czytamy, że zmiana powietrza i pogoda dobrze wpłynęły na zdrowie naszego Ojca. „Gdy już pierwszy raz przyszedł do siebie po pierwszej chorobie, pozwolił się odwiedzać, co czyniliśmy z wielką radością. Pogoda wielce wtenczas na jego zdrowie wpływała, i gdy było pięknie na polu, to i w niego wstępowało nowe życie i wesele odbijało się na jego twarzy. Gdym pierwszy raz był u niego, przyjął mnie z uśmiechem i radością. Wyraziłem mu wielką radość naszą z jego wyzdrowienia, a on pokazując na piersi powiedział, że to niewiele pomoże, bo czuje ból w piersi, i silny kaszel tę obawę potwierdzał. Opowiadał mi potem, jak zaczął chorować: «Cztery dni przed tą chorobą, mówił mi, czułem się już słaby i że mi coś niedomaga, ale chciałem się jeszcze przezwyciężyć. Nie chciałem jeszcze wołać doktora, bo wiem, że zaraz by mi kazał iść leżeć. Chodziłem jeszcze do chóru, ale drugiego dnia już nie mogłem iść na sextę i zostałem w celi, spodziewając się, że się poprawi. Tymczasem na trzeci dzień musiałem się położyć. Czułem się coraz gorzej. Czwartego dnia przyszedł doktor i od tego czasu szło coraz gorzej. Takiem cierpienia przechodził, że myślałem, iż będzie koniec, ale miałem krótką modlitewkę do poddania się woli bożej, którą często odmawiałem, i nie wiem, czym się jej kiedy sprzeciwił». Takie wyznanie jego wielką miało dla mnie wagę, tom też zapamiętał jej dosłownie. Wiem bowiem, że on, który matematycznie ważył słowa, nie powiedział tego bez namysłu”[104].

O. Piotr od Matki Bożej, który był pielęgniarzem naszego Ojca w czasie tej choroby, pełnił zarazem obowiązki jego sekretarza. W poprzednio cytowanej notatce napisał: „Co nam nasz Ojciec napisał w sprawie beatyfikacji bł. M. Teresy Marchockiej do Rzymu, przepisałem wszystko, i tak własne pismo zachował dla siebie”[105].

W pierwszych dniach tegoż roku 1907 karmelitanki z Łobzowa posłały do Rzymu wiele egzemplarzy przetłumaczonego na język francuski życiorysu służebnicy Bożej. Kardynał krakowski książę biskup Puzyna otrzymał egzemplarz bogato oprawiony i 17 stycznia przybył osobiście, aby za niego podziękować karmelitankom. Obiecał im wówczas swoje poparcie dla sprawy beatyfikacji, jak również przyrzekł, że każe sądownie stwierdzić stan nieuszkodzonego ciała służebnicy Bożej po przeszło dwustu pięćdziesięciu latach od śmierci.

Kilka tygodni później przyszedł na Łobzów list z Rzymu z dobrą wiadomością, a po radości nastąpił smutek spowodowany chorobą o. Rafała: „Wielebna Matko Przeoryszo, pisał o. postulator, z wielką przyjemnością rozpoczynam sprawowanie swojego nowego obowiązku od czynności, która przyczyni się do chwały waszego klasztoru i całej prowincji polskiej. Chcę podjąć sprawę beatyfikacji służebnicy Bożej m. Teresy od Jezusa i w tym celu proszę Waszą Wielebność o przysłanie mi kopii wszystkich dokumentów odnoszących się do tej sprawy z zaznaczeniem miejscowości, w których one się znajdują, i ich spisu. Wasza Wielebność zechce łaskawie przed wysłaniem tychże kopii polecić, aby je przejrzano w kurii biskupiej i stwierdzono, że są zgodne z oryginałem”[106].

Tę właśnie pracę od wielu lat wykonywał o. Rafał; przewertował wszystkie archiwa w Polsce, zwłaszcza w klasztorze na Wesołej, w którym znajdują się wszystkie dokumenty z dawnych klasztorów Krakowa (klasztor św. Marcina), Lwowa i Warszawy, którymi kierowała lub które założyła służebnica Boża. List o. postulatora ucieszył go bardzo i dodał sił. W pierwszych dniach lutego pisał na Wesołą: „Korzystam z głowy jeszcze przytomnej na gromadzenie dowodów do beatyfikacji bł. M. Marchockiej. – Kiedyś Pwbna Matka odszukała, bodaj w zeszycie do postulatu przyjętych sióstr Ś. Marcina, miejsce urodzin Matki... Radbym miał nazwę tej miejscowości”[107]. W marcu, chociaż nie mógł się jeszcze ruszać, pisał do Czernej: „Dziękuję Opatrzności Bożej, że pozwoliła mi zatrudnić moją biedną głowę pracą nad zbieraniem dokumentów niezbędnych do beatyfikacji Czcigodnej Matki Teresy od Jezusa Marchockiej. W skrzyni, w której są przechowywane [w Czernej] wszystkie pamiątki z przeszłości, kroniki itd., umieściłem różne papiery (wykazy zakonnic, notatki, listy itd.), które miałem i które będą mi potrzebne; (...) Pisano mi z Rzymu, by sprawę [beatyfikacji] ruszyć z miejsca”[108].

Na początku maja jego praca była ukończona i wysłana. Dnia 13 tm. pisał do m. Cherubiny od Trójcy Świętej, przeoryszy klasztoru na Wesołej, aby jej podziękować za oddane przysługi, zwłaszcza za przysłane mu dokumenty, które wyszukała w archiwum swego klasztoru. „Zwracam papiery, a przy nich spis poszczególny każdego z nich. Kartkę jedną z napisem własnoręcznym bł. Matki trzeba dołączyć do reszty autografów. Pamiętać też trzeba o świadectwach na piśmie o uzdrowieniu, czy coś podobnego, za przyczyną Matki Teresy. Już wkrótce zakończą się rządy Waszej Przewielebności. Serdeczne dzięki za tyle łatwości w stosunkach klasztornych, jakie doświadczyłem w ciągu trzechlecia ze strony Pwbnej Matki. Krzyże, które Pw. Matka miała do niesienia, są to nabytki na przyszłość przed Bogiem”[109].

W czerwcu i lipcu pracował nadal z  Codex postulatorum w ręce, kierując pracą karmelitanek z Wesołej i Łobzowa i przygotowywał wszystko potrzebne dla komisji, która miała zbadać życie i pisma służebnicy Bożej.

Wszystkie swoje potrzeby polecał w modlitwie świątobliwej Matce i to samo radził innym. Dnia 6 czerwca pisał do karmelitanek na Łobzowie: „W piątek ubiegły zmarł tu uczeń VI klasy, syn jednego z naszych dobrych byłych znajomych[110]. Zasnął naprawdę w Panu. Kto wie, czy nie dzięki błogosławionej M. Marchockiej wszystko tak dziwnie pomyślnie dla duszy jego się ułożyło”[111].

Dnia 24 tm. pisał: „Proszę polecać miłosierdziu Bożemu jedną bolesną sprawę, oddając ją pod obronę bł. M. Teresy a Jesu”[112]. Kilka dni później łaska została uzyskana. „Sprawę, o której poprzednio wzmiankę czyniłem, Pan Bóg w miłosierdziu swym pomyślnie  przeprowadził. Uciekałem się też i do pośrednictwa błogosławionej (in spe) M. Marchockiej. Strachu było niemało”[113].

Ale i o stronie materialnej tej sprawy nie zapomniano. Procesy beatyfikacyjny i kanonizacyjny pociągają za sobą znaczne koszta i trzeba było być na to przygotowanym.  „Na Wesołej, pisał o. Rafał 24 czerwca, już uzbierano 1 000 koron na wydatki. Z nich 200 po śp. o. Wacławie”[114].

Nasz Ojciec przeczuwając, że wkrótce umrze, nalegał bardzo na pośpiech w tej, tak mu drogiej sprawie. „Mym głównym zadaniem teraz, pisał, przygotować się na śmierć, pobyt mój tutaj już nie będzie długi”[115].

 

 

Rozdział  XXII

Wadowice. Rok 1907

Karmel i Polska. Apostolstwo modlitwy i cierpienia. Profesja pięciu młodych zakonników w Wadowicach. Ostatnie nauki dla karmelitów i karmelitanek. Jego przywiązanie do Karmelu polskiego, do Polski i do Kościoła św. Dusza o. Rafała, oczyszczona cierpieniem i miłością, była przepełniona nieziemskim światłem. Ostatnia choroba, śmierć i pogrzeb. Hołd oddany pamięci o. Rafała przez osoby, które go znały najlepiej. Opinia świętości.

 

Przed swą śmiercią o. Rafał pragnął uczynić wszystko, co tylko było w jego mocy, aby wynieść na ołtarze czcigodną Matkę Marchocką, aby zajaśniał przykład jej nadzwyczajnych cnót i nowym blaskiem oświecił Karmel w Polsce i Polskę całą, bo Karmel i Polska miały jedną i tę samą misję do spełnienia. To, co uczyniła Teresa od Jezusa w Hiszpanii w wieku XVI, Karmel w Polsce i Polska powinny dokonać w wieku XX dzięki cierpieniom i modlitwie. Powinny zadać gwałt niebu i wybłagać łaskę dla ludów Wschodu i triumf świętego Kościoła.

O. Rafał, podobnie jak czcigodna Matka Marchocka, był jasnym płomieniem zesłanym od Boga, by oświecał drogę. Całe jego życie można streścić w dwóch słowach: modlitwa i cierpienie, a przeznaczeniem jego było słowem i przykładem nauczyć nas modlić się i cierpieć jak należy, sercem czystym i szlachetnym wielbić Boga i ratować dusze. W lipcu miał znowu sposobność po raz ostatni i uroczyście polecić nam apostolstwo modlitwy i cierpienia.

W niedzielę 21 lipca, w oktawie święta Najświętszej Maryi Panny z Góry Karmel, trzy nawy naszego kościoła w Wadowicach były za ciasne, aby pomieścić tłumy pobożnych, przybyłych ze wszystkich stron, aby uczestniczyć w obrzędzie profesji. Nasz ojciec Rafał usiadł przed ołtarzem ze spuszczonymi jak zwykle oczami, a pięciu młodych zakonników[116] uklękło u jego stóp. „O co prosicie?” – zwrócił się do nich, a oni wspólnie odpowiedzieli: „O miłosierdzie Boże, ubóstwo zakonne i towarzystwo braci”. Przemówił wówczas w kilku słowach o wielkości i znaczeniu ofiary, którą chcą złożyć i zapytał ich ponownie: „Czy chcecie wytrwać w Zakonie aż do śmierci?”, na które oni odpowiedzieli: „Ufając miłosierdziu Bożemu i modlitwom braci, chcemy”.

Potem jeden po drugim wstępowali po stopniach ołtarza, klękali przed nim i głośno powtarzali formułę uroczystej profesji przysięgając Bogu, Najświętszej Maryi Pannie i generałowi zakonu żyć w posłuszeństwie, czystości, ubóstwie i pokorze, zgodnie z Regułą Karmelu, aż do śmierci. Ojciec nałożył im wtedy święty szkaplerz, symbol posłuszeństwa i biały płaszcz, symbol czystości. Tak ubrani, aby pokazać obecnym, że umarli dla świata, położyli się krzyżem przed ołtarzem i pozostali tak podczas śpiewu hymnu Te Deum. O. Przeor odmówił modlitwy, prosząc dla nich o łaskę wytrwania i pokropił ich wodą święconą, tak jak się to czyni ze zmarłymi przed pogrzebem. Następnie nowi zakonnicy powstali, kolejno podchodzili do ołtarza i całowali go na znak, że chętnym sercem składają Bogu ofiarę ze swego życia, po czym wymieniali braterski uścisk z o. Przeorem i wszystkimi zakonnikami wspólnoty, którzy wzruszonym głosem śpiewali: „Ecce quam bonum et quam jucundum habitare fratres in unum. – Oto jak dobrze i jak miło, gdy bracia mieszkają razem”[117].

Kiedy nasz o. Rafał powrócił do swej celi, młodzi profesi poszli za nim, aby mu podziękować za ostateczne przyjęcie ich do rodziny Najświętszej Panny Maryi z Góry Karmel, a on przypomniał im tak często dawane wskazówki i zobowiązania ich obecne, aby nie żyli już dla siebie ani dla świata, ale jedynie dla Boga, dla Najświętszej Dziewicy, dla świętego swego Zakonu Karmelitańskiego i dla dusz. Każdemu z nich wręczył pamiątkę świętej profesji z następującym napisem: „Cor Jesu, / Charitatis Victima, / Fac me Tibi / Hostiam viventem, / Sanctam, / Deo placentem – Serce Jezusa, Ofiaro miłości, uczyń ze mnie hostię żywą, świętą, miłą Bogu”, i polecił im powtarzać często tę modlitwę ku czci Serca Jezusowego. Jest ona streszczeniem życia świętej naszej Matki Teresy, świętego naszego Ojca Jana od Krzyża, naszego ojca Rafała i całego Karmelu, każdego karmelity godnego tego imienia.

Miłość Boga i bliźniego jest ogniem oczyszczającym i trawiącym ofiarę; o. Rafał im bardziej zbliżał się do grobu, tym bardziej zabiegał o to, aby ten ogień rozpalić w duszach sobie powierzonych. Prosił magistra nowicjuszów o pilne baczenie, aby młodzi bracia usilnie starali się o oczyszczenie swych myśli i uczuć od przywiązania do wszelkich dóbr ziemskich, aby mogli żyć w skupieniu, oddawać się ćwiczeniom życia wewnętrznego, myśleć tylko o Bogu i tylko Boga kochać[118]. Zwracał się do tych, którym Bóg powierzył misję wychowania, aby nie szukali sposobności błyszczenia w oczach świata, ale starali się wpoić swoim wychowankom zasady chrześcijańskie w sposób prosty, pragnąc jedynie, aby Boga bardziej poznali i pokochali.

Przypominał karmelitankom, że miłość wzajemna jest źródłem pokoju, radości i szczęścia dla zgromadzenia, a ostatnia nauka, jakiej udzielił zakonnikom w Wadowicach, dotyczyła miłości braterskiej. Odwoływał się w niej do słów Chrystusa skierowanych do Apostołów po Ostatniej Wieczerzy, gdy się miał z nimi rozstać i ofiarować się na śmierć. „Kiedy, po przybyciu przed rokiem do Wadowic, rozważać zacząłem przeznaczenie na me nowe stanowisko, stawiłem sobie wówczas pytanie, jakie mogą być w tym zamiary Opatrzności Boskiej? (...) «Mamy – takem twierdził – wzajemnie sobie pomagać Z waszej strony, abyście mię przygotowali do szczęśliwej śmierci, ja zaś, abym resztki dni tułactwa mego na tym padole płaczu, acz niegodnym będąc narzędziem, przy działaniu łaski Bożej, abym mógł wam służyć pomocą ku uświątobliwieniu waszemu». – Tym zadaniem wówczas radem był się przejąć. Główną zaś dźwignią w tej zobopólnej pracy miała być łączność umysłów też zobopólna, osiągnąć zaś się dającą przez zaparcie się siebie”[119].

Doskonałym wzorem miłości był on sam, jak to widzieliśmy w ciągu tego opowiadania, i takim pozostał aż do końca. Zupełnie obojętny i oderwany od dóbr tego świata, a zwłaszcza od swego „ja”, kochał jedynie Boga i dusze, zwłaszcza te najbliższe. Cierpiał bardzo, widząc, jak zakonnicy pracują w kościele, na mieście i w parafiach, bez żadnej z jego strony pomocy. „Nie mogąc im w niczym pomóc, jestem tylko ciężarem, pozostaje mi jedynie poddać się Bożemu miłosierdziu z myślą, iż nic się nie dzieje bez woli Bożej”.

Podczas gwałtownej burzy srożącej się nad całą Galicją, myślą był przy swych dzieciach w Przemyślu i Lwowie i modlił się za nie. Swoje obawy wyraził w liście do karmelitanek na Łobzowie. Dwa nowe zgromadzenia w Przemyślu i Lwowie cierpiały z powodu ubóstwa, ale cierpiały mężnie i z odwagą i dlatego właśnie szczególnie były mu drogie. W Przemyślu odczuwano także brak powołań i nad tym także bardzo bolał. Zrozumiano to na Łobzowie i jedna z sióstr[120] ofiarowała się przejść do klasztoru w Przemyślu. Przybyła tam w pierwszych dniach lipca, co sprawiło Ojcu wielką radość, ale jeszcze nie był zupełnie zadowolony. Radził, aby się zwróciły do nieba z prośbą o dobre postulantki. Otrzymały je, ale to już on sam je przysłał po swej śmierci, która wkrótce nastąpiła.

Miłość dla Polski i dla świętego Kościoła również przysparzały mu cierpienia. „Co za okropna rzecz ten zamach na biskupa lubelskiego. Oto wróciliśmy do czasów Hipacego Pocieja, metropolity unickiego. Trzeba spodziewać się nowego św. Jozafata!”[121]. „Z Moskwą ostrożnie! Szczerości jej dowierzać nie można. – Dopóki nie przestanie się bać szerzenia prawdy między swoimi, stawiać będzie przeszkody wedle swej woli. Piszą o Najprzew. ks. metropolicie Szeptyckim, iż pragnął wysłać bazylianów w Chełmskie i na Litwę. Odmówił Swjatiejszyj Sinod”[122].

Burza grożąca łodzi Piotrowej nie zachwieje jego wiary. „20 lipca, pisał w tym czasie, w Rzymie procesja szkaplerzna została znieważona przez grupę złośliwych łajdaków. Siły porządkowe przywróciły porządek i rozpędziły napastników. (...) Postęp w realizacji postępu jest bardzo wolny! Usquequo Domine!... Wszystkie doświadczenia tylko umacniają naszą wiarę: Non praevalebunt[123]. Trzeba mieć mocną głowę, aby nie oszaleć”[124].

Jego dusza, od tylu lat oczyszczana przez cierpienie, była zanurzona w świetle łaski, toteż najmniejszy błąd wydawał mu się strasznym występkiem raniącym Najświętsze Serce Zbawiciela. W sprawie marnotrawnego syna, którego nie można było sprowadzić na drogę poprawy, pisał do przeoryszy karmelitanek: „Pwbna Matka uczyniła wszystko, co mogła wykonać dla pożytku tego syna Ojczyzny i Kościoła św., który się błąkać ma w zamęcie życia na tym biednym świecie. Zostaje jeszcze modlitwa i za tych nieszczęsnych i za nas samych, którzy tak mało się wypłacamy, a co gorsza, niewdzięcznością odpłacamy się za niedające się obliczyć dobrodziejstwa Boskie, a Serce Zbawcy naszego nie raz jeden, ale tysiące razy włócznią przebijamy. – Te ostatnie wyrazy tylko do mnie są zastosowane, nie do Czytelniczki lub innych. – Wczora tak wyraźnie odbiło mi się w duszy ten ogrom niewdzięczności mojej, i tyle ran zadanych przeze mnie Zbawcy naszemu, i boleścią konania przytłoczone Serce Jego. Lecz cóż, uczucie woła, a życie w martwocie!”[125].

Znalazł jednak sposób przemienienia tej swojej nieczułości w akt doskonałej miłości Boga. Było to zupełne zawierzenie siebie Bogu, doskonałe poddanie swojej woli Bożej; powiedział o tym do jednego z młodych zakonników: „(...) gdy kto przyjdzie do mnie i skarży się na cierpienia i krzyże, to mówię mu: wola Boża. I to jest najlepsza rada na wszystko: uznać wolę Bożą”[126].

Gdy nadeszła godzina największego doświadczenia, przyjął ją nie tylko z poddaniem się, ale nawet z radością, ponieważ miała nareszcie położyć kres jego wygnaniu i złączyć go nierozerwalnie i ostatecznie z Tym, którego kochał nade wszystko i dla którego tyle cierpiał i pracował. Po swojej ostatniej chorobie martwił się z powodu powrotu do zdrowia „Byłem już tak bardzo szczęśliwy, a teraz muszę na nowo powracać do życia”. Teraz jednak miało się spełnić jego pragnienie.

Począwszy od uroczystości Trójcy Świętej mógł codziennie odprawiać mszę św. W lipcu i w początkach sierpnia schodził do ogrodu na małą przechadzkę, podpierając się laską, a nawet kilka razy pokazał się w chórze. Nie łudził się jednakże i 7 sierpnia pisał do księdza Fiszera, swojego spowiednika i przyjaciela z czasów pobytu w Permie: „Nad grobem stać trzeba i do złożenia zwłok doń się przygotować. A biedny umysł tak niestateczny, błąkający się, na uwięzi nie daje się utrzymać”[127]. 20 sierpnia po raz ostatni odprawiał Najświętszą Ofiarę. Zaziębienie spowodowało zapalenie płuc i stawów w kolanach. Musiał się znowu położyć, ale teraz nie miał już podnieść się więcej. Ostatni jego list nosi datę 25 września[128]. Pisał go już w łóżku, ołówkiem i ręką tak drżącą, że jest prawie nieczytelny. Zaadresowany był do karmelitanek na Łobzowie i jest wyrazem jego zwykłej troski o siostry w Przemyślu i Lwowie: „Wiadomość o możności przyjęcia 30 sióstr, w miarę jak Pan Bóg będzie mnożył powołania, otwiera naprawdę drogę do podtrzymania obu domów Bożych w Przemyślu i Lwowie". Później, wspominając braci i siostry Karmelu w Polsce, którzy przenieśli się już do nieba, czyni wzmiankę o swojej śmierci, która była już nieunikniona, i dodaje słowa pociechy: „Działania Opatrzności Bożej biegną jedne za drugimi dla utrzymania więzów między niebem a ziemią”. Jego piękny list kończy się aktem wzruszającej pokory i dowodem pamięci: „Proszę pamiętać o mnie łazarzu pod każdym względem w modlitwach Waszych. Wdzięczny za wszystko w Bogu oddany” [129].

Kardynał Gotti, dowiedziawszy się o niebezpiecznej chorobie o. Rafała, napisał do niego kilka słów pociechy. Wyraził mu swą życzliwość i wdzięczność za wyświadczone mu przysługi w czasie wizyt kanonicznych, ale chory domyśliwszy się od razu o co chodzi, przerwał czytanie i oddał list swemu pielęgniarzowi. Dobroć, delikatność i posłuszeństwo w czasie choroby, zarówno jak i pokora, zasługiwały na podziw. Ojciec prowincjał polecił mu, aby we wszystkim co dotyczy choroby, był posłuszny o. Marianowi, definitorowi. Poddał się temu zupełnie. Jeżeli podawano mu coś, co w jego przekonaniu mogło mu raczej zaszkodzić niż pomóc, na przykład wino, spoglądał na swego pielęgniarza i pytał: „Czy trzeba to wypić?”. Jeżeli odpowiedź była potwierdzająca, pił natychmiast.

„W wigilię jego imienin[130], pisał o. Tomasz[131] do studiujących w Rzymie, byliśmy wszyscy u niego; przemówił do nas kilka słów o zgadzaniu się z wolą Bożą”[132]. Nazajutrz o. Marian pisał na Łobzów, że chory jest tak słaby, że nie tylko nie może już mówić, ale nawet słuchać. Odwiedził go pan Gołąb, ale o. Rafał mógł mu tylko odpowiedzieć uśmiechem. „Ostatnimi dniami dostał gruźlicy i dokończyła straszliwego dzieła zniszczenia. Okrutny kaszel, czytamy w cytowanym liście, nieustannie męczył naszego Ojca, skutkiem tego pozbawiony był pociechy z Komunii św., której nie mógł przyjmować”. 5 listopada kardynał Gotti pisał:  „Bardzo się martwię chorobą o. Rafała, którego bardzo cenię i kocham w Chrystusie Panu. Proszę Boga nieustannie, aby nam go jeszcze zachował”. Niestety, jego modlitwa nie miała być wysłuchaną. 13 listopada o. Marian pisał do karmelitanek: „Lekarz powiedział, że nie ma już nadziei i że śmierć nastąpi za dni kilka. Dziś wieczorem chcę mu udzielić Ostatniego Namaszczenia”. O godzinie trzeciej po obiedzie kaszel ustał i chory sam poprosił o święty Wiatyk, który mu zaraz udzielono. Po przyjęciu Ostatniego Namaszczenia, na prośbę klęczących przy łóżku zakonników, z trudem podniósł drżącą rękę i udzielił im błogosławieństwa; uczynił to po raz ostatni.

Następny dzień był dniem skupienia, modlitwy i cierpienia. Często spoglądał na krzyż i powtarzał: „Jezu! Mario! Mój Boże! Mój Boże! Będę nasycony, gdy ujrzę Twoją chwałę”. Do końca pozostał wzorem pobożności i umartwienia. Kilka godzin przed śmiercią, siedząc na łóżku wziął swój brewiarz, aby złożyć Boskiemu Majestatowi codzienną daninę czci i chwały. Otworzył go na niedzielę starozapustną i zaczął czytać. Gdy pielęgniarz przypomniał mu, że jest zwolniony od odmawiania oficjum i byłoby lepiej, gdyby odpoczął, odpowiedział: „Jakże to, dziś jest niedziela starozapustna, a ja mam sobie dogadzać!”.  Pielęgniarz przypomniał mu, że jest 15 listopada, wtedy Ojciec zrozumiał, że wszystko już się skończyło. Miłość Boga i pokuty uczyniły z niego hostię żywą, świętą, miłą Bogu; ta sama miłość miała dokonać i strawić ofiarę całopalenia. Około godz. 7 chory położył się, mówiąc: „Teraz odpocznę”. Godzinę później zaczął się dla niego spoczynek wieczny. O. Bertold[133] pisał: „Dnia 15 listopada, w uroczystość św. Leopolda, patrona prowincji naszej austriackiej, w dniu, w którym w całym zakonie naszym odbywają się modły i msze św. za wszystkich zmarłych członków naszego zakonu, powołał Bóg do wieczności Przew. O. Rafała. – O godz. 8-ej rano smutny głos dzwonka zwołał wszystkich zakonników do ubogiej celki umierającego. Zapalono gromnicę i rozpoczęto modlitwy za konających, wśród których, łzawym okiem przez wszystkich żegnany, spokojnie zasnął w Panu najdroższy nasz Ojciec. Uleciała dusza z wyniszczonego pracą, cierpieniem i pokutą ciała, by odebrać za to wszystko wieczną, nigdy niekończącą się nagrodę z ręki Najwyższego. W ubogi habit i płaszcz zakonny ubrano czcigodne szczątki, które nie miały już powstać aż na głos trąby Anioła, zwołującego na sąd ostateczny, i przeniesiono je na miejsce na to przygotowane. Twarz W.O. Rafała była trochę zmieniona, przebijał z niej jakiś niewypowiedziany spokój, zdawało się, iż jest to zewnętrzne odbicie tego pozagrobowego szczęścia, którym cieszy się dusza jego w nagrodę za wszystkie cierpienia, poniesione dla Boga. Dzwony dały znać ludowi, że ukochany przez wszystkich Ojciec przeniósł się z ziemskiego wygnania do niebieskiej ojczyzny, równocześnie zaś odprawiła się Msza św. za spokój duszy Zmarłego[134].

O godzinie czwartej po południu przyniesiono trumnę dębową i złożono w niej zwłoki, które następnie wśród modlitw i śpiewów żałobnych przenieśli bracia zakonni na ramionach swoich do kaplicy obok wielkiego ołtarza położonej. Tam złożono czcigodne szczątki, by wierni mogli je oglądać i pomodlić się przy nich za spokój jego duszy. Był tak wielki napływ ludu, co pokazuje, jak bardzo lubiany i czczony był czcigodny zmarły O. Przeor nie tylko przez braci zakonnych, którzy mieli to szczęście tak blisko z nim obcować i patrzeć codziennie na świątobliwe jego życie, lecz także i od ludzi świeckich, do których, pomimo rzadkiej z nimi styczności, przedarł się promień świątobliwości, tak jasno od niego bijącej. Już za życia wszyscy widzieli w nim świętego, toteż teraz nie wiedziano czy modlić się za spokój jego duszy, czy też raczej do niego. Chciano też dostać w jakikolwiek sposób pamiątkę po zmarłym, dlatego pocierano o zwłoki koronki, obrazki, książeczki, by zachować następnie te przedmioty jako relikwie, które dotykały jego świątobliwych szczątków.

W sobotę po południu o godz. 15-ej rozpoczęto w chórze zakonnym wigilie za zmarłych, które trwały do godziny 7-ej wieczór. W niedzielę o godz. 4-ej po południu założono wieko na trumnę i uroczyście przy żałobnych śpiewach przeniesiono zwłoki na katafalk w kościele, obstawiony kwiatami i świecami. Żałobny orszak z kaplicy prowadził P.O. Prowincjał[135], który umyślnie na pogrzeb przyjechał z Wiednia. Następnie odśpiewało zgromadzenie zakonne w prezbiterium nieszpory za zmarłych. Dzień następny, 18 listopada, przeznaczony był na uroczyste żałobne nabożeństwo za zmarłego N.O. Rafała. Od godz. 5-ej rano odprawiały się msze św. za spokój jego duszy. O godz. 8-ej przyszła do kościoła cała młodzież gimnazjalna z gronem profesorów na mszę św. żałobną, którą odprawił ks. dr Zygmunt Karaś, katecheta gimnazjalny, za zmarłego, który tak piękny przykład miłości Ojczyzny, połączonej z miłością Bożą pozostawił wszystkim, szczególniej zaś młodzieży polskiej; który nie językiem, jak się to dzisiaj dość powszechnie trafia, lecz czynem pracował i walczył dla dobra Ojczyzny, a następnie wstępując do zakonu, oddał się Bogu na całopalną ofiarę, by modlitwą, pracą, cierpieniem i pokutą przebłagać gniew Boży za grzechy Polski i wyjednać jej lepszą dolę. Równocześnie, tj. o godz. 8-ej zaczęło zgromadzenie śpiewać w prezbiterium pierwszą część, tj. I Nokturn Officium defunctorum, po czym wyszła pierwsza żałobna msza św. śpiewana. Następnie odśpiewano drugą część officium, tj. II Nokturn, po czym została odśpiewana druga żałobna msza św., po niej III Nokturn i Laudes Officium defunctoruum. O godz. 11-ej wyszła uroczysta msza św. żałobna z asystą, podczas której na chórze kościelnym śpiewał „Sokół”. Tę mszę św. odprawił ks. dziekan Klimczak[136], po niej zaś wygłosił mowę żałobną ks. kanonik Andrzej Zając[137], proboszcz Wadowic. W mowie tej wspomniał na początku jak wielką chwilą w życiu człowieka jest chwila śmierci i jaką trwogą sprawiedliwi nawet przejęci bywają na myśl o niej. (...) Następnie przedstawił krótki życiorys śp. O. Rafała, jako przykład dobrego życia, po którym następuje dobra śmierć, życia przepełnionego pracą i cierpieniami poniesionymi dla Boga i dla Ojczyzny, po czym pożegnał Zmarłego imieniem zgromadzenia zakonnego, którego tak długo był podporą. Żegnał go następnie imieniem wszystkich zgromadzonych, imieniem całej Polski, prosząc, ażeby, gdy przyjdzie do raju, wspomniał na nas żyjących jeszcze na tym padole płaczu, walczących na każdym kroku z nieprzyjacielem zbawienia naszego i swą przyczyną wyjednał nam pomoc, łaskę i opiekę Bożą. Ażeby wspomniał na wszystkich swych rodaków, na cały uciśniony, nieszczęśliwy i cierpiący naród, na ukochaną Ojczyznę, dla której tyle trudów i cierpień ponosił, i modlitwą przed tronem Najwyższego wyjednał jej lepszą przyszłość. Wśród ogólnego płaczu spoglądali wszyscy na trumnę, żegnając zawarte w niej zwłoki drogiego naszego Ojca Rafała, które już krótką tylko chwilę miały między nami pozostać. W końcu odśpiewano przy katafalku Libera me i tak zakończono pierwszą część smutnego obrzędu pogrzebowego”[138].

Nazajutrz śmiertelne szczątki o. Rafała zostały przewiezione do Czernej, gdzie miały być pochowane na cmentarzu klasztornym. Pogrzeb odbył się w dniu następnym, 20 listopada. Kościół w Czernej okazał się tego dnia za szczupły, by pomieścić liczne rzesze wiernych, pragnących oddać ostatnią przysługę temu, którego cnoty i ofiarność tak często podziwiano. Trzeci Zakon, duchowieństwo okoliczne, zakonnicy i przyjaciele przybyli z daleka, zwłaszcza z Krakowa. Rodzinę zmarłego reprezentował ksiądz Jerzy, który przyjechał w chwili agonii i  w Czernej spotkał się z rodziną Gabriela.

Po odśpiewanym oficjum za zmarłych i żałobnej Mszy św. wszedł na ambonę ks. Marcin Czermiński[139], jezuita, redaktor miesięcznika „Misje Katolickie”, bliski przyjaciel o. Rafała. „Dusza śp. O. Rafała, zaczął mówca, dojrzała w cnoty, po trudach ciężkiego i pracowitego życia już stanęła przed obliczem Bożym i sprawiedliwy wyrok usłyszała. Zebraliśmy się, żałobni słuchacze, aby cześć oddać jego zwłokom, które zawsze były mieszkaniem Bożym, lecz także, aby dać folgę uczuciom serca, jakie żywimy dla Ojczyzny naszej. Z jego bowiem osobą zrywa się jedno z ostatnich ogniw łączących nas z bohaterską przeszłością, a skromna trumna zamknęła w sobie zwłoki tego, który jakby uosabiał w sobie dzieje naszego narodu z ostatnich lat 70-ciu. Lecz równocześnie z tą śmiercią nawiązuje się nowy węzeł łączący nas z szczęśliwszą przyszłością, skoro ten, co umarł na ziemi, żyje w niebie, mnożąc potężny hufiec pośredników naszych wobec Boga”. Wyliczywszy wszystkie prace o. Rafała dla Boga, dla Polski, dla rodziny i Karmelu jako przełożonego i pisarza, mówca zakończył słowami: „O. Rafał nie umarł, lecz żyje życiem dusz wybranych – i ten, co na ziemi był dla was przykładem, już dziś – ufajmy w Bogu – jest naszym orędownikiem”[140].

Kilka chwil potem pan Gołąb, przed otwartą trumną swego przyjaciela, przypomniał jego zasługi i zakończył słowami: „(...) pozostaje nam ta pociecha, że śp. Czcigodny O. Rafał, tam u tronu Bożego wyjedna dla naszej Ojczyzny lepszą dolę, a nam tę wiarę, nadzieję i wzajemną miłość, które dodając nam sił do znoszenia trudów życia, pozwolą nam po tej krótkiej wędrówce na tej ziemi, prędzej lub później połączyć się z tą naszą Gwiazdą przewodnią w niebie (...)”[141].

Inni oddali hołd świętości o. Rafała w swych listach kondolencyjnych. Kardynał Puzyna, książę biskup krakowski, napisał własnoręcznie nazajutrz po jego śmierci: „Kardynał Puzyna dzieli boleści Zakonu, ofiarował dzisiaj Mszę św. za spokój duszy śp. Rafała, który, ufać należy, poszedł po nagrodę wiekuistą”[142]. Arcybiskup lwowski Bilczewski[143] napisał do naszego o. przeora: „Serdecznie dzielę Wasz smutek z powodu straty drogiego Ojca Kalinowskiego. Pociechą wielką ufność, że zyskaliśmy w Nim wielkiego orędownika u Pana Boga. Odprawiłem za niego Mszę św.”[144]. Nowy arcybiskup warszawski, Kakowski[145], napisał do Czernej, prosząc zgromadzenie, by w jego imieniu pomodlono się na grobie Ojca Rafała, zanim on osobiście to uczyni, co też rzeczywiście po jakimś czasie uczynił. Przełożona sióstr Urszulanek z Krakowa napisała: „Z pewnością, że cios jest wielki, strata niepowetowana, ale z drugiej strony i słodka pociecha: świadomość nowego Orędownika w niebie, bo wyjątkowa świętość Zmarłego chyba mu od razu bramy niebieskie otwarła”[146].

Przewielebna matka przeorysza z Łobzowa, m. Ksawera od Jezusa, której Karmel polski głównie zawdzięczał tak swoją reformę, jak i powołanie o. Rafała, tymi słowami zawiadomiła swoje zgromadzenie o śmierci Ojca, tak bolesnej dla wszystkich:

„Drogie matki i kochane siostry! Wszystko mija na tej ziemi! Zdaje się nam, że niedawno cieszyłyśmy się wstąpieniem do zakonu ojca Rafała, wyświęceniem, później jego kierow­nictwem. Zdawało się nam, że nigdy go nie przeżyjemy, a tymczasem już go nie ma. Bracia go odprowadzą na wieczny odpoczynek, przysypią ziemią i z czasem nawet wspomnienie o nim coraz więcej zacierać się będzie. Nowe pokolenia nastaną, które nie znały, a nawet nie słyszały o tym Ojcu, który się przez tyle lat dla zakonu, dla każdej z nas poświęcał, żeby nas do nieba koniecznie doprowadzić, tworząc w nas prawdziwego ducha zakonnego i prag­nąc, żeby każda z nas stała się na wzór dawnych matek zakonu naszego – świętą! karmelitanką bosą! Wskazywał nam on sam drogę do tego uświątobliwienia. Miałyśmy wciąż wzór przed sobą wytknięty zaparcia się siebie wewnętrznego na wszystko, co jest stworzone, na wszystko, co nie prowa­dziło wprost do nieba. Jego życie było to życie ciągłego zamierania dla wszystkiego, co jest stworzone, umartwienia heroicznego wszystkich zmysłów, miłość coraz większa Boga samego, z której to miłości wypływała miłość bliźniego. Czyśmy kiedy z ust jego usłyszały choćby cień jaki obrażający bliźniego? Nigdy! Zawsze miał słowa do obrony, brzydził się, bał się nawet myślą mniej przyjazną zaniepokoić swoje sumienie, które utrzymywał zawsze w zgodzie z Bogiem, czyste jak kryształ. Zdawał się przechodzić przez ten świat, jak gdyby już tej ziemi nie dotykał, niosąc duszom pociechę, po­średnicząc im, upraszając łaski z nieba, bo ten nasz Ojciec już nie był z tego świata, pośrednikiem był między Bogiem a stworzeniem; pokora głęboka, umartwienie ciągłe, upraszały – można powiedzieć – cuda łaski, a im większe łaski wyjednywał, tym więcej się sam ukrywał, usuwał, żeby nic Bogu nie ujmować, żeby sam Bóg w duszach, które prowadził, jaśniał i pa­nował.

Czy ma się zatrzeć nawet wspomnienie o tym Ojcu, kiedy go już ziemią przykryją? O nie! Do nas to należy, drogie matki i siostry, żeby wspomnienie Świętego żyło wśród nas! Nie tylko teraz, ale w dalsze pokolenia. Kiedy będziemy pamiętały na przykłady, które nam ciągle dawał, kiedy każda będzie postępowała według wskazówek jej danych, kiedy umartwienie nie tylko zewnętrzne ale i wewnętrzne będzie jedynie naszym życiem, jak na karmelitankę przystoi, jak ofiary będziemy składać ze słowa, które się nie wymówi niepotrzebnie, z zachowania wiernego milczenia, z darowania chęt­nego najmniejszych win, w ciągłej pracy w obecności i miłości Bożej. (...) To wszystko pomnażać będzie chwałę naszego Ojca w niebie, bo któż nad na­szymi duszami pracował z taką wytrwałością, miłością Bożą, jeśli nie on? Do nas teraz należy, drogie matki i siostry, pracować całymi siłami, z całą wytrwałością, żeby mu naszą wdzięczność okazać. Do nas należy, żeby pamięć jego wielkiej świątobliwości przechowała się w najdalsze pokolenia; to, co nas nauczył i czego byłyśmy świadkami, niech to na młodsze pokolenie prze­chodzi i pomnaża chwałę naszego Ojca w niebie.

Módlmy się więc, drogie matki i siostry, o spokój jego duszy, on  prosił nas o to. We wszystkich listach jego i kartach i w ostatnim pożegnaniu pisanym przed śmiercią polecał się modlitwom Karmelu, który tak bardzo kochał i dla którego tyle pracował przez długi szereg lat. Daj mu Boże spoczynek wieczny, a oczom  jego niech świeci światłość wiekuista”[147].

 

Widzimy, że wszyscy którzy znali o. Rafała, czcili go jak świętego. Po jego śmierci ze wszystkich stron przychodziły prośby o jego relikwie, o przedmioty, których używał, o cząstki jego odzieży. Ksiądz mariawita, nawrócony przez o. Rafała, prosił także karmelitanki z Łobzowa o relikwie i opowiadał im później, że stale je nosi przy sobie; był on wówczas kanonikiem, proboszczem i dziekanem wielkiej parafii w diecezji lubelskiej[148]. Wiele osób z Wadowic, Krakowa, Galicji, a nawet z Austrii pisało o nadzwyczajnych łaskach, otrzymanych za pośrednictwem o. Rafała. Mówiono nawet o beatyfikacji. Do tego wymagane są nadzwyczajne cuda, należycie stwierdzone przez władzę tak lekarską, jak i duchowną. Prośmy o nie, a otrzymamy.

Marche, 12 marca 1919

 

Dodatki

1. Genealogia rodziny Kalinowskich herbu Kalinowa I

(...)

 

 

2. Wikariusze prowincjalni i prowincjałowie (semi-) prowincji

austro-węgierskiej[149]

 

(1872)-1882      o. Bertold Schormann (wikariusz prow.)

1882- do XI       o. Serapion Wenzel (wikariusz prow.)

1882-1885 o. Serapion Wenzel (prowincjał[150])

1885-1888 o. Serapion Wenzel

1888-1891 o. Bertold Schormann

1891-1894 o. Bonawentura Kirschstein

1894-1895 o. Benedykt Herzog[151]

1895-1897 o. Bonawentura Kirschstein

1897-1900 o. Bonawentura Kirschstein

1900-1903 o. Chryzostom Lamoš

1903-1906 o. Bonawentura Kirschstein

1906-1909 o. Chryzostom Lamoš

 

3. Przeorzy klasztoru w Czernej[152]

1880-1882 o. Bertold Schormann

1882 do XI        o. Andrzej Gatzweiler

1882-1885 o. Rafał Kalinowski

1885-1886 o. Brokard Losert

1886-1888 o. Franciszek Ksawery

1888-1891 o. Rafał Kalinowski

1891-1894 o. Kazimierz Rybka

1894-1897 o. Rafał Kalinowski

1897-1900 o. Maurycy Michalski

1900-1903 o. Bogusław Jacaszek

1903-1906 o. Bartłomiej Diaz de Cerio

1906-1909         o. Andrzej Gdowski

 

4. Przełożeni klasztoru w Wadowicach[153]

1892-1894 o. Rafał Kalinowski (prezes)

1894-1897 o. Kazimierz Rybka

1897-1898 o. Rafał Kalinowski

1898 X-XI         o. Bartłomiej Diaz de Cerio

1898-1900 o. Chryzostom Lamoš

1900-1903 o. Bartłomiej Diaz de Cerio

1903-1906 o. Chryzostom Lamoš[155]

1906-1907 o. Rafał Kalinowski

1907-1909        o. Bogusław Jacaszek

 

 

* * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * *

 

[Strona poprzedna]  [Góra]

 

PRZYPISY

 

[1] Opuszczono fragment na temat aktualnej sytuacji Cerkwi prawosławnej w Rosji.

[2] Wspólnota religijna, założona w 1893 roku przez F. Kozłowską i ks. J. Kowalskiego, od 1906 odrębne wyznanie chrześcijańskie; m.in. odrzucają papiestwo, celibat i spowiedź indywidualną.

[3] Ks. Zenon Kwiek, kapłan diecezji lubelskiej.

[4] Feliksa Kozłowska (1862-1921), założycielka i współorganizatorka związku religijnego mariawitów; w 1906 związek ten został potępiony przez Stolicę Apostolską.

[5] Relacja s. Marii Kazimiery Grabowskiej OCD (spisana przez m. Marię Ksawerę Czartoryską OCD), w: APKB, AŚRK 45, Zbiór relacji i wspomnień o O. Rafale Kalinowskim, k.181r-182v. W miejsce ostatniego zdania autor napisał: „W roku 1911 był kanonikiem, dziekanem i proboszczem wielkiej parafii, a ktokolwiek poznał go, musiał przyznać, że był wzorowym kapłanem”.

[6] Por. list 1478, do m. M.K. Czartoryskiej, Przemyśl, 8 VII 1905: „J. Ex. Nds. Ks. Arcybiskup prosi o modlitwy o powołania do stanu kapłańskiego”. Mowa o arcybiskupie lwowskim.

[7] List ten nie zachował się.

[8] Chodzi o klęskę Rosji w wojnie z Japonią 1904-1905.

[9] Św. Jozafat Kuncewicz (ok. 1580-1623), 1604 wstąpił do bazylianów, 1617 został biskupem połockim; prowadził gorliwą działalność misjonarską. Został zamordowany 12 XI 1623 w Witebsku w czasie demonstracji przeciwników Unii. Kanonizował go Pius IX w 1867 roku. Trudno przypisywać jego śmierć Rosji.

[10] Andrzej Szeptycki (1865-1944), bazylianin, od 1899 biskup stanisławowski, od 1900 arcybiskup metropolita lwowski obrządku greckokatolickiego.

[11] Autor pisał te słowa na wiosnę 1919 roku, czyli po rewolucji październikowej (1917). Można wnioskować, że tę właśnie rewolucję uważał za karę Bożą dla Rosji.

[12] Zob. listy 1456 i 1460

[13] Konstantin P. Pobiedonoscew (1827-1907), polityk rosyjski, wywierał decydujący wpływ na politykę rosyjską po wstąpieniu na tron Aleksandra III (1881); pod jego wpływem Mikołaj II podjął niepomyślną wojnę przeciw Japonii (1904-1905).

[14] List 1481, do m. Marii Ksawery Czartoryskiej OCD, Czerna, 27 VII 1905.

[15] List 1456, do m. Marii Ksawery Czartoryskiej OCD, Czerna, 17 I 1905. Fotografia papieża św. Piusa X z błogosławieństwem dla św. Rafała Kalinowskiego znajduje się w Celi św. Rafała Kalinowskiego w Wadowicach.

[16] List 1453, do m. Marii Ksawery Czartoryskiej OCD, Czerna, 10 I 1905.

[17] Chodzi o spór między klasztorem a parafią w Nowej Górze, który trwał w latach 1885-1888, rozstrzygnięty ostatecznie drogą sądową na korzyść klasztoru. Szerzej spór ten został przedstawiony pod koniec rozdziału III.  – Zob . APKB, AKC 2, Chronica Conventus Czernensis..., s. 107, 114, 132; AKC 3, Chronica conventus Czernensis..., s. 19-20, 33, 50-57, 155.

[18] Generałowa Jadwiga z Działyńskich Zamoyska założyła z córką Marią zakład wychowawczy w Kuźnicach (Zakopane), który wywarł wielki wpływ na wychowanie dziewcząt w Galicji. W szkole pracowało zgromadzenie osób świeckich, pozostające pod duchowym wpływem generałowej.

[19] List 1134, do m. Marii Ksawery Czartoryskiej OCD, Czerna, 15 IV 1899.

[20] Por. list 1333, do s. Teresy Małgorzaty Siemieńskiej OCD: „Lata też niemało do rozprzężenia sił się przyczyniają – 66 skończonych, a cóż kiedy dodać jeszcze krzyże wewnętrzne, których moc nie do obliczenia”.

[21] 1629, do karmelitanki bosej we Lwowie, Wadowice, 9 III 1907.

[22] List 1600, do o. Jana Bouchaud OCD, Wadowice, 1 X 1906.

[23] Decyzję o fundacji w Krakowie, „tempore et loco opportuno”, podjęło definitorium 1 VI 1905 roku. – M.K. Czartoryska OCD, Reforma Czernej, dz. cyt., s. 339 (tekst uchwały).

[24] List 1476, do M.K. Czartoryskiej OCD, Czerna, 15 VI 1905.

[25] Ludwik de la Puente (Dupont, du Pont, de Ponte, 1554-1624), Hiszpan, jezuita, autor wielu dzieł ascetycznych, tłumaczonych również na język polski. M.in.: Meditaciones de los misterios de nuestra santa fe, Valladolid 1605 (Medytacje albo rozmyślania o tajemnicach wiary świętej, t. 1-6, Jarosław 1620).

[26] List 1476, do m. Marii Ksawery Czartoryskiej OCD, Czerna, 15 VI 1905.

[27] Św. Anzelm z Cantenbury (1033-1109), abp, filozof i teolog; w swoich pismach podkreślał wielką godność Maryi. O. Rafał przełożył na język polski jedną z jego medytacji o Najśw. Maryi Pannie. Zob. APKB, AŚRK 72, Św. Anzelma, Arcybiskupa Kantuaryjskiego, wołanie do Najśw. Panny z rozmyślaniem i wychwalaniem Jej zasług... (Oratio VIII). Z tego tekstu pochodzi cytowana modlitwa.

[28] List 1476, do m. Marii Ksawery Czartoryskiej OCD, Czerna, 15 VI 1905.

[29] Jest to aluzja do wydawnictwa dawnych kronik karmelitanek pt. Klasztory karmelitanek bosych w Polsce, na Litwie i Rusi..., które się ukazało staraniem m. Marii Ksawery i o. Rafała. Informacja o tym wydawnictwie ukazała się w „L’Echo de Fourvière”, w numerach z 23 II i 6 IV 1901, 5 i 12 XI 1904. Jej autorka, Louis Furnier, przedrukowała ją w roku 1905 w pięknie ilustrowanej książce pt.: Soeurs de France et de Pologne (p.a.). W Fourvière pod Lyonem znajduje się sanktuarium maryjne.

[30] Pan Bobo, pieszczotliwy przydomek Hipolita Błotnickiego (1792-1886), bliskiego współpracownika księcia Adama Czartoryskiego; był wychowawcą jego synów: Witolda i Władysława, a następnie Augusta (Gucia), syna Władysława.

[31] List 1476, do m. Marii Ksawery Czartoryskiej OCD, Czerna, 15 VI 1905.

[32] List 1479, do m. Marii Ksawery Czartorskiej OCD, Czerna, 17 VII 1905.

[33] W uroczystość Matki Bożej Szkaplerznej mszę św. prymicyjną odprawił o. Ignacy Bylica (1878-1961), natomiast w najbliższą niedzielę, 23 lipca, o. Brokard Gajda (1878-1939); święcenia kapłańskie otrzymali 5 lipca 1905 roku.

[34] List 1497, do m. Teresy Steinmetz OCD, Czerna, 13 X 1905.

[35] Zob. List papieża Piusa X do arcybiskupów i biskupów polskich w Cesarstwie Rosyjskim z 3 XII 1905, „Acta Sanctae Sedis”, vol. XXXVIII (1905-1906), s. 323.

[36] List 1527, do m. Marii Ksawery Czartoryskiej OCD, Czerna, 28 II 1906. W liście aluzja do krwawych wydarzeń w Warszawie, związanych z polskimi reperkusjami rewolucji 1905-1907.

[37] List 1534, do m. Marii Ksawery Czartoryskiej OCD, Czerna, 6 IV 1906.

[38] „Mający umrzeć was pozdrawia!”. List 1540, do m. Marii Ksawery Czartoryskiej OCD, Czerna, 20 IV 1906.

[39] List 1541, do m. Marii Ksawery Czartoryskiej OCD, Czerna, 20 IV 1906.

[40] Karmelitanki z jednego z klasztorów paryskich, zmuszone do opuszczenia Francji w roku 1901, osiedliły się w Amay w Belgii i tam założyły klasztor. W roku 1919 zgromadzenie wróciło do Francji i osiedliło się w Boulogne-sur-Seine, ponieważ ich klasztor w Paryżu przy ul. Messine został zburzony.

[41] Francisco de Osuna, Tercera parte del libro llamado Abecedario Español, 1 wyd. Toledo 1527.

[42] Zob.: św. Teresa od Jezusa, Życie, 4, 6, w: Dzieła, wyd. cyt., t. 1, s. 128.

[43] A. Odon, Szesnaście karmelitanek bosych, męczenniczek, straconych na rusztowaniu za wiarę w czasie Wielkiej Rewolucji Francuskiej 17 lipca 1894 roku, Kraków 1906.

[44] Adam Stanisław Krasiński (1810-1891), od 1858 biskup wileński. Za odmowę potępienia powstania styczniowego został deportowany do Wiatki (1863); zwolniony w 1882, udał się do Rzymu, zrzekł się urzędu (1883), i osiadł w Krakowie prowadząc działalność duszpasterską i naukową.

[45] List 1541, do m. Marii Ksawery Czartoryskiej OCD, Czerna, 29 IV 1906.

[46] Andrzej od Jezusa (Franciszek Gdowski, 1871-1948), do zakonu wstąpił w roku 1888, święcenia kapłańskie otrzymał w 1895; był prowincjałem (1824-1827) i wielokrotnie przełożonym różnych klasztorów. Zmarł w Wilnie.

[47] Bartłomiej Díaz de Cerio, Raports du R.P. Raphaël avec toutes les classes de la societé, w: APKB, AŚRK 92, Sł.B. Rafał Kalinowski. Rrelacje, k. 46v.

[48] W tym czasie modlitwy poranne w klasztorze rozpoczynały się o godz. 4.00 rano, a pierwszą modlitwą dnia było rozmyślanie.

[49] Dn 3, 57-88. 56.

[50] O. Bronisław Jarosiński OCD, O Wiel. N.O. Rafale, w: APKB, AŚRK 45, Relacje i wspomnienia o O. Rafale Kalinowskim, k. 40r. Kolejność zdań została zmieniona przez autora.

[51] O. Czesław Jakubowski OCD, Kilka słów działalności z ostatnich lat życia śp. Ojca Rafała od św. Józefa, w: APKB, AŚRK 45, Relacje i wspomnienia o. O. Rafale Kalinowskim, k. 67r-68r.

[52] O. Anzelm Gądek OCD do o. J. B. Bouchauda OCD, w: APKB, AŚRK 124, Opinie o Sł. B. Rafale Kalinowskim, k. 65r-v. List bez daty, pisany bezpośrednio po śmierci o. Rafała

[53] O. Makary Demeski (ok. 1570-1624), pochodził z rodziny prawosławnej, w czasie wyprawy Dymitra Samozwańca na Moskwę dostał się do niewoli, po uwolnieniu przyjął katolicyzm i wstąpił do nowicjatu w Krakowie (1615). W lipcu 1624 roku, podczas oblężenia Przemyśla przez Tatarów, udał się do obozu tatarskiego pertraktować w sprawie wykupu jeńców. Został zamordowany, ponieważ odmówił ucałowania nóg Kantymira, wodza Tatarów.

[54] O. Czesław Jakubowski OCD, Kilka słów działalności z ostatnich lat życia śp. Ojca Rafała od św. Józefa, w: APKB, AŚRK 45, Relacje i wspomnienia o. O. Rafale Kalinowskim, k. 67r.

[55] O. Anzelm Gądek OCD do o. J. B. Bouchauda OCD, w: APKB, AŚRK 124, Opinie o Sł. B. Rafale Kalinowskim, k. 66r:

[56] O. Julian Maj do J. B. Bouchauda, Rzym, 10 IX 1908, w: APKB, AŚRK 45, Zbiór relacji i wspomnień o O. Rafale Kalinowskim, k. 48v.

[57] Tekst konferencji, wygłoszonej 13 maja 1906 roku z okazji objęcia urzędu przeora, w: Bł. Rafał Kalinowski, Świętymi bądźcie!, 49.

[58] O. Bronisław Jarosiński OCD, O Wiel. N.O. Rafale, w: APKB, AŚRK 45, Relacje i wspomnienia o. O. Rafale Kalinowskim, k. 40r.

[59] Flp 4, 13.

[60] Rozalia Kaczmarczykówna do o. J.-B. Bouchauda, Wadowice, 9 XI 1908, w: APKB, AŚRK 92, Sł.B. Rafał Kalinowski. Relacje, k. 120r-v.

[61] Rajnalda Kosowska do o. J.-B. Bouchauda, Spytkowice, 10 IV 1908, w: APKB, AŚRK 92, Sł.B. Rafał Kalinowski. Relacje, k. 118r.

[62] Emilia Bijakówna do o. J. B. Bouchauda, w: APKB, AŚRK 92, Sł.B. Rafał Kalinowski. Relacje, k. 67r-68v. – Por. listy: 1350, do m. Marii Ksawery Czartoryskiej OCD, Wadowice, 29 VII 1902; 1449, do Emilii Bijakówny, Czerna, 22 XII 1904.

[63] Por. list 990, do o. Jana Bouchauda OCD, Wadowice, 3 IX 1897.

[64] Zob. listy: 1572 (Lwów, 3 VIII 1906) i 1711 (Wadowice, X 1907) do o. Jana Nepomucena Sowy OCD.

[65] O. Anzelm Gądek OCD do o. J. B. Bouchauda OCD, w: APKB, AŚRK 124, Opinie o Sł. B. Rafale Kalinowskim, k. 66v. W późniejszym wspomnieniu o. Anzelm Gądek również pisał o korzystaniu z pomocy o. Rafała: „Przed ostatnią konferencją trzeba było się zrehabilitować. Jak zrobić? O. Rafał był znakomitym matematykiem. Algebrę, trygonometrię itd. miał, jak mówią, w palcu, a mnie nawet do głowy nie dopływało, kochany Ojciec przez parę godzin tłumaczył mi i wykładał, zawsze z uśmiechem, by nie zadrasnąć mej miłości własnej, aż wreszcie wpakował mi zadanie do głowy, to jest do pamięci. Gdy zaś usłyszał, że mi się udało, miał radość jak dziecko, może większą ode mnie, choć i moja była wielka, bo klasyfikacja z odznaczeniem była zapewniona”. – C. Gil, O. Rafał Kalinowski, Kraków 1979, s. 96 (Wspomnienie z 10 X 1947 r.).

[66] Erazm Jakubowski i Alojzy Osierda, wychowankowie Alumnatu, w sierpniu 1897 wstąpili do nowicjatu.

[67] List 992, do o. Jana Bouchaud OCD, Wadowice, 13 IX 1897. Pierwszy fragment tekstu najpewniej pochodzi z innego, zaginionego listu do tego samego adresata.

[68] List 1550, do br. Juliana Maja OCD i br. Anzelma Gądka OCD, Wadowice, 27 V 1906. – Józef Maj, w zakonie Julian od Najśw. Sakramentu (1883-1922), wychowanek Alumnatu, do zakonu wstąpił w roku 1901, w roku 1904 został wysłany na studia do Rzymu. – Maciej Gądek, w zakonie Anzelm od św. Andrzeja Corsini (1884-1969), sługa Boży; wychowanek Alumnatu, do zakonu wstąpił w roku 1901, w 1904 został wysłany na studia do Rzymu, w 1907 otrzymał święcenia kapłańskie. Kilkakrotnie był prowincjałem, rektorem Kolegium Międzynarodowego w Rzymie (1926-1946), definitorem generalnym 1931-1947), założycielem zgromadzenia Karmelitanek Dzieciątka Jezus, wizytatorem papieskich kolegiów w Rzymie i seminariów duchownych w Polsce. W latach 1918-1920 był przeorem klasztoru w Wadowicach.

[69] List ten nie zachował się.

[70] Lucjan Kalinowski (1883-1936), syn Heleny i Gabriela.

[71] List 1598, do Aleksandra Kalinowskiego, Wadowice, 26 IX 1906.

[72] List 1572, do o. Jana Nepomucena Sowy OCD, Lwów, 3 VIII 1906.

[73] List 1579, do m. Marii Ksawery Czartoryskiej, Wadowice, 20 sierpnia 1906. – W liście aluzja do tzw. „krwawej środy”. 15 sierpnia 1906 roku w Warszawie i innych miejscowościach Królestwa Polskiego bojówki PPS zorganizowały serię krwawych zamachów na funkcjonariuszów carskich.

[74] List 1598, do Aleksandra Kalinowskiego, Wadowice, 26 IX 1906.

[75] List 1587, do o. Jana Napomucena Sowy OCD, Kraków, 5 IX 1906.

[76] Jan Chryzostom od Wniebowzięcia (Mikołaj Lamoš, 1858-1928), w 1888 roku wstąpił do zakonu jako kapłan diecezji ołomunieckiej (wyświęcony w 1886); znaczną część swego życia spędził w klasztorach polskich, często jako ich przełożony. Dwukrotnie był prowincjałem austriackim (1900-1903, 1906-1909) i wikariuszem prowincjalnym semiprowincji polskiej 1911-1920. Do Częstochowy wyjechał na przełomie sierpnia i września 1906. Zmarł w Krakowie.

[77] Benedykt Dybowski (1833-1930), wybitny polski zoolog. Aresztowany w roku 1864 za współpracę z organizacją powstańczą, został zesłany na Syberię. Przebywał m.in. w Irkucku i Kułtuku nad Bajkałem, skąd urządzał wyprawy badawcze. W 1877 roku wrócił do kraju, po roku udał się w celach naukowych na Kamczatkę, w 1882 roku objął katedrę zoologii na Uniwersytecie Lwowskim. Zmarł we Lwowie. Zachowała się jego korespondencja z o. Rafałem Kalinowskim i o. Janem Bouchaud’em. O. Rafał odwiedzał go we Lwowie.

[78] Por. list 1564, do Feliksa Zienkowicza, Wadowice, 17 VII 1906.

[79] Por. Bł. Rafał Kalinowski, Świętymi bądźcie!, 40, 5; 58, 22-23; 58, 37.

[80] List 1342, do karmelitanki bosej w Przemyślu, Wadowice, czerwiec 1902.

[81] Bł. Maria od Wcielenia (Barbe Acarie, 1566-1618), przyczyniła się do sprowadzenia karmelitanek bosych do Paryża (1604), w 1614 wstąpiła do nowicjatu, zmarła w Pontoise. Beatyfikował ją papież Pius VI w 1792 roku. Jest nazywana „matką i fundatorką Karmelu francuskiego”. – Zob. list 1535, do m. Anny Kalkstein OCD, Czerna, 7 IV 1906.

[82] List 1539, do m. Marii Weroniki Giecewicz OCD (Lwów), Czerna, 20 IV 1906.

[83] Hieronima Maria od Niepokalanego Poczęcia NMP (Teofila Karaśkiewicz, 1861-1945), do zakonu wstąpiła w 1891 roku we Lwowie.

[84] Łk 10, 27.

[85] List 1495, do karmelitanek bosych we Lwowie, Przemyśl, 29 IX 1905.

[86] Od maja 1906 roku prowincjałem był o. Chryzostom Lamoš.

[87] APKB, AŚRK 45, Zbiór relacji i wspomnień o O. Rafale Kalinowskim, k. 188r-v. Tekst konferencji został dołączony do listu s. Teresy Małgorzaty od Najśw. Sakramentu do o. J. B. Bouchauda. List jest bez daty.

[88] Bł. Rafał Kalinowski, Świętymi bądźcie!, 48.

[89] Zob. APKB, AŚRK 124, Opinie o Sł. B. Rafale Kalinowskim, k. 237 (kopia).

[90] Od maja 1906 roku przeorem w Czernej był o. Andrzej Gdowski.

[91] List 1613, do m. Marii Ksawery Czartoryskiej OCD, Wadowice, 26 XI 1906.

[92] Cherubina Paul, przeorysza 1904-1907.

[93] List 1621, do m. Marii Ksawery Czartoryskiej OCD, Wadowice, 21 XII 1906.

[94] Antoni od Dzieciątka Jezus (Foszczyński), Tomasz od Serca Maryi (Pikoń) i Piotr od Matki Bożej (Seul). – (p.a.)

[95] Dr August Bukowski od 1890 roku był prymariuszem (dyrektorem) szpitala w Wadowicach. Zmarł w roku 1913. Był lekarzem domowym klasztoru.

[96] O. Tomasz Pikoń do studentów w Rzymie, Wadowice, 1 I 1907, w: APKB, AŚRK 45, Zbiór relacji i wspomnień o O. Rafale Kalinowskim, k. 55r-v.

[97] Dr Surzycki odwiedził chorego w nocy z 4 na 5 stycznia 1907 roku. Stwierdził ogromne wyczerpanie organizmu. O. Rafał zupełnie nie miał apetytu. – Zob. APKB, AŚRK 44, k. 179-180, Maria Ksawera Czartoryska do o. Jana Nepomucena Sowy (podprzeora w Wadowicach), Kraków, 5 I 1907: „Dziś przyszło od dra sprawozdanie, że o wiele gorzej jest ojcu Rafałowi jak było, bo przez kilka dni nie chciał posiłku przyjmować i przy całej swej świątobliwości ma swoje dziwactwa, na które nic poradzić nie można. Znalazłem wielki upadek sił i osłabienie i jeśli tego nie opanujemy, to może być koniec bliski. Prosiłem i nakazywałem posłuszeństwo, zaklinałem na klasztor i wszystkie świętości, by się posilał, ale jest uparty i nie ustępuje. – Co będzie, jeden Bóg wie. Proszę się modlić, żeby zechciał usłuchać i przyjmować posiłki, a w płucach już lepiej i zapalenie to przechodzi”. – Można się dziwić, że doświadczony lekarz nie rozumiał, że przy zupełnym utracie apetytu z powodu wysokiej gorączki chory nie jest w stanie zmusić się do jedzenia.

[98] Piotr od Matki Bożej (Seul, 1878-1943), był Niemcem, śluby zakonne złożył w 1903, święcenia kapłańskie otrzymał w 8 VII 1906 roku w Krakowie jako student kolegium w Wadowicach. Znał dobrze język polski. W 1907 roku wyjechał z Wadowic do Grazu. Zmarł w Holly Hill (USA). O. Rafał pisał o nim w liście do m. Teresy Steinmetz: „Ciąży na mnie ciągle obowiązek wdzięczności względem o. Piotra, który jest wzorem pielęgniarza. Niech Bóg sam będzie mu nagrodą”. – List 1681, Wadowice, 7 VII 1907.

[99] Prowincjał polecił o. Rafałowi, aby w tym co dotyczy zdrowia był posłuszny o. Marianowi. (p.a.)

[100] Cz. Gil OCD, O. Rafał Kalinowski, Kraków 1979, s. 99-102. Autor przestawił kolejność niektórych akapitów. Urzędowa kopia listu w: APKB, AŚRK 92, Sł. B. Rafał Kalinowski. Relacje, O. Piotr Seul do przeoryszy łobzowskiej (Graz, 1907), k. 33r-35r.

[101] Eufrazja Alberta Bronisława od św. Eliasza (Tekla Janeczko,1830-1907), do zakonu wstąpiła w 1848 roku, śluby złożyła 27 VIII 1849; zmarła 17 lutego.

[102] List 1625, do m. Cherubiny Paul OCD, Wadowice, 19 II 1907.

[103] List 1632, do m. Marii Ksawery Czartoryskiej OCD, Wadowice, 15 III 1907.

[104] Wspomnienie o. Antoniego Foszczyńskiego, w: APKB, AŚRK 45, Zbiór relacji i wspomnień o O. Rafale Kalinowskim, k. 130r-v.

[105] APKB, AŚRK 92, Sł. B. Rafał Kalinowski. Relacje, O. Piotr Seul do przeoryszy łobzowskiej, [Graz 1907], k. 33v (kopia urzędowa). Por. list 1650, do br. Juliana Maja OCD i br. Anzelma Gądka OCD, Wadowice, 24 IV 1907: „Memoriał mój wysłałem do Rzymu, przypuszczalnie W.O. Bartłomiej [Díaz de Cerio] już go oddał. Rad bym był pobudką do pracy nad beatyfikacją tej błogosławionej Matki. Lecz woli Bożej wszystko zostawuję; com mógł, tom wykonał”. Pielęgniarz bardzo przywiązał się do swego pacjenta. W liście do o. Jana Nepomucena Sowy (Graz, 19 XII 1907) pisał: „Od śmierci moich rodziców nie pamiętam, żem pokochał kogoś więcej, niż śp. drogiego naszego Ojca Rafała, toteż wiadomość o jego śmierci bardzo zasmuciła mnie, chociażem przekonany, że lepiej mu tam, bo w niebie”. – Tamże, rkps AŚRK 45, Zbiór relacji i wspomnień o O. Rafale Kalinowskim, k. 44r-v.

[106] 24 maja 1907 roku postulatorem generalnym zakonu został o. Rodryg od św. Franciszka di Paula (Santacroce, postulator 1907-1931). W czerwcu napisał cytowany list do przeoryszy łobzowskiej m. Teresy Steinmetz, w którym zapowiedział swój przyjazd do Krakowa w październiku w celu doprowadzenia do otwarcia procesu. Do przyjazdu nie doszło. Oryginał listu m. Teresa odesłała do kard. Puzyny, a sporządzoną przez nią kopię otrzymał o. Rafał Kalinowski. Zarówno kopia, jak też list m. Ksawery nie posiadają daty. Oba teksty św. Rafał otrzymał 24 czerwca. – Przekłady francuski i polski listu w: APKB, 131, Miscellanea carmelitana, k. 249v-350v.

[107] List 1625, do m. Cherubiny Paul OCD (Wesoła), Wadowice, 19 II 1907.

[108] List 1631, do o. Jana Baptysty Bouchauda OCD (Czerna), Wadowice, 11 III 1907.

[109] List 1655, do m. Cherubiny Paul OCD, Wadowice, 13 V 1907.

[110] Michał Gołąb, dyrektor Kasy Oszczędności w Wadowicach. W innym liście o. Rafał pisał, że chłopiec zmarł w opinii świętości. (p.a.) – Zob. też listy: 1661 i 1662.

[111] List 1666, do m. Marii Ksawery Czartoryskiej OCD, Wadowice, 6 VI 1907.

[112] List 1674, do m. Marii Ksawery Czartoryskiej OCD, Wadowice, 24 VI 1907.

[113] List 1677, do m. Marii Ksawery Czartoryskiej OCD, Wadowice, 3 VII 1907.

[114] List 1674, do m. Marii Ksawery Czartoryskiej OCD, Wadowice, 24 VI 1907.

[115] Jeżeli to jest cytat z listu do m. Marii Ksawery Czartoryskiej, to powinien on brzmieć: „Stan mój dziwny, niby siły wracają, a obok nieraz wielkie osłabienie. – Niedługi pobyt mój na ziemi”. – List 1653, Wadowice, 6 V 1907.

[116] Uroczyste śluby zakonne w tym dniu złożyli bracia klerycy: Ksawery Górecki, Jozafat Knapik, Antoni Foszczyński, Tomasz Pikoń i Anatol Jarzyna. Kazanie wygłosił o. Jan Nepomucen Sowa, podprzeor i magister kleryków.

[117] Ps 133[132], 1.

[118] Por. list 1667, do o. Jana Baptysty Bouchauda OCD (Czerna), Wadowice, 7 VI 1907.

[119] Bł. Rafał Kalinowski, Świętymi bądźcie!, 50, 3.

[120] Maria Józefa od Dzieciątka Jezus (Wiktoria Kopcińska, 1870-1942), w 1890 wstąpiła do klasztoru łobzowskiego, 27 XII 1891 złożyła śluby zakonne; zmarła w Przemyślu. – Por. listy: 1677, do m. Marii Ksawery Czartoryskiej, Wadowice, 3 VII 1907 i 1681, do m. Teresy Steinmetz, Wadowice, 7 VII 1907.

[121] 29 maja 1907 roku miał miejsce w Lublinie nieudany zamach na życie bpa Franciszka Jaczewskiego, ordynariusza lubelskiego.

[122] List 1653, do m. Marii Ksawery Czartoryskiej, Wadowice, 6 V 1907.

[123] (Będą walczyć przeciw tobie, ale) nie zdołają cię zwyciężyć. – Jer 1, 19.

[124] List 1694, do o. Jan Chrzciciela Bouchauda, Wadowice, 3 VIII 1907.

[125] List 1666, do m. Marii Ksawery Czartoryskiej OCD, Wadowice, 6 VI 1907. „Marnotrawny syn” w liście jest nazwany „stryjaszkiem z Mińska”. Najpewniej należał do dalszej rodziny m. Ksawery.

[126] APKB, AŚRK 45, Zbiór relacji i wspomnień o O. Rafale Kalinowskim, k. 133v (Wspomnienie o. Antoniego Foszczyńskiego)

[127] List 1696, do ks. Michała Fiszera, Wadowice, 7 VIII 1907.

[128] Był to ostatni list do karmelitanek na Łobzowie; 27 września napisał jeszcze obszerny list do brata, ks. Jerzego, a w październiku do o. Jana Nepomucena w Wadowicach! Pisał list, ponieważ miał trudności z mówieniem. Listy te mają numery: 1707 i 1711.

[129] List 1706, do m. Marii Ksawery Czartoryskiej OCD, Wadowice, 25 IX 1907.

[130] O. Rafał obchodził swoje imieniny w dniu 24 października.

[131] Tomasz Pikoń (1885-1958), wstąpił do nowicjatu jako alumn Niższego Seminarium (1903), w 1908 otrzymał święcenia kapłańskie, w latach 1924-1930 był przeorem w Wadowicach, 1930-1936 prowincjałem, 1937-1939 przeorem w Czernej; zmarł w Krakowie.

[132] O. Tomasz Pikoń do studentów w Rzymie, Wadowice,  20 XI 1907, w: APKB, AŚRK 45, Zbiór relacji i wspomnień o O. Rafale Kalinowskim, k. 54r.

[133] Bertold Kozłowski (1888-1937), do zakonu wstąpił w roku 1903, święcenia kapłańskie otrzymał 21 XII 1911; zmarł w Krakowie jako przeor wileński. W roku 1907 był studentem teologii w Wadowicach.

[134] Autor uzupełnił tę informację, dodając, że mszę św. odprawił o. Marian Goeschlberger.

[135] O. Chryzostom Lamoš.

[136] Ks. Andrzej Klimczak, ur. w 1840, w 1865 otrzymał święcenia kapłańskie, w 1876 został proboszczem we Frydrychowicach; dziekan wadowicki.

[137] Ks. Andrzej Zając (1848-1928), święcenia kapłańskie otrzymał w roku 1872, od 1874 roku pracował w Wadowicach, najpierw jako katecheta i duszpasterz więzienia, od 1893 jako proboszcz, od 1910 jako dziekan. Przeprowadził gruntowny remont kościoła parafialnego, ożywił duszpasterstwo w parafii.

[138] [O. Bertold Kozłowski], Opis śmierci N. Najprzew. Ojca Przeora Rafała Kalinowskiego oraz krótki rys nabożeństwa żałobnego w Wadowicach, w: APKB, AŚRK 45, Zbiór relacji i wspomnień o O. Rafale Kalinowskim, k. 62r-64r. Opis został napisany dla o. J. B. Bouchauda i dołączony do listu z daty: Wadowice, 21 XII 1907 (tamże, k. 60r-61v).

[139] Ks. Marcin Czermiński (1860-1931), jezuita, w latach 1889-1919 redaktor „Misji Katolickich”, autor wielu książek i artykułów na tematy misyjne; głosił misje ludowe.

[140] M. Czermiński TJ, Mowa żałobna miana w kościele OO. Karmelitów Bosych w Czerny d. 20 listopada 1907 r...., Kraków 1908, s. 5, 15.

[141] Przemówienie Michała Gołąba, w: Romuald od św. Eliasza OCD [Kućka], Wspomnienie pośmiertne o śp. O. Rafale Kalinowskim..., Kraków 1908, s. 54.

[142] Bilet wizytowy w: APKB, AŚRK 45, Zbiór relacji i wspomnień o O. Rafale Kalinowskim, k. 26.

[143] Józef Bilczewski (1860-1923), metropolita lwowski; 1884 otrzymał święcenia kapłańskie, 1900 rektor Uniwersytetu Lwowskiego, 1900 arcybiskup metropolita lwowski. Autor wielu publikacji z zakresu biblistyki i dogmatyki.

[144] APKB, AŚRK 92, Sł.B. Rafał Kalinowski. Relacje, k. 102 (oryginał).

[145] Aleksander Kakowski (1862-1938), metropolita warszawski, kardynał; 1910 rektor Akademii Duchownej w Petersburgu, 1913 metropolita warszawski, 1919 kardynał, członek Rady Regencyjnej (1917-1919). 19 czerwca 1913 pisał do przeora w Czernej: „Za wstawiennictwem śp. O. Rafała niejednokrotnie doznawałem cudownych łask duchownych i dlatego udaję się do W.O. Przeora z pokorną prośbą, ażeby w dzień mojej konsekracji na arcybiskupa warszawskiego, tj. 22 czerwca, dwóch zakonników karmelickich, z zapalonymi świecami w ręku, zmówiło na grobie śp. O. Rafała na moją intencję i dla uczczenia O. Rafała trzy Zdrowaś Maryjo do Matki Najświętszej”. – APKB, AŚRK 45, k. 14r. (odpis fragmentu listu).

[146] Romuald od św. Eliasza OCD [Kućka], Wspomnienie pośmiertne o śp. O. Rafale Kalinowskim, dz. cyt., s. 47-48.

[147] Przemówienie wygłoszone na kapitule klasztornej 15 XI 1907 roku. Oryg. w Archiwum Klasztoru Karmelitanek bosych w Krakowie na Łobzowskiej, rkps: Documents sur le couvent de Czerna et sur le R.P. Raphaël de S. Joseph, k. 50r-v. Druk: Cz. Gil OCD, Błogosławiony Rafał Kalinowski (1835-1907), w: Chrześcijanie, t. XV. red. bp B. Bejze, Warszawa 1983, s.58-59.

[148] Chodzi o wspomnianego wyżej ks. Zenona Kwieka.

[149] Zob.: P.F. Neumann, Die Unbeschuthen Karmeliten, dz. cyt., s. 243-244.

[150] 21 XI 1882 roku definitorium generalne podjęło decyzję o przywróceniu dawnej prowincji św. Leopolda w granicach Austro-Węgier. Pierwszym prowincjałem, wybranym przez definitorium generalne, został dotychczasowy wikariusz prowincjalny o. Serapion Wencel.

[151] Na wiosnę 1895 roku został wybrany definitorem generalnym. Jego następcę wybrało definitorium generalne.

[152] P.F. Neumann, Die Unbeschuthen Karmeliten, dz. cyt., s. 250-251.

[153] P.F. Neumann, Die Unbeschuthen Karmeliten, dz. cyt., s. 253-254.

[154] 2 IX 1899 hospicjum wadowickie zostało wikariatem, a jego dotychczasowy prezes – wikarym klasztoru.

[155] 10 X 1903 wikariat wadowicki został przeoratem, a dotychczasowy wikary klasztoru przeorem.

 

 

 

Powiększ napisy:

 
Joomla 1.5 Templates by Joomlashack