A Free Template From Joomlashack

A Free Template From Joomlashack

KSIĄŻKI ON-LINE

 

Uwaga
- nowa książka na witrynie:

Jean-Baptiste Bouchaud

MIŁOŚĆ ZA MIŁOŚĆ

Życie zakonne św. Rafała Kalinowskiego

Zapraszam do lektury

 

Książka "Dogmat Świętych Obcowanie" do której tekst zebrał i opracował w 1980 roku mói Tata
ś.p. Bernard Paweł Jan Tuszyński

Herman Cohen - Augustyn-Maria od Najsw. Sakramentu

Życie ojca Hermana
- Augustyna-Marii
od Najśw. Sakramentu

Książka wydana przez Siostry Miłosierdzia z Łagiewnik 1898 r

"Źródłem, z którego wypłynęły potoki miłości, siłą, która sprowadziła wylew dotąd nieznanej radości - była wiara święta. Nie ma jej ani w judaizmie, ani w schizmie, lecz tylko w jednym prawdziwym Kościele Katolickimi, W tym Kościele jedynie każdy z obu  naszych nawróconych  źródło wody żywej dla duszy swojej, spragnionej prawdy, mogli znaleźć.
Oby  życiem O. Hermana Cohena  i siostry Natalii Naryszkin, zostający poza obrębem Kościoła zostali oświeceni , że tylko w Kościele św. katolickim - wiara żywot wieczny daje."

Fragment listu Św. Rafała Kalinowskiego do tłumaczki w Łagiewnikach,
11 września 1898 r.

TEKSTY

 

Ks. prof. Franciszek Cegiełka

Nasz święty Rafał Kalinowski

 

 

 

Cudowny obraz, który Św. Faustyna nazwała "Król Miłosierdzia", namalował według słów s. Faustyny Eugeniusz Kazimierowski

W kulcie Miłosierdzia Bożego obraz Króla Miłosierdzia odgrywa pierwszorzędną rolę. Dlatego s. Faustyna przywiązywała do jego poprawności wielką wagę. W obrazie tym odróżniała ona cechy istotne i polecała czuwać, by one były zachowane.

"W dniu 23.09.2005 roku Litwini podstępnie zabrali z polskiego kościoła św. Ducha w Wilnie obraz Jezu Ufam Tobie i to mimo tego że kardynał Baczkis (prymas Litwy) publicznie ogłosił że obraz nie będzie zabrany po kryjomu. Obraz został przeniesiony do pobliskiego kościoła św. Trójcy a w zasadzie kaplicy. Kościół ten przez scianę sąsiaduje z głośnym nocnym klubem Oryginal obrazu Jezu Ufam Tobie w czasach sowieckich zostal przechowany przez wileńskich Polaków i od 20 lat znajdował się w Kościele św. Ducha."

Żródło cytatu

 

Stronę ogląda

Jean-Baptiste Bouchaud: MIŁOŚĆ ZA MIŁOŚĆ - Życie zakonne św. Rafała Kalinowskiego Rozdział II

O. Andrzej od św. Romualda przeorem w Czernej. O. Rafał pomocnikiem magistra nowicjuszów. Powstanie prowincji austriackiej. O. Serapion pierwszym prowincjałem (1883). O. Rafał przeorem w Czernej. O. Andrzej drugim definitorem i magistrem nowicjatu. Cnoty nowego przeora; kierunek, jaki nadaje Karmelowi. Życie wewnętrzne. Samotność, wyrzeczenie się samego siebie, umartwienie, milczenie, modlitwa.

O. Rafał liczył czterdzieści sześć lat, gdy otrzymał święcenia kapłańskie. Podobnie jak bp Dunajewski cierpiał dla świętej sprawy ojczyzny i za wiarę, toteż ledwie się z sobą poznali, zawiązała się między nimi prawdziwa i głęboka przyjaźń. Wspierali się wzajemnie modlitwą i radą. Bp Dunajewski przedsiębrał właśnie trud reorganizacji diecezji krakowskiej. Aby temu podołać, potrzebował pomocy duchowieństwa wykształconego i pełnego dobrej woli. Pracował nad tym całe życie, modlił się w tej intencji i prosił o modlitwę innych, zwłaszcza prosił o to Karmel. Troską swoją obejmował nie tylko diecezję krakowską; myślał o całej Polsce, zwłaszcza poza granicami Galicji, prześladowanej przez wrogów wiary katolickiej. Z głębokim bólem obserwował, że cierpienia te mało przynosiły owoców, ponieważ nie chciano w nich widzieć ręki Boga, który karał, by zbawić; chciał zbawić ciemiężonych i uczynić ich równocześnie narzędziem zbawienia ciemiężycieli. Aby zaradzić temu złu, polecił wydrukować podaną niżej modlitwę, zachęcając kapłanów i wiernych, by ją codziennie odmawiali:

„Panie Jezu Chryste, któryś zstąpił z niebios na ziemię, by ustanowić jeden święty, prawdziwy Kościół, w którym wszyscy mają być zbawieni, oto my kornie padamy na kolana przed Majestatem Twoim, uciekając się do miłosierdzia i litości Twojej, błagamy Cię, zmiłuj się nad braćmi naszymi prześladowanymi za wiarę, daj im światło, moc i wytrwanie, uwolnij ich z tego prześladowania, a prześladowców oświeć i nawróć, abyśmy wszyscy w jednym świętym i prawdziwym Kościele Tobie służyli, a po śmierci zasłużyli Ciebie chwalić w Królestwie Niebieskim przez wszystkie wieki wieków. Amen”[229]. Modlitwa ta, tak odpowiadająca duchowi św. Teresy, chętnie została przyjęta w odrodzonym Karmelu polskim. O. Rafał stale nosił ją przy sobie i odmawiał codziennie, przypominała mu ona bowiem polecenie biskupa otrzymane w dniu święceń, by modlił się za tych, którzy go prześladowali.

Na wiosnę 1882 roku o. Bertold, widząc, że reforma w Czernej rozwija się pomyślnie, uznał swoją obecność w Polsce za zbyteczną i powrócił do Austrii. Dnia 24 kwietnia nowym przeorem został wybrany o. Andrzej[230], a 6 maja definitorium generalne mianowało o. Rafała pomocnikiem magistra nowicjatu[231]. Obowiązek zwalniał go z pracy w kościele i pozwolił mu oddać się całkowicie ćwiczeniom pokutnym i modlitwie, nieodzownym dla syna św. Teresy, do czego on także czuł szczególniejszy pociąg i upodobanie. Wierne zachowanie najmniejszych nawet przepisów Reguły i Konstytucji i zupełne poddanie się mistrzowi nowicjuszów lepszą dla tychże były nauką i przykładem, niż wszystkie choćby najwznioślejsze konferencje. Świętość i roztropność, tak potrzebne na tym stanowisku, widoczne były w całym jego zachowaniu. Miał szczególny dar rozpoznawania przymiotów powierzonej sobie młodzieży i jeśli nie zauważył w kimś ani wiedzy, ani cnoty, ani zalet wymaganych przez Konstytucje, informował o tym magistra i młodzieniec taki musiał opuścić nowicjat. Zostawił nam taką przestrogę: „Nie należy dopuszczać do profesji tych, którzy nie posiadają wymaganych przymiotów, bo staną się powodem wielu przykrości dla przełożonych, ani nie wydalać zbyt łatwo tych, którzy te przymioty posiadają, ulegają jednak pokusie opuszczenia zakonu. Trzeba im powiedzieć: Zostańcie jeszcze parę miesięcy, potraktujcie to jako pokutę za wasze grzechy”[232].

Karmel austriacki posiadał wówczas cztery klasztory, w których obserwancja zakonna znajdowała się w stanie kwitnącym, a mianowicie w: Grazu, Linzu, Raab i Czernej. W listopadzie 1882 roku nowy generał o. Hieronim Maria Gotti erygował prowincję austro-węgierską i powierzył jej zarząd p.o. Serapianowi od św. Andrzeja, o którym już wspomniano[233]. Wówczas też o. Rafał został mianowany przeorem w Czernej[234], a o. Andrzej drugim definitorem prowincjalnym i magistrem nowicjuszów[235]. W tym samym czasie powrócił z Grazu o. Kazimierz, by pomagać w kościele o. Franciszkowi Ksaweremu. Nowy przeor pisał jakiś czas po swych święceniach kapłańskich:

„Moje powołanie do Karmelu, szczęśliwe zakończenie pierwszych walk, z których wyszedłem zwycięsko dla chwały Boskiego Mistrza, łaska mej profesji zakonnej i święceń, to wszystko zawdzięczam jedynie wstawiennictwu dusz ożywionych niezwykłą miłością chrześcijańską, które Zbawicielowi ofiarowały za mnie tyle Komunii i innych dobrych uczynków. Uczynki te i imiona osób są zapisane w Sercach Jezusa i Maryi i tam kiedyś je ujrzycie”.

Miesiąc po zamianowaniu go przeorem w Czernej, o. Rafał pisał do p.m. przeoryszy klasztoru na Łobzowie: „(...) ponieważ urząd, który ostatnio spadł na mnie, jest nowym ogniwem łańcucha, który mnie uczynił więźniem dożywotnim, osoby, które ukuły ten łańcuch, powinny mi bardzo pomagać w dźwiganiu go; więc...

Racz przyjąć, Przewielebna Matko, zapewnienie głębokiego szacunku i wdzięczności za wszystkie dobra, którymi Opatrzność Boża mię obdarzyła za pośrednictwem waszego świętego zgromadzenia”[236].

Łańcuchem, który na zawsze przykuł o. Rafała do służby Bożej, był ślub posłuszeństwa, najważniejszy ze wszystkich ślubów, ponieważ stale nakłania zakonnika do ćwiczenia się w innych cnotach i w ten sposób prowadzi dusze wierne i szlachetne na szczyt doskonałości. Ten łańcuch nasz czcigodny Ojciec dźwigał z miłością, jak najwierniej przestrzegał wszystkich przepisów prawa zakonnego i mógłby stosować do siebie słowa Boskiego Mistrza: „...ani jedna jota, ani jedna kreska nie zmieni się w Prawie, aż się wszystko spełni”[237]. W pierwszym  rozdziale Konstytucji zaznaczono, że w korespondencji, o ile nie wymagają tego godność osoby, do której się pisze, lub waga sprawy, powinno się używać tylko połowę arkusza listowego papieru[238]. Jest to tylko jota w prawie Karmelu, ale o. Rafał i tego nie zaniedbywał. Mamy przed sobą wiele listów pisanych przez niego od chwili wstąpienia do Karmelu, liczne z nich pisane są na półarkuszach, niektóre na mniejszych jeszcze ćwiartkach papieru. Nie tylko przepisy Konstytucji przestrzegał z tak drobiazgową akuratnością, szanował również bardzo chwalebne zwyczaje zakonu. Ks. Wincenty Smoczyński[239], proboszcz z Tenczynka, otrzymawszy raz od niego list, zauważył, że koperta była powtórnie użyta; otóż nasz Ojciec odwrócił ją i wysłał w niej swój list. Pobożny prałat bardzo był tym zbudowany i pokazał nam tę kopertę jako dowód, jak doskonale nasz o. Przeor praktykował cnotę zakonnego ubóstwa. Wierność w rzeczach małych ma bardzo wielkie znaczenie, przyrównać ją można do wysuniętych naprzód fortyfikacji, które bronią murów cytadeli. Gdy nieprzyjaciel podchodzi i atakuje mury samej cytadeli, jej obrońcy nie są już bezpieczni. Zakonnik wierny w małych rzeczach, będzie wierny i w wielkich, a szatan nie ma do niego przystępu.

To, co powiedzieliśmy o ślubie posłuszeństwa i ubóstwa, stosuje się również i do ślubu czystości. Kiedy o. Rafał był na Syberii i poszedł do publicznego ogrodu w Irkucku na spacer, by odetchnąć czystym powietrzem, oglądał, jak sam pisze w jednym ze swych listów, wierzchołki drzew, by nie patrzeć w twarze licznych przechodniów spacerujących wokoło[240]. Będąc już w Karmelu, gdy rozmawiał z kobietą, patrzał na ziemię. Zdaje się, że jak Hiob zrobił umowę ze swoimi oczami, aby nawet nie pomyśleć o kobiecie. Piszący to opowiada, co widział na własne oczy. Nasz Ojciec umartwiał także swe ciało przez post i dyscyplinę, choć Reguła nie wymagała tego od niego. W refektarzu odmawiał sobie zwykle deseru i w ogóle jadł tak mało, że bracia obawiali się o jego zdrowie i o. prowincjał musiał w to wkroczyć. Dusza jego była spragniona cierpienia i szukała go wszędzie. Spostrzeżono raz, gdy nie wiedział o tym, jak bose nogi miał zanurzone w pokrzywach, które rosły obok krzesła.

Szanował Zakon Karmelitański jako wybraną cząstkę świętego Kościoła Katolickiego, tej ogromnej wspólnoty dusz odkupionych przez śmierć Jezusa Chrystusa i złączonych z Boskim swym Panem przez wiarę i miłość. Karmelici i karmelitanki byli w jego oczach  cierpiącymi członkami mistycznego ciała Jezusa Chrystusa i powinni przedłużać dzieło rozpoczęte na krzyżu. „Nasz Boski Zbawca, mówił do nas, uzupełnił swe apostolstwo pomiędzy ludźmi, przemawiając do nich jeszcze przez swą ofiarę z kazalnicy krzyża, a nadto w ciągu wieków Jezus naucza dusze i pociąga je przez ekspiację swoich cierpiących członków, tak jak pociągnął do siebie dobrego łotra i wielu świadków końcowego dopełnienia dzieła odkupienia. – Jezus w ten sposób uzupełnia w Kościele św. swą boską misję”[241]. Te słowa naszego Ojca są jakby streszczeniem całego jego życia i wszystkich nauk udzielanych nam co tydzień na kapitułach. Życie całkowicie wewnętrzne, w oderwaniu od spraw świata, w samotności, w ciszy, pełne cnót zakonnych, w zjednoczeniu z Jezusem i w pełni oddane służbie Boga i dusz – takim właśnie było życie naszego czcigodnego Ojca i takim także powinno być życie prawdziwych dzieci św. Teresy i św. Jana od Krzyża.

„O. Rafał bardzo cenił życie wewnętrzne, pisał o. Bartłomiej od św. Teresy[242], i praktykował je. Jego życie do końca było życiem modlitwy, milczenia, samotności, skupienia, umartwienia i pokuty”[243]. O. Bartłomiej, który żył wśród nas 40 lat i tak skutecznie pomagał o. Rafałowi w przeprowadzeniu reformy, w utwierdzaniu jej i w rozwoju Karmelu w Polsce, sam był także wzorem życia wewnętrznego, o którym w kilku słowach daje nam jasne pojęcie. Życie wewnętrzne polega przede wszystkim na czci i miłości Jezusa w nas obecnego; na zjednoczeniu się z Nim wszystkimi władzami duszy; pamiętaniu o tym, o czym On pamięta; ocenianiu wszystkich spraw tak, jak On je ocenia; kochaniu i pragnieniu tego, co On kocha i czego On pragnie; dzieleniu Jego radości i smutków; na pracy i cierpieniu według Jego woli; jednym słowem na życiu Jego życiem tak, by móc powiedzieć za św. Pawłem: „Teraz zaś już nie ja żyję, lecz żyje we mnie Chrystus”[244]. On modli się we mnie, On cierpi ze mną. Ale to doskonałe zjednoczenie z Jezusem Chrystusem jest jak gdyby kresem podróży i aby dojść do niego, dusza musi przebyć długą drogę.

Fundamentem życia wewnętrznego jest łaska uświęcająca, która udziela duszy życie nadprzyrodzone, dlatego pierwszym staraniem osób pragnących prowadzić życie wewnętrzne powinna być nienawiść grzechu i unikanie go, ponieważ on oddala z naszej duszy Jezusa, Łaskę przedwieczną, źródło wszystkich innych łask. Życie wewnętrzne to wiara i miłość: wiara, która oświeca nasz rozum i dopomaga do zrozumienia doskonałości Tego, który raczy w nas przebywać; miłość, miłość święta, która rozgrzewa nasze serce i uzdalnia naszą wolę do wiernego zachowywania przykazań naszego Boskiego Gościa, słuchania wszystkich Jego rad i natchnień łaski. Wówczas dusza jest rzeczywiście zjednoczona z Jezusem Chrystusem, tak jak gałąź z drzewem, i rodzi obfite owoce. Aby dojść do tej doskonałości, musi się wiele natrudzić. Potrzeba wielkiej czystości serca[245], pokoju i skupienia wewnętrznego; osiąga się je przez czuwanie nad swymi zmysłami i ich władzami, powściągając je przez ciągłe umartwienie, zupełne wyrzeczenie się siebie i wszystkich rzeczy stworzonych, ponieważ one pozbawiają nas czystości serca, sprowadzają niepokój, burzą skupienie, gdy się ich zbyt pragnie i przywiązuje się do nich więcej niż należy. Oddalenie od świata, samotność i milczenie są także bardzo użyteczne dla człowieka wewnętrznego: strzegą go przed tysięcznymi rzeczami, które mogą pozbawić go czystości, naruszyć pokój i skupienie tak nieodzownie potrzebne.

Całą pracą wewnętrzną kieruje duch wiary. On ukazuje duszy rzeczywiście czystej, uważnej i skupionej Boga w niej obecnego w każdej chwili, w każdym miejscu i we wszystkich zdarzeniach życia, Boga zawsze pełnego mądrości, piękna i miłosierdzia. Świadomość ta zapala w sercu ogień miłości, który ożywia wszystkie czyny, nawet nic nieznaczące i drobne, nadaje im wartość nadprzyrodzoną, czyni je miłymi Bogu, zasługującymi na niebo i sprawia, że całe życie tej duszy wybranej jest bezustanną modlitwą.

Ćwiczenie się w pamięci na obecność Bożą i modlitwa myślna są nierozłączne. Jedna dopełnia drugą, jedna bez drugiej jest płonna i jałowa. Przecież również o kamieniach, roślinach i zwierzętach Pan Bóg nieustannie pamięta i są one zawsze obecne w boskiej pamięci, ale jest to obecność czysto materialna i dla człowieka niewystarczająca. Obdarzony rozumem i wolą, powinien starać się o poznanie swego Stwórcy, który go odkupił i codziennie obdarza go tysiącami łask; ze wszystkich sił powinien dążyć do tego, by kochać Boga i oddawać Mu cześć należną. Modlitwa jest niemożliwa bez świadomego przeżywania obecności Bożej, ponieważ jej istotą jest wzniesienie się naszej duszy ku Bogu w celu oddania Mu czci i przedłożenia Mu naszych potrzeb. Św. Teresa, która tak pięknie pisała o życiu wewnętrznym, radzi początkującym, aby przed rozpoczęciem modlitwy stawili się w obecności Bożej:

„Zaraz po tym wstępie, ponieważ jesteś sama, postaraj się, córko, o towarzystwo. A jakież mogłabyś znaleźć lepsze, nad towarzystwo samego Mistrza, który nauczył nas tej modlitwy, do której odmówienia się zabierasz? Przedstaw sobie Pana stojącego tuż przy tobie i patrz, z jaką miłością i z jaką pokorą raczy ciebie nauczać. Wierz mi, tak dobrego przyjaciela nigdy nie powinnaś odstępować. Gdy się przyzwyczaisz być zawsze w obecności Jego, a On będzie widział, że czynisz to z miłością i starasz się we wszystkim podobać się Jemu, już się od Niego – jak to mówią – nie odczepisz. Nigdy On ciebie ani na chwilę nie opuści, będzie cię wspierał we wszystkich strapieniach twoich, na każdym kroku będzie ci stróżem i pocieszycielem”[246].

W Księdze życia, napisanej dla osób pragnących kochać Boga całym sercem i pracować ofiarnie dla zbawienia dusz, które postanowiły wszystko opuścić i poświęcić się życiu wewnętrznemu, życiu modlitwy, święta przyrównuje ich dusze do ogrodu[247], gdzie trzeba wyrywać chwasty grzechów i niedoskonałości, a w ich miejsce uprawiać kwiaty cnót. Wskazuje Boskiego Mistrza, jako pomocnika dusz początkujących, jak pozostawia im potem staranie o podlewanie kwiatów, dostarczając wody potrzebnej ze studni modlitwy myślnej. Wówczas On sam znika, ale nie jest daleko i gdy kwiaty napełnią ogród swą wonią, przybywa znowu, niosąc swe rozkosze. Dusza wewnętrzna podejmuje tę pracę, aby Mu sprawić radość. Aby dopomóc początkującym w skupieniu i objaśnić im poszczególne stopnie modlitwy, nasza święta Matka w innej książce[248] porównuje duszę z pięknym zamkiem o licznych pokojach. Boski Mistrz zamieszkuje środkowy pokój i chcąc przybyć do Niego, trzeba przejść przez inne i zwyciężyć napotkane po drodze trudności, umartwiać swoje zmysły i miłość własną, wykorzeniać swe wady, uprawiać cnoty. Trud to długi i ciężki, lecz Boski Mistrz nie jest daleko; choć się jeszcze nie odczuwa słodyczy Jego obecności, ma się nadzieję, że kiedyś dojdzie się do Niego i posiądzie się niezmierne bogactwa dla nas przeznaczone.

O. Rafał lubił porównania i kierując duszami powierzonymi mu przez Boga, często ich używał. Pewnego razu pisał do dwóch gorliwych młodzieńców, chcących wstąpić do Karmelu: „Zamek św. Teresy to wasza dusza, a wy w niej macie Jezusa uwięzionego. Strzeżcie dobrze wszystkich wejść, by On wam się nie wymknął”. To, co im radził, sam czynił od dwudziestu lat z całym zapałem i wytrwałością. W jego olbrzymiej korespondencji nie mogliśmy znaleźć ani jednej chwili ostygnięcia w pierwotnej gorliwości. W dniu swego nawrócenia uwielbiał piękność i nieskończone miłosierdzie swego Boskiego Zbawiciela i postanowił wówczas żyć już tylko dla Niego i słowa dotrzymał. W czasie dziesięcioletniego zesłania i później wszędzie, gdziekolwiek bywał z księciem Augustem Czartoryskim, widzimy go zawsze wiernym w ćwiczeniach duchowych, szukającym samotności, by swobodnie rozmawiać z Bogiem. Zawsze kierował się jedną myślą: By zbawić świat, potrzeba ofiar, ofiar czystych, trzeba świętych, dlatego nie przestał pracować, aby stać się świętym. Nie znając jeszcze Karmelu, wołał z Dawidem: „To jest miejsce mego odpoczynku na wieki, tu będę mieszkał, bo tego pragnąłem dla siebie”[249].

Kiedy się wreszcie znalazł w tej szczęśliwej samotni, której poszukiwał od tak dawna, oddał się w zupełności ćwiczeniom życia wewnętrznego. Czytając dzieła św. Teresy i św. Jana od Krzyża, poznał drogę, którą szedł od czasu nawrócenia  i dusza jego napełniła się radością, umocniony i zachęcony z nowym zapałem przystąpił do dalszych trudów. Tak samo jak św. Teresa, lubił wyobrażać sobie swą duszę jako świątynię zamieszkaną przez Jezusa i oddawał jej cześć wielką. „Nie wolno lekceważyć, pisał wraz ze św. Tomaszem, duszy stworzonej na podobieństwo Boga”[250]. Aby utrzymać ją zawsze w czystości, spowiadał się kilka razy w tygodniu, a umartwiając się surowo, strzegł od wszelkich stworzeń. Chronił swoją duszę nie tylko przed grzechem ciężkim, ale nawet przed najmniejszymi niedoskonałościami. W Czernej i w Krakowie zauważono z wielkim zbudowaniem, że nigdy nie posługiwał się lustrem, nawet przy goleniu, a gdy mu proponowano, aby zobaczył świeżo odmalowaną kaplicę karmelitanek, odpowiedział: „Obawiałbym się, aby nie popełnić tam jakiej niedoskonałości” – i pozostał w swojej celi[251].

Lubił bardzo klasztor w Czernej, gdzie spędził większą część zakonnego życia. Jego spowiednik[252] pisał nam: „Tam, w oddaleniu od świata, zażywał rozkoszy samotności i mógł powtórzyć za św. Bernardem «O szczęśliwa samotności, o jedyne szczęście»”[253].
W innym liście ten sam ojciec pisał: „Nie umiem wyrazić jego umiłowania skupienia i samotności. Jego uboga cela zdawała mu się być niebem, gdzie cieszył się przedsmakiem szczęścia świętych. Uczucie słodyczy, którego tam doświadczał, przechodziło wszystko cokolwiek odczuwał i posiadał najmilszego żyjąc na świecie. W tym miłym zaciszu spędzał czas na modlitwie, czytaniu i walce. Podczas czytania Pan Bóg mówił do niego, swego wiernego sługi, na modlitwie on mówił do Serca Bożego, a walka kończyła się zawsze zwycięstwem, po którym nieskończona radość napełniała znów tę wielką duszę. (...) Świat przedstawiał się o. Rafałowi jako wzburzone morze, w którym zatonęło już wielu jego przyjaciół, postanowił więc opuścić go, by ukryć się w porcie pewnym i spokojnym. (...) Pan Bóg ze swej strony zapraszał go usilnie: «Przyjdź do mnie, duszo droga, zbytnio udręczona swym ciężarem. Nie rozkazuję, lecz zapraszam i pociągam. Nie narzucam ci mojego jarzma, ale radzę ci podjąć je. Doświadczenie nauczy cię, jak ono jest słodkie, chociaż zobowiąże cię do wyrzeczenia się siebie, do wzięcia krzyża i pójścia za mną aż na Kalwarię». Krzyż ten zdawał się ciężki, ale na tym świecie nikt nie żyje bez cierpień, każdy musi dźwigać jakiś ciężar; dlatego odrzucił ciężkie jarzmo świata i przyjął jarzmo Chrystusowe, które czyni lekkim pociecha Ducha  Świętego”. Tym portem cichym i bezpiecznym, którego o. Rafał szukał od tak dawna, był klasztor w Czernej i tam to dźwigał on z radością słodkie jarzmo i lekkie brzemię swego Pana. „Obowiązki i trudy nałożone mu przez posłuszeństwo, pisze jeszcze o. Bartłomiej, zmuszały go częstego opuszczania tego drogiego zacisza, jednak gdy tylko załatwił swoje sprawy, jak najprędzej wracał, by żyć w ukryciu i zapomnieniu od stworzeń, ciesząc się słodką obecnością Tego, któremu oddał się niepodzielnie i na zawsze”
[254].

„O słodyczy zakonnego życia! – czytamy w jego zapiskach i notatkach – pracować dla zbawienia własnego i dla zbawieniu innych, pomagać Jezusowi w ratowaniu dusz”[255]. Jest to zachęta i przestroga, które nam zostawił. Życie zakonne samo w sobie jest szlachetne, bo zmierza do szlachetnego celu: chwały Bożej i zbawienia dusz. W każdym z nas jego doskonałość zależy od stopnia gorliwości z jaką realizujemy nasze powołanie. W innym znów miejscu wskazuje nam źródło, z którego mamy czerpać ten zapał: samotność celi zakonnej i wyrzeczenie się wszelkich radości, które pochodzą od stworzeń. Mówi nam, że te dwie cnoty są siostrami i rzeczywiście, ich wspólna matka – miłość Boga i bliźniego, miłość Boga i dusz, zwłaszcza w Karmelu, są nierozłączne, bo są streszczeniem Reguły i Konstytucji. Wypełniając je wiernie, spełniamy wolę przełożonych, czyli wolę Bożą i ta zgodność naszej woli z Bożą wolą jednoczy nas z Nim. Właśnie to zjednoczenie nadaje naszemu życiu wartość, piękno i sens. Gdy jesteśmy oddaleni od tego źródła wszelkiego dobra, nasze modlitwy, nasze uczynki pokutne, nasze prace w chórze i konfesjonale pozostają bezowocne, nie przynoszą Bogu chwały i korzyści ni własnej duszy, ni duszom innych. O. Rafał to rozumiał i dlatego na ten punkt kładł taki nacisk. Ostrzegał nas przed zbytnią troskliwością o zdrowie, o sprawy doczesne, bo nadmierna troska pogrąża duszę w niepokoju, staje się przyczyną utraty skupienia, które jest nieodzowne w ćwiczeniach życia wewnętrznego. Gdy nasza intencja jest czysta, nie potrzebujemy obawiać się pokus, przeciwnie nawet, zwalczone przez nas, mogą się przyczynić do większego zjednoczenia z Bogiem i wysłużenia nam nowych zasług.

Dlatego o. Rafał tak usilnie zalecał milczenie i jeżeli przybywał do klasztoru lekarz, czy ktoś inny obcy, nikomu bez koniecznej potrzeby nie wolno było z nim rozmawiać bez pozwolenia, jak to przewidywały Reguła i Konstytucje. „Żadnych styczności ze świeckimi”, czytamy w jego przestrogach i na poparcie tej rady przytacza przykład św. Jana od Krzyża, który zwrócił raz uwagę prowincjałowi o. Hieronimowi Gracián’owi[256], aby łatwo nie zezwalał na rozmowy ze świeckimi, zauważył bowiem, że przyczyniają się one do wysuszenia serca, utraty zamiłowania w życiu wewnętrznym, do czego karmelici i karmelitanki są zobowiązani przez śluby zakonne. W swych notatkach przytacza inny jeszcze przykład z życia św. Jana od Krzyża. Ojcowie z klasztoru w Grenadzie twierdzili, że powinien złożyć wizytę arcybiskupowi i burmistrzowi miasta, aby im podziękować za życzliwość okazywaną stale Zakonowi Karmelitańskiemu. Święty przeor zadowolił się modlitwą w ich intencji i sądził, że to wystarczy, ale wobec powtarzających się nalegań, postanowił złożyć im wizytę. Najprzód poszedł do burmistrza, przepraszając, że nie uczynił tego wcześniej. Odpowiedź, którą otrzymał, dowodzi szlachetności burmistrza, ucieszyła też wielce wizytującego. „Mój ojcze, odpowiedział mu, jesteśmy bardziej zbudowani waszym przebywaniem w klasztorach, niż w naszych domach i wasze życie ukryte bardziej zobowiązuje nas do pamięci o was i pomocy, niż wasze wizyty, wiemy bowiem, dlaczego jesteście tam, gdzie Bóg chce, abyście byli”[257]. Ta mądra odpowiedź sprawiła naszemu świętemu wiele radości i uznał za słuszne, by podzielić się nią z wszystkimi klasztorami reformy.

O. Rafał radził unikać nie tylko zbytecznych rozmów ze świeckimi, życzył sobie również, aby nie pisano listów bez koniecznej potrzeby: „Połóżmy kres, czytamy w jego przestrogach, pragnieniu prowadzenia korespondencji, z wyjątkiem wypadków, gdzie chodzi o rzeczywiste dobro dusz i obowiązek miłości”. A tego, co radził innym, sam przestrzegał jak najwierniej. Od wstąpienia do Karmelu do naszego przyjazdu do Czernej znaleźliśmy tylko sześć listów, przeciętnie jeden na rok[258]. Pisał je tylko z potrzeby lub w celu podniesienia na duchu ukochanych braci, pozbawionych pod zaborem rosyjskim wszelkich pociech duchowych.

„Zachowywać milczenie – czytamy w jego notatkach – pisać mało, milczeć i działać dużo. Milczenie usposabia do wniknięcia w swą duszę i dodaje siły w dążeniu ku Bogu”[259]. Tak samo radził św. Jan od Krzyża, a Reguła Karmelu, która zjednoczenie z Bogiem ukazuje jako cel, kładzie duży nacisk na milczenie, zabrania słów zbytecznych w czasie dnia, a w czasie godzin porannych i wieczornych, poświęconych ćwiczeniom życia wewnętrznego, nakazuje milczenie absolutne. O. Rafał dawał nam pod tym względem najlepszy przykład, podobnie zresztą jak w innych rzeczach. Gdy odwiedził go najmłodszy brat i prosił o radę w sprawie swojej przyszłości, radził mu, aby przede wszystkim odprawił ośmiodniowe rekolekcje. Jerzy naturalnie zwrócił się do brata z prośbą o pokierowanie rekolekcjami. Raz w czasie konferencji dano znak na ścisłe milczenie. Nasz Ojciec natychmiast wstał i oddalił się, nie odezwawszy się już ani słowem. „Józefie, zawołał Jerzy, chciałem ci jeszcze coś powiedzieć”. Lecz o. Rafał położył palec na ustach na znak, że nie wolno im już mówić i dalszy ciąg konferencji duchowej trzeba było odłożyć do następnego dnia.

Ta wytrwała i gorąca miłość samotności, milczenia i skupienia naszego Ojca, jego ciągłe dążenie, by unikać nawet najdrobniejszego błędu i zachować serce czyste i wolne od wszelkich przywiązań, wskazują nam, jak bardzo cenił życie wewnętrzne. Poświadczają to również notatki, które zostawił na ten temat. Czytał z zainteresowaniem i z ołówkiem w ręku konferencje o. Ferdynanda od Najśw. Maryi Panny, których udzielał tercjarkom w Paryżu na temat życia wewnętrznego i modlitwy; oto kilka myśli zakreślonych przez niego[260].

„Szukać Boga, starać się Go poznać, myśleć tylko o Nim, kochać Go całym sercem – oto życie naprawdę przyjemne; pracować nad pogłębieniem tych uczuć, umacniać je – oto zajęcie pożyteczne, miłe, które nigdy nie nuży, z każdym dniem nowych dostarcza pociech, to właśnie nazywa się życiem wewnętrznym”.

„Dusza nasza  jest świątynią Bożą; w każdej świątyni Bóg powinien mieć swój ołtarz. Ołtarzem naszej duszy jest serce i na tym ołtarzu ogień miłości powinien spalać ofiary, które składamy Bogu, ofiary z tego, co jest nam najdroższe. Woń naszych ofiar wznosi się ku niebu jak dym kadzidła i przyciąga Boga do naszej duszy. «Jeśli Mnie kto miłuje, [będzie zachowywał moją naukę], a mój Ojciec umiłuje go i przyjdziemy do niego i będziemy u niego przebywać» (J 14, 23)”.

„W sercu jest kącik ukryty i tajemniczy, pustynia głęboka, miejsce Świętego Świętych. Tam powinna królować Boskość, a wraz z Nią wszystko co jest wielkie, mocne, szlachetne, piękne i doskonałe”.

„Ta obecność Boga w naszej duszy tak ścisła, tak bardzo głęboka, tak owocna wyjaśnia nam życie świętych, którzy żyli na tym świecie, jak gdyby nie byli z tego świata. Żyli na ziemi, by spełniać wiernie wszystkie swoje obowiązki, ale ich myśli i uczucia dalekie były od tego świata, wszystkie były zwrócone do Tego, który w nich królował, umacniał ich i pocieszał we wszystkich doświadczeniach. Spokojni w zjednoczeniu z Bogiem, pełni byli ciszy i szczęścia”.

„Nikt lepiej nie wypełnia obowiązków społecznych niż dusze złączone z Bogiem, nikt nie może im dorównać w miłości, oddaniu, bo one noszą w sobie Jezusa. To Jezus Chrystus, który żyje w nich, kieruje ich wszystkimi czynami i wskazuje im sposób życia doskonały, widoczny dla otoczenia. Wszystko, co święci dokonali dobrego, pięknego, szlachetnego, uczynił obecny w nich Jezus. W dniu sądu życie Jezusa, ukryte w Jego świętych, ukaże się w całej swej wspaniałości i chwale: będzie błogosławiony w swoich świętych, a święci w Nim. Święci, Jego mistyczne ciało, są największym z Jego dzieł”.

„Pierwszym krokiem w życiu wewnętrznym jest pamięć na obecność Boga w nas w każdej okoliczności. Z Bogiem i blisko Niego pracuje się łatwo, walczy się odważnie, cierpi się ze spokojem i poddaniem. Trudzimy się dla Ojca tak dobrego i kochającego, a jeżeli On nas doświadcza, czyni to dla naszego dobra”.

„Z Bogiem! Słowo to mocno wyryte w naszym sercu, słowo słodkie i pocieszające, przynosi pokój, siłę i nadzieję”.

„Drugim krokiem na drodze życia wewnętrznego jest słuchanie głosu Boga, Ojca i Przyjaciela, który lubi mówić do nas. Życie świętych jest nieustanną rozmową Boga z duszą i duszy z Bogiem; ciągłą wymianą myśli i uczuć, bez szumu słów. Niekiedy Bóg udziela duszy szczególniejszego dowodu swej miłości, przyciąga ją lub odsuwa, by znów poufnie mówić do serca: «Moje dziecko, odzywa się, wejdź w siebie, będę mówić do ciebie, a ty mi będziesz odpowiadać, ty będziesz mówić do mnie, a ja ci odpowiem». Szczęśliwe dusze, które z obecnym w nich Jezusem zamieniły kilka tajemniczych zdań. Cóż to za pociecha, jaka siła, jaki zapał jest ich udziałem”.

„Aby jednak w ten sposób niejako widzieć Boga i słyszeć Jego słowa, trzeba duszę utrzymywać w religijnej ciszy i skupieniu. «Jedno Słowo wypowiedział Ojciec – pisze św. Jan od Krzyża – którym jest Jego Syn, i to Słowo wypowiada nieustannie w wieczystym milczeniu; w milczeniu też powinna słuchać go dusza»”[261].

„Modlitwa jest zwykłym zajęciem dusz wewnętrznych i nasz Ojciec (św. Jan od Krzyża) zaprasza  nas, byśmy się oddali temu świętemu ćwiczeniu. Nie sądźmy, że tylko święci doświadczali pragnienia modlitwy. Dzięki Bogu, tak źle nie jest, bo z chwilą, gdy się umie odmówić sobie uciech tego świata i myśl zwrócić ku Stwórcy z miłością, pełniąc swe obowiązki, jednym z pierwszych pragnień budzących się na dnie serca jest pociąg do modlitwy. Doświadcza tego zarówno człowiek stawiający na tej drodze pierwsze kroki, jak i ten, który już cierpiał uznojenie dnia i niósł ciężkie brzemię w drodze do źródła żywej wody, mogącej ugasić pragnienie”.

„Modlitwa bowiem wewnętrzna nie jest to, zdaniem moim – pisała św. Teresa – nic innego, jeno poufne i przyjacielskie z Bogiem obcowanie i wylana, po wiele razy powtarzana rozmowa z Tym, o którym wiemy, że nas miłuje”[262].

„Nie zapominajmy, że nasz Bóg jest najlepszym, najmilszym, najsłodszym i najbardziej kochającym. Z niczym też porównać się nie da słodyczy oddania się sercom tych, którzy Boga szukają. Św. Jan od Krzyża powiada, że «najczulsze pieszczoty matki, schylonej nad kolebką dziecięcia, nie mogą  nam dać nawet pojęcia o słodyczy tego wzajemnego oddania się Boga i duszy»[263]”.

„Modlitwa jest przede wszystkim sprawą serca i wymianą myśli i uczuć między Bogiem i nami. Zupełna ufność i synowska bezpośredniość są koniecznie potrzebne duszy chcącej rozmawiać z Bogiem”.

„Chcąc rozmawiać z Bogiem, nie szukajcie ni pięknych myśli, ni czułych słów. Mówcie do Niego po prostu to, co czuje serce. Pan Bóg nie potrzebuje ani waszych pochlebstw ani przyrzeczeń, ani wymuszonych zapewnień, On chce tylko waszych serc”.

„Jeżeli wasza wyobraźnia się rozpierzchnie, starajcie się stawić w obecności Bożej. Wolność i synowska miłość nie dopuszczą nigdy, abyście grzeszyli  brakiem czci względem Tego, któremu winni jesteście ją okazywać”.

„Nawet żyjąc w świecie, można doświadczyć tego poufnego przestawania z Bogiem. Wystarczy trochę samotności i codziennej chwili skupienia”.

O. Rafał pragnął, by nie tylko dzieci Karmelu w Polsce praktykowały życie wewnętrzne i modlitwę. Wiedział z własnego doświadczenia, że tym dobrem może się cieszyć wiele osób świeckich i dalszy ciąg naszego opowiadania wykaże, że nie zaniedbał niczego, aby to ułatwić tym, którymi kierował.

[229] Modlitwa za braci prześladowanych, ulotka wydana nakładem hr. Izy Przeździeckiej z aprobatą Kurii: Kraków, 22 XI 1887, w nakładzie 10 tysięcy egzemplarzy. Egzemplarz przechowywany w Archiwum Klasztoru Karmelitanek Bosych w Krakowie (Łobzów).

[230] O. Andrzej Gatzweiler został wybrany przeorem przez kapitułę klasztoru czerneńskiego 24 kwietnia 1882 roku. – APKB, AKC 25, Liber actuum Capituli conventus Czernensis..., k. 20r-v.

[231] Acta Definitorii Generalis O.C.D., vol. 2, dz. cyt.,  s. 162-163.

[232] Por. Św. Teresa od Jezusa, Droga doskonałości, rozdz. 14. Zob. także dekret Kongregacji Zakonników z 7 IX 1909 De quibusdam postulantibus in religiosas familias non admittendas. – AAS, 1(1909), s. 700-701. (p.a)

[233] Wikariat prowincjalny (semiprowincja) austro-węgierski został podniesiony do godności prowincji przez definitorium generalne 21 XI 1882 roku. Tego samego dnia definitorium wybrało prowincjałem o. Serapiona Wenzel, dotychczasowego wikarego prowincjalnego. – Acta Definitorii Generalis O.C.D., vol. 2, dz. cyt., s. 170.

[234] Dokument nominacji w: APKB, AŚRK 2, Documenta originalia..., nr 38.

[235] Acta Definitorii Generalis, dz. cyt., s. 171-172. Wyborów dokonano na sesji 30 XI 1882. Na dokumentach nominacyjnych wpisano datę 29 XI 1882. – Zob. APKB, AŚRK 2, Documenta originalia, 38.

[236] List 451, do m. Joanny Pollet, Czerna, 22 XII 1882.

[237] Mt 5, 18.

[238] Constitutiones Fratrum Discalceatorum, dz. cyt., pars I, I, 7.

[239] Ks. Wincenty Smoczyński (1842-1903), doktor prawa kanonicznego, długoletni proboszcz w Tenczynku k. Krzeszowic, następnie prepozyt parafii św. Floriana w Krakowie, organizator polskiej pielgrzymki do Rzymu z okazji złotego jubileuszu kapłaństwa Leona XIII (1888). Był bliskim przyjacielem św. Rafała.

[240] List 137, do matki, Irkuck, 20 VI 1870.

[241] Bł. Rafał Kalinowski, Świętymi bądźcie! , dz. cyt., 32, 1.

[242] O. Bartłomiej Díaz de Cerio przez wiele lat był spowiednikiem św. Rafała Kalinowskiego i często towarzyszył mu w podróży. (p.a.)

[243] [O. Bartłomiej od św. Teresy], Les vertus religieuse du P. Raphaël dans l’étude de la perfection et dans l’esprit particuliere de sa vocation, w: APKB, AŚRK 44, k. 325r-326v. Zdanie przytoczone przez autora nie jest cytatem z tekstu o. Bartłomieja, ale bardzo ogólnym streszczeniem jego myśli.

[244] Ga 2, 20.

[245]Błogosławieni, którzy wprowadzają pokój... Błogosławieni czystego serca, albowiem oni Boga oglądać będą”. – Mt 5, 8-9. (p.a.)

[246] Św. Teresa od Jezusa, Droga doskonałości, 26, 1, w: Dzieła, t. 2, tłum. bp H.P. Kossowski, wyd. 3, Kraków 1987.

[247] Św. Teresa od Jezusa, Księga życia, 11, 6n, w: Dzieła, t. 1, wyd. cyt.

[248] Św. Teresa od Jezusa, Twierdza wewnętrzna, w: Dzieła, t. 2, wyd. cyt.

[249] Ps 132(131), 14.

[250] Nie udało się zidentyfikować tego cytatu.

[251] Chodzi o kościół karmelitanek bosych w Przemyślu, pokryty polichromią przez Tadeusza Popiela (1902). M. Anna Kalkstein tak o tym pisze: „Ojciec przybył do nas w przejeździe; wiedziałam naprzód, że sam ze siebie nie zechce pójść oglądać tę pracę pana Popiela, poprosiłam więc jednego z naszych kapłanów, by mu to zaproponował i z nim poszedł, ale Ojciec mu odmówił: «Boję się popełnić niedoskonałości jakiej, gdybym to widział»”. – APKB, AŚRK 92, Sł.B. Rafał Kalinowski. Relacje, k. 165v. Por. również listy do m. Anny Kalkstein, przeoryszy przemyskiej: 1322 (Wadowice, 18 II 1902) i 1341 (Wadowice, 1 VI 1902).

[252] O. Bartłomiej Díaz de Cerio.

[253] Nad wejściem do kościoła w Czernej umieszczono napis: „Ipse Deus locum secretum quaerit. O beata solitudo, o sola beatitudo”.

[254] [O. Bartłomiej od św. Teresy], Les vertus religieuse du P. Raphaël dans l’étude de la perfection et dans l’esprit particuliere de sa vocation, APKB, AŚRK 44, k. 326r i 325r. Cytat o. Bouchaud’a powstał z trzech fragmentów tekstu o. Bartłomieja.

[255] Por.: APKB, AŚRK 173, Nauki i przestrogi W.O. Rafała, s. 4.

[256] Hieronim od Matki Bożej (Gracián, 1545-1614), w 1570 przyjął święcenia kapłańskie, w 1573 złożył śluby zakonne w Pastranie, był najbliższym współpracownikiem św. Teresy od Jezusa; z powodu konfliktu wśród karmelitów bosych o kierunek reformy terezjańskiej, w 1892 został zmuszony do opuszczenia zakonu. Zmarł jako karmelita dawnej obserwy.

[257] O. Jan Bouchaud odsyła do swojej kompilacji: Nauki i przestrogi W.O. Rafała, 40, w: APKB, AŚRK 173, s. 32. Por. B. Froissart OCD, Święty Jan od Krzyża, tłum. karmelitanki bose, Kraków 1982, s. 295-296.

[258] Autor przesadził. Znamy 12 listów z czasu między obłóczynami o. Rafała a 21 maja 1880 roku, czyli datą przyjazdu do Czernej o. Jana Bouchauda.

[259] O. Jan Bouchaud odsyła do swojej kompilacji: Nauki i przestrogi W.O. Rafała, 60, 69, w: APKB, AŚRK 173, s. 36, 45. Autor nigdy nie podaje, z jakiego tekstu o. Rafała pochodzi cytowane zdanie.

[260] Konferencje o. Ferdynanda od Matki Bożej (Wuillaume, 1847-1913) były drukowane w formie dwukartkowych ulotek pod wspólnym tytułem „Union au Coeur de Jésus dans L’Eucharistie. Résumé de l’instruction du R.P. Ferdinand, Carme Déchaussé  à la Chapelle des Carmes (Passy)”. W zbiorach o. Bouchauda (APKB, AŚRK 173) zachowały się cztery ulotki: decembre 1891, janvier 1892, mars 1892 i octobre 1893). Cytowane tutaj teksty pochodzą z pierwszych trzech konferencji, najwięcej z trzeciej. Cytaty nie zawsze są dokładne. Z konferencji tych korzystał o. Rafał przygotowując nauki dla zakonnic i zakonników, stąd wspomniane przez o. Bouchauda podkreślenia i zakreślenia.

[261] Św. Jan od Krzyża, Słowa światła i miłości, 99, w: Dzieła, tłum. B. Smyrak OCD, wyd. 5, Kraków 1995, s. 109.

[262] Św. Teresa od Jezusa, Księga życia, 8, 5, w: Dzieła, t. 1, wyd. cyt., s. 168.

[263] Jest to swobodne streszczenie myśli św. Jana od Krzyża: „Łaska Boża, jak czuła matka, czyni to samo z duszą, gdy ją już odrodzi gorącością i zapałem w służbie Bożej. (...) Albowiem tutaj Bóg podaje duszy swą pierś tkliwej miłości, jak niemowlęciu (1 P 2, 2-3)”. – Noc ciemna, I, 1,2, w: Dzieła, wyd. cyt., s. 410.

 

Powiększ napisy:

 
Joomla 1.5 Templates by Joomlashack