|
[Nowicjusz]
16 lipca 1877 roku, w uroczystość Najśw. Maryi Panny z Góry Karmel, Józef Kalinowski, wychowawca księcia Augusta, przybył do Grazu, gdzie znajdował się nowicjat prowincji austro-węgierskiej karmelitów bosych i pokornie prosił o habit Reformy Terezjańskiej. Nie czynił tego, jak czytamy w jego listach, aby dokonać odnowy Karmelu w Polsce, ale wyłącznie, aby pokutować za własne grzechy. Miał wówczas 42 lata.
Od roku przeorem klasztoru był w.o. Gabriel od Zwiastowania, podprzeorem zaś i magistrem nowicjuszów był w.o. Terezjusz od Narodzenia Pańskiego. To właśnie jemu, wykształconemu i doświadczonemu, Bóg powierzył kierownictwo duchowe i formację zakonną naszego postulanta. Karmelici ostrożnie przyjmują do nowicjatu; odmawiają przyjęcia zarówno tym, którzy mogliby zaszkodzić zakonowi, jak i tym, po których nie można się spodziewać niczego dobrego. Rozwój bowiem zakonu nie zależy od liczby zakonników, lecz od ich zdolności i cnót. Z tego powodu kandydaci przed przyjęciem są surowo egzaminowani; od takiego egzaminu nie był również zwolniony Józef Kalinowski. Badaniu podlega przede wszystkim osoba samego kandydata, ponadto jego rodzina i cały okres życia spędzony w świecie. Wprawdzie Kalinowski nie cieszył się żelaznym zdrowiem, za to jego dusza – dzięki wytrwałej pracy – była mocna i bogato wyposażona w skarby prawdziwej wiedzy i cnoty. Jego jedynym pragnieniem było poświęcić te skarby całkowicie i na zawsze ku chwale Najśw. Dziewicy z Góry Karmel. „Błogosławiąc rękę Boga – pisał w tym czasie – która mię zaprowadziła pod gościnny dach synów Najśw. Maryi Panny, nic mi nie pozostaje, jak poświęcenie się Bogu bez zastrzeżeń i trwanie przy Jezusie Chrystusie przez resztę moich dni, by móc Go wysławiać po śmierci”. W takiej sytuacji egzamin nie trwał długo i o. Terezjusz dziękował Bogu za tak cenne powołanie. Ponieważ rodzina kandydata należała do najbardziej szanowanych na Litwie, również z tej strony nie było żadnych trudności. Problem nastręczały długie lata spędzone poza Wilnem, w Horkach, Petersburgu, Kursku, Brześciu Litewskim, czas udziału w kierowaniu powstaniem 1863 roku, na Syberii, w Permie, w Smoleńsku... Postanowienia papieskie i Konstytucje zakonu wymagały dokładnych informacji na temat kandydata, czy nie popełnił on jakiegoś ciężkiego przewinienia, czy nie zaciągnął zobowiązań, które jeszcze na nim ciążą... Papież Pius IX, bardzo zatroskany o dobro i godność zgromadzeń zakonnych, zobowiązał biskupów do dostarczenia tego rodzaju informacji. Należało więc zwrócić się do arcybiskupów w Wilnie i Mohylowie z prośbą o przeprowadzenie badania i przysłanie tzw. litterae testimoniales. Niekiedy biskupi odpowiadali, że kandydat jest im nieznany i dlatego nie mogą udzielić żadnej informacji na jego temat. Taka była prawdopodobnie odpowiedź arcybiskupa mohylowskiego. W takim przypadku kandydat mógł otrzymać habit dopiero po trzymiesięcznej próbie. Dlatego też Kalinowski został przyjęty do nowicjatu dopiero pod koniec listopada 1877 roku.
W czasie tych czterech miesięcy oczekiwania żył jak nowicjusz. Poświęcał czas studium, modlitwie, nawiedzeniom Najświętszego Sakramentu... Czytał Regułę i Konstytucje Zakonu Karmelitańskiego, aby sprawdzić, czy podoła ich wymaganiom. Mógł się obawiać o swoje zdrowie, ale liczył na pomoc miłosierdzia Bożego. „To opieka Bożej Opatrzności sprawia – pisał do ojca – że w każdej sytuacji człowiek może korzystać ze środków dobroci i miłosierdzia Bożego, jakie On udziela każdemu z nas. Módlcie się w mojej intencji, moi kochani Rodzice i moi bardzo drodzy Bracia i Siostry”. W tym samym liście przesyła pogrążonej w żałobie rodzinie słowa pociechy i współczucia z powodu śmierci jednej z córek brata: „Wyobrażam sobie boleść Karola i wszystkich osób z Hrozowa, Hrozówka i Musicz. Oby Bóg sprawił, żeby ta śmierć nie była dla nikogo z nas stratą Anielci, ale tylko chwilową rozłąką, po której będziemy mogli spotkać się z nią w niebie, gdzie pewnie cieszy się już obecnością Jezusa Chrystusa. Należy modlić się do niej za nas i pocieszać jej ojca, którego ściskam serdecznie podzielając jego ból”. Z doświadczenia wiedział, że prawdziwe szczęście polega na posiadaniu Boga i pragnął, aby ono stało się udziałem tych, których kochał. Aleksander mieszkał w Petersburgu, gdzie Baltazar z radością udzielił mu gościny. Nasz postulant myślą był z najbliższymi, kochał ich i pragnął dzielić się z nimi dobrami, które stały się jego udziałem w modlitwie i Komunii św. W cytowanym liście pisał do ojca: „Aleksander opuszcza więc Hrozów, by osiedlić się w Petersburgu, korzystając z gościnności Baltazara, którego szlachetne i wdzięczne serce nie przestaje Wam okazywać prawdziwej, synowskiej miłości. – Nie pozostaje nam nic więcej, jak prosić Boga, by mu wynagrodził jego dobrodziejstwa, ubogacając jego cnoty darem pobożności i udzielając mu łaski korzystania ze skarbów złożonych w łonie świętej matki naszej Kościoła, jedynej drogi dojścia do Boga przez praktyki religijne, czerpiąc w świętych sakramentach Boże łaski spływające z Męki naszego Odkupiciela”.
Opuszczając na zawsze tych, których kochał, Józef pragnął ich zapewnić o swoim stałym przywiązaniu; pamiętał o wszystkich: o rodzicach, braciach, siostrach, przyjaciołach z sąsiedztwa, Warszawy, Smoleńska, Petersburga i Syberii. Szczególnie bliską mu była pamięć swego dobrodzieja, czcigodnego proboszcza z Irkucka ks. Krzysztofa Szwermyckiego i Feliksa Zienkowicza, który ciągle mieszkał na plebanii. „Zechciej napisać do czcigodnego ojca Szwermickiego – prosił ojca – że otrzymałem od niego ostatni list z 26 sierpnia, że proszę Boga, aby go obdarzył wszelkimi potrzebnymi łaskami w zamian za wszystkie dobrodziejstwa, jakie czcigodny ojciec mi świadczył. Proszę usilnie o. Krzysztofa, żeby zechciał odebrać od Feliksa Historię Anglii, napisaną przez Macaulay’a (Historia ta, którą dałem Feliksowi, zawiera zdania nieprzychylne naszemu świętemu Kościołowi.) i spalił wszystkie tomy. Niech nie mówi o tym nic Feliksowi. Postaram się dla niego o lepszy podarunek. To polecenie jest dla mnie sprawą sumienia. Niech czcigodny ojciec zechce je spełnić, a Feliks, po dokonanym fakcie, nie będzie miał najmniejszego żalu, owszem, z pomocą łaski Bożej, będzie miał powód do dojrzałej refleksji na temat obowiązków pobożności. Tak się to dzieje, mój kochany Ojcze, że po tylu staraniach podejmowanych dla mnie w przeszłości, jeszcze teraz musisz trudzić się z mego powodu. – Śpieszę teraz na nawiedzenie Najśw. Sakramentu i prosić będę, mimo swojej niegodności, Jezusa Chrystusa za Ciebie, Ojcze i za wszystkich Waszych i moich.
Z miłością całuję Twoje ojcowskie ręce i polecam się Twojej dobroci nigdy niewyczerpanej. – Zechciejcie, moich kochani Rodzice, udzielić mi Waszego błogosławieństwa i serdecznie uściskajcie Karola i jego dzieci, a także Aleksandra, Emilię i Marię. Wasz niegodny i pełen szacunku syn Józef. Serdeczne pozdrowienia dla pani Sabiny (żony Karola – przypis autora)...”.
Był to list pożegnalny Józefa do rodziców w chwili opuszczenia świata. Rozstanie to było bolesnym doświadczeniem dla całej rodziny, zwłaszcza dla jego czcigodnego ojca, który go szczególnie kochał. Aby mu nieco osłodzić jego smutek, nasz postulant posłał mu następujący fragment z listu s. Marii Ksawery [Czartoryskiej]: „Nie ma na świecie szczęścia równego temu, jakie daje życie zakonne. Proszę czytać autobiografię św. Matki Teresy. Codziennie przed Najśw. Sakramentem prosimy Boga, aby się spełniła wola Boża na ziemi, jak w niebie. Codziennie w czasie oktawy (św. Teresy) nasza m. przeorysza ofiaruje w intencji Pana Komunię św. własną i całego zgromadzenia”. „Kiedy przepisuję te słowa, aby moi kochani Rodzice mogli poznać wielkie dobrodziejstwa, jakie otrzymałem od Boga i pomocy, aby mnie wyrwać z mojej nędzy, nie mogę powstrzymać się od wołania: «Zmiłowania Pańskie na wieki wyśpiewywać będę – Misericordias Domini in aeternum cantabo»”.
Miesiąc później o. magister powiadomił postulanta, że ma przygotować się do obłóczyn. Nadszedł wreszcie dzień, o którym Józef marzył od trzynastu lat. O. magister dał mu książkę, która miała mu pomóc w tym przygotowaniu. „Najpierw przez określony czas, czytamy w tej książce, będzie rozważał o zbliżającej się śmierci, która dopełni się w akcie obłóczyn; dobrze będzie, jeżeli uznając się za baranka, który ma być wkrótce zabity na ofiarę Bogu, z wielką żarliwością będzie się modlił:
„Najłaskawszy Boże, pragnę tej szczęśliwej śmierci, bym umarł sobie przez wyniszczenie swoich zmysłów i żył szczęśliwie dla Ciebie, ponieważ tylko w ten sposób stanę się ofiarą całopalną.
Pragnę kierować się jedynie Twoją wolą i będąc posłusznym nawet w najdrobniejszych sprawach, składam Ci w ofierze mój rozum i moją wolę przez praktykę ślubu posłuszeństwa, najdoskonalszego ze ślubów.
Pragnę odrzucić wszelką przyjemność cielesną i zmysłową i prowadzić życie surowe, aby Ci ofiarować moje ciało przez praktykę ślubu czystości.
Pragnę odrzucić daleko od siebie wszelkie dobra i zaszczyty tego świata, a poślubiając chrześcijańskie ubóstwo, do którego należy panowanie nad światem, ofiarować Tobie wszystkie dostatki doczesne.
Ponieważ ta ofiara mistyczna wymaga serca żarliwego i szerokiego, pragnę, najłaskawszy Boże, zamknąć w sobie najmilsze Ci serca Twojego Jedynego Syna, Najświętszej Dziewicy Maryi, aniołów i ludzi i ofiarować je razem z moim sercem na ofiarę, którą wkrótce mam złożyć dla Twojej wiecznej chwały; co, według mojej mocy, z jak największą czcią wykonać obiecuję.
Najłaskawszy Boże, któremu wszystko zawdzięczam, z miłości ku Tobie wyrzekam się wszystkich grzechów mojego dotychczasowego życia i mocno postanawiam służyć Ci zawsze i we wszystkim.
Przyjmij, najłaskawszy Boże, tę ofiarę moich najlepszych pragnień: a więc ofiaruję mój umysł i wolę, abyś nimi rządził, ciało moje poddaję ostrości życia dla jego poskromienia, ze wzgardą odrzucam dostatki tego świata, abym przez tę troistą ofiarę otrzymał prawdziwą wolność serca, której pragnę.
Nie chcę niczego znać, niczego chcieć, jak tylko Ciebie, abym był posłuszny; pragnę kochać tylko Ciebie, abym był czysty; chcę posiadać i pragnąć tylko Ciebie, abym był bogaty będąc ubogim.
Proszę Cię, najłaskawszy Boże serca mojego, abyś mnie uważał za swojego niewolnika; nie dopuść, proszę przez Krew Twojego Syna, abym odstąpił od doskonałości tego Zakonu.
A Ty, Panno Przeczysta, najwierniejsza obrono tego Zakonu, który się cieszy Twoją opieką, zalicz mnie, proszę, do grona Twoich synów, do których pragnę należeć, składając śluby Tobie, jak też najmilszemu Bogu i Synowi Twojemu”.
W przytoczonych modlitwach nasz postulant znalazł wierne echo tych uczuć, które napełniały jego serce i które wyraził w liście do ojca z 2 października: „Błogosławiąc rękę Boga, który mię zaprowadził pod gościnny dach synów Najśw. Maryi Panny, nic mi nie pozostaje, jak poświęcenie się Bogu bez zastrzeżeń i trwanie w łączności z Chrystusem przez resztę moich dni...”.
26 listopada, po nieszporach, wspólnota klasztorna z Grazu, ubrana w białe płaszcze, zgromadziła się w chórze zakonnym. O. przeor, również w białym płaszczu, z nałożoną na nim białą stułą, usiadł na fotelu przed ołtarzem, po stronie lekcji. Po chwili milczenia wszedł o. magister w towarzystwie pana Kalinowskiego, jeszcze w ubraniu świeckim, chociaż już z wystrzyżoną tonsurą i w sandałach nałożonych na bose stopy, niosącego habit karmelitański, w który miał być obleczony. Postulant przyklęknął przed Najśw. Sakramentem, następnie pokornie ukląkł przed przeorem, który zwrócił się do niego z pytaniem: „O co prosisz?”. Kalinowski odpowiedział: „O miłosierdzie Boże, ubóstwo zakonne i towarzystwo braci”. Następnie przeor w krótkiej nauce przedstawił kandydatowi zadania zakonu, jego surowy styl życia, konieczność prowadzenia życia świętego aż do śmierci, po czym ponownie zwrócił się do niego z pytaniem: „Czy chcesz wytrwać w Zakonie aż do śmierci?”, na które on odpowiedział: „Ufając miłosierdziu Bożemu i modlitwom braci, chcę”.
Zakonnicy powstali, a przeor rozpoczął modlitwy: „Bóg, który cię przyprowadził do nas, on sam niech cię umocni. Prosimy Go o to przez naszego Pana Jezusa Chrystusa”. Gdy Józef zdejmował ubranie świeckie, przeor prosił Boga, by go uwolnił od niedoskonałości i obdarzył łaską prowadzenia nowego życia na wzór Jezusa Chrystusa; przez wstawiennictwo Najświętszej Dziewicy prosił Boga Trójjedynego, aby spojrzał na niego łaskawym okiem, obdarzył go łaską wytrwania w praktyce cnót zakonnych, pokory, ubóstwa, czystości, posłuszeństwa i miłości braterskiej. Nakładając habit zakonny, przeor prosił Boga, aby ozdobił duszę Józefa wszystkimi cnotami i doprowadził go do świętości. Przepasując go pasem, powtarzał słowa Chrystusa, skierowane do Piotra: „Gdy byłeś młodszy, opasywałeś się sam i chodziłeś, gdzie chciałeś. Ale gdy się zestarzejesz, wyciągniesz ręce swoje, kto Inny cię opasze i poprowadzi, dokąd nie chcesz”. Podając mu szkaplerz, mówił: „Przyjmij słodkie i lekkie jarzmo naszego Pana Jezusa Chrystusa”. Kiedy nakładał Józefowi biały płaszcz, wezwał go, aby na wzór Baranka bez skazy, prowadził życie czyste. Wreszcie pokropił nowicjusza wodą święconą, prosząc Boga, aby mu błogosławił, obdarzył łaską wytrwania w gorliwym praktykowaniu cnót zakonnych, aby zasłużyć sobie na życie wieczne. Potem nowicjusz wstał i na znak duchowej śmierci starego człowieka, położył się krzyżem przed ołtarzem, podczas gdy zgromadzenie śpiewało hymn Veni Ceator. Po skończonym śpiewie przeor modlił się do Boga o potrzebne łaski dla nowicjusza, o siłę i pociechę w odważnej walce na ziemi z nieprzyjaciółmi zbawienia, aby po śmierci mógł otrzymać koronę obiecaną zwycięzcom; na koniec jeszcze raz pokropił go święconą wodą.
Nowicjusz, podniesiony przez magistra, podszedł do ołtarza, ucałował go pobożnie, wyrażając w ten sposób swoją miłość i gorliwość z jaką podejmuje życie w Karmelu. Następnie ponownie ukląkł przed przeorem, pocałował go w rękę na znak, że odtąd pragnie, aby jego ręka kierowała odtąd wszystkimi jego krokami i wymienił z nim braterski uścisk. Potem w towarzystwie magistra podchodził do poszczególnych zakonników, wymieniając z każdym braterski pocałunek. W tym czasie zakonnicy śpiewali psalm „Ecce quam bonum... – Oto jak dobrze i jak miło, gdy bracia mieszkają razem”. Po zakończeniu tej wzruszającej ceremonii zakonnicy wyszli z chóru, a o. przeor poinformował, że pan Józef Kalinowski odtąd będzie się nazywał brat Rafał od św. Józefa. W ten sposób rozpoczął on swój roczny nowicjat.
Czas nowicjatu był przeznaczony wyłącznie na zapoznanie się i wcielanie w życie Reguły i Konstytucji zakonu. Cała Reguła i Konstytucje dają się sprowadzić do dwóch zasadniczych punktów: kontemplacji, która zajmuje główne miejsce, i działania, którego celem jest przede wszystkim zbawienie bliźniego. Nowicjusze karmelitańscy poświęcają swój czas przede wszystkim ćwiczeniom życia kontemplacyjnego, tak mało znanego i tak mało cenionego przez ludzi tego świata, a przecież tak bardzo wartościowego, ponieważ jest ono udziałem w życiu samego Boga, ponieważ takie życie prowadzą aniołowie i święci i ono będzie naszym udziałem przez całą wieczność, jeżeli nie chcemy pójść do piekła. Polega ono na kontemplowaniu Boga, oglądaniu Go, kochaniu i posiadaniu przez poznanie i miłość. „Zobaczymy Go, mówi św. Augustyn, będziemy Go kochali, będziemy Go posiadali”, i na tym posiadaniu najwyższego Dobra polega prawdziwe szczęście. Bóg siebie widzi i kocha przez wieczność całą i to jest Jego szczęściem wiecznym i nieskończonym. Aniołowie i święci oglądają Go twarzą w twarz i na tym polega ich szczęście. Stąd również na ziemi nie ma szczęścia porównywalnego do szczęścia, które jest udziałem dusz uprzywilejowanych, których życie upływa przede wszystkim na kontemplacji Boga, na miłowaniu Go i wysławianiu; wielkość ich szczęścia zależy od doskonałości ich kontemplacji.
Jak jednak osiągnąć tę doskonałą kontemplację? Chrystus powiedział nam w Ewangelii: „Błogosławieni czystego serca, albowiem oni Boga oglądać będą”. Dusza splamiona grzechem jest podobna do pięknego kryształu, pokrytego grubą warstwą sadzy, której nie może przeniknąć światło boże, konieczne do poznania Boga. Najpierw trzeba się obmyć we łzach szczerej pokuty; dokonuje się to w czasie modlitwy, gdy rozważamy wielkość i złość grzechu, pożałowania godne skutki, jakie przyniósł ludzkości, to jest śmierć, potępienie wieczne i wreszcie niewymowne cierpienia naszego Zbawiciela dla zadośćuczynienia za nie. Nie wystarczy odpokutować za grzechy; trzeba się zabezpieczyć przed nowymi upadkami, unikając okazji i zdecydowanie je wykorzeniając; unikać świata, żyjąc, na ile to możliwe, na samotności i w milczeniu; pilnie badać zakamarki swojej duszy, aby dobrze poznać ukryte tam wady i złe skłonności, które nas pociągają ku zwodniczym powabom tego świata i są przyczyną naszych upadków; bezlitosne rozprawienie się z tym wszystkim, co te wady utrzymuje przy życiu przez wspaniałomyślne i ciągłe umartwienie złych skłonności i przez praktykę przeciwstawnych im cnót. Gdy nowicjusz wytrwale pracuje nad tym, by odzyskać i utrwalić czystość swego serca, światło ogarnia jego duszę, odkrywa w niej Boga w Jego nieskończonej doskonałości, miłość Boża rozpala go i rodzi się w nim pragnienie, by wszyscy ludzie Boga poznali i kochali. Zwraca się do Boskiego Zbawiciela z błaganiem o łaskę nawrócenia dla nich, aby mogli być uczestnikami jego szczęścia; pragnie cierpieć i być upokarzany; z wielką żarliwością modli się o chwałę Bożą i zbawienie dusz. Bóg, widząc jego dobrą wolę, poddaje go próbom, które jeszcze bardziej oczyszczają jego duszę, pomnażają zasługi i są zapowiedzią nowych, doskonalszych darów. Takie było życie naszego br. Rafała od św. Józefa w ciągu roku nowicjatu. Ostatecznie i na zawsze opuścił świat. Był zupełnie sam w maleńkiej celi klasztornej, o której marzył od trzynastu lat, to znaczy od roku swego nawrócenia; jego dusza drżała z radości i dziękowała Boskiemu Majestatowi, że przez tyle burz przyprowadził ją do tego portu zbawienia. „Któż potrafi opowiedzieć, pisze o. Bartłomiej, jak bardzo gorliwym był nowicjuszem? Wysokie mniemanie, jakie posiadał o życiu zakonnym, nie pozwoliło mu dostrzec tego wszystkiego, co na pierwszy rzut oka było surowe i nieprzyjemne. Oczywiście, początki zawsze są trudne, ale żarliwa miłość Boga sprawiała, że w tym nowym życiu znajdował tyle uroku, z którym nie mogło się równać szczęście na świecie”. Ćwiczenia i praktyki nowicjackie nie przedstawiały dla niego żadnych trudności; do większości z nich był już przyzwyczajony od dawna. Samotność, milczenie, pokuta, modlitwa były potrzebą jego kontemplacyjnej duszy. Jak to już napisaliśmy gdzie indziej, w czasie podróży przez Syberię, aby mieć czas na modlitwę, wymykał się potajemnie do zimnego pokoju, by tam pozostawać sam na sam z Bogiem. Była to bowiem zima, kiedy temperatura na zewnątrz spadała do czterdziestu stopni poniżej zera. Później, w Usolu, modlił się w czasie ciszy nocnej, kiedy koledzy już spali. Nawet w największych cierpieniach fizycznych i moralnych (o których często wspomina w swoich listach) nie tracił nigdy pokoju wewnętrznego, niezbędnego w życiu modlitwy. Była to nagroda za jego wielką miłość Boga i zjednoczenie z Nim. W nowicjacie znalazł dobro nieocenione, którego na próżno szukał w świecie, a mianowicie pewność, że będąc posłusznym, pełni świętą wolę Bożą, zawartą w postanowieniach Reguły, Konstytucji i poleceniach przełożonych, zgodnie ze słowami Chrystusa, który mówił o przełożonych, kiedy zwracał się do Apostołów: „Kto was słucha, Mnie słucha”. Prawda ta, tak miła dla zakonnej duszy br. Rafała, była podkreślona w Regule karmelitańskiej i szeroko objaśniona w Instrukcjach dla nowicjuszów. Z tego powodu jego szacunek dla życia zakonnego jeszcze bardziej się spotęgował, ponieważ dzięki niemu jego wola była stale zjednoczona z wolą Bożą, a każda z najdrobniejszych nawet czynności była aktem miłości Boga, zasługującym na życie wieczne. Każdy dzień stawał się ofiarą całopalną, spalaną na ołtarzu jego serca przez ogień Bożej miłości.
Kwadrans przed północą brat konwers, który czuwał na adoracji Najśw. Sakramentu, budził zgromadzenie i dzwonił na dzwonku nowicjackim. Nowicjusze zrywali się z łóżek, najgorliwszy z nich wybiegał na korytarz, klęcząc trzykrotnie uderzał kołatką, mówiąc głośno: „Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus i Jego Matka Dziewica. Na modlitwę, bracia, wstawajcie, na chwalenie Pana!”. Wiemy, że br. Rafał rywalizował w tym z szesnastoletnim br. Pawłem od Najśw. Serca. W kaplicy nowicjackiej bracia w milczeniu i skupieniu przygotowywali się do oficjum: „Panie, mój Boże, pragnę Cię wysławiać ze wszystkich moich sił i wzywam całe stworzenie, aby razem ze mną chwaliło Ciebie, łącząc się z uwielbieniami aniołów i świętych w niebie i na ziemi. Moją modlitwą chcę również oddać chwałę Tobie, najłaskawsza Królowo nieba”. O północy, na głos dzwonu, wszyscy udawali się do chóru odmawiając na przemian psalm Miserere. Oficjum o północy trwało pięć kwadranse, po jego zakończeniu nowicjusze wracali do swojej kaplicy, gdzie po krótkiej modlitwie w milczeniu magister odmawiał z nimi Litanię loretańską, po czym udawali się na spoczynek, który trwał do porannej medytacji. Przed położeniem się do łóżka przygotowywali temat porannego rozmyślania. Żadne inne myśli nie powinny w tym czasie zaprzątać ich umysłu. Poranna modlitwa rozpoczynała się o godzinie piątej, potem recytowali prymę i tercję, a o godzinie 6.30 wracali do swoich cel. Robili krótki rachunek sumienia ze swojej modlitwy, notowali dobre myśli, zesłane im przez Boga, ponawiali dobre postanowienia. Następnie udawali się na mszę św. do kaplicy nowicjackiej. Po śniadaniu magister wyznaczał im prace fizyczne, a resztę wolnego czasu przed oficjum spędzali w celi na przeżywaniu obecności Bożej, studium, modlitwie, czytaniu duchowym. Obiad poprzedzały seksta, nona i rachunek sumienia w chórze, gdzie wracali również po rekreacji dla nawiedzenia Najśw. Sakramentu, po czym udawali się do cel na sjestę. Nieszpory recytowali razem ze zgromadzeniem, natomiast różaniec i modlitwę za papieża odmawiali w swojej kaplicy. Tam też słuchali nauki magistra o życiu zakonnym, po której miała miejsce nowicjacka kapituła win, w czasie której klęcząc kolejno oskarżali się z zewnętrznych przewinień przeciw Regule i Konstytucjom. Magister, ćwicząc ich w cierpliwości i pokorze, każdego karcił, nie oszczędzając miłości własnej swoich wychowanków. Dotyczyło to również br. Rafała od św. Józefa, o czym napisał jeden z naocznych świadków: „W nowicjacie zawsze podziwiałem jego pokorę. W czasie karcenia win magister za drobiazgi upokarzał go w obecności młodych nowicjuszów, on natomiast przyjmował te upokorzenia spokojnie, będąc dla mnie wspaniałym wzorem cnoty”. Pokorny nowicjusz przyjmował uwagę uderzając się w piersi i całując ziemię.
Kiedy nie było karcenia win, magister pouczał nowicjuszów, jak zachowywać Regułę, Konstytucje i zwyczaje zakonu, jak umartwiać uczucia, wykorzeniać wady i nabywać cnoty, jak rozmawiać z Bogiem w czasie modlitwy, jak trwać zawsze i wszędzie w Jego obecności, co poleca Reguła, jak wszystko czynić tylko dla chwały Boga i Maryi, Matki Zakonu Karmelitańskiego. Piętnaście minut przed wieczorną modlitwą, na znak kołatki, wszyscy udawali się do cel, aby w milczeniu przygotować temat medytacji wieczornej, która, podobnie jak poranna, trwała godzinę. Po niej miały miejsce kompleta, kolacja i rachunek sumienia. Aby zadośćuczynić za popełnione winy, rozpoznane w czasie rachunku sumienia, i wybłagać u Boga błogosławieństwo dla świata, trzy razy w tygodniu wszyscy brali dyscyplinę śpiewając psalm Miserere. Wspólne modlitwy wieczorne kończyły dzień w klasztorze. Zakonnicy wracali do swoich cel, aby skorzystać z niezbędnego odpoczynku na drewnianych łóżkach.
Po obłóczynach br. Rafał w liście do ojca dzielił się z nim swoją radością. Cenił wielkość dobrodziejstwa otrzymanego od Boga, był jednak również świadom zobowiązań z tego wynikających, dlatego pisał: „Moi najdrożsi Rodzice, uprzedzam Was jeszcze raz, że moja korespondencja będzie bardzo umiarkowana i bardzo rzadka. Nie poddawajcie się niepokojom i powierzcie mnie miłosierdziu Bożemu, umacniając mnie, najdroższy Ojcze, Twym ojcowskim błogosławieństwem”. Prosił ojca, aby napisał w jego imieniu do ks. Fiszera i bpa Borowskiego w Permie i do księcia Augusta w Davos, aby ich powiadomić o jego wstąpieniu do Karmelu i polecić go ich modlitwom. „Nasze życie jest życiem modlitwy, rozmyślań i studium. Nasze akty miłości Boga i miłości bliźniego to modlitwa, która – począwszy od wstania aż do położenia się na spoczynek – towarzyszy wszystkim naszym czynnościom: modlitwy w intencjach Kościoła, za naszych dobrodziejów itd., a także za nas biednych grzeszników! Wielokrotnie w ciągu dnia, ja, tak bardzo niegodny, polecam Was i całą naszą rodzinę miłosierdziu i dobroci Bożej”. Prosił, aby często korzystano z sakramentów świętych, które „przynoszą duszy prawdziwy pokój, podtrzymując ją na drodze zbawienia”. Prosił o to również swego starszego brata Wiktora i przyrodnią siostrę Marię. Wiktor ciągle chorował, dlatego magister pozwolił br. Rafałowi, aby napisał do niego kilka słów pociechy i zachęty. „Dołączam także szczere życzenia zdrowia duszy i aby Bóg udzielił Wam potrzebnych sił do znoszenia trudów naszego doczesnego życia”. Codziennie modlił się w ich intencji i usilnie prosił o modlitwę za siebie, ufając, że mu jej nie odmówią.
W modlitewnym milczeniu br. Rafał zgłębiał przede wszystkim tak radosny dogmat o obcowaniu świętych, którego fundamentem są słowa Chrystusa do Apostołów po udzieleniu im pierwszej Komunii świętej: „Ja jestem krzewem winnym, wy – latoroślami. Kto trwa we Mnie, ten przynosi owoc obfity, ponieważ beze Mnie nic uczynić nie możecie”.
Dusze zjednoczone z Jezusem Chrystusem przez wiarę i miłość są członkami Jego mistycznego ciała i uczestniczą w Jego boskim życiu i we wszystkich łaskach, które nam wysłużył przez swoją mękę i śmierć, jak również w zasługach i modlitwach innych członków Kościoła. Kościół tryumfujący może wspomagać swoimi modlitwami Kościół walczący, a ten ostatni – Kościół cierpiący i wszystkich wierzących na ziemi. To uczestniczenie w życiu Jezusa Chrystusa jest tym większe, a jego skutki tym potężniejsze, im doskonalsze jest zjednoczenie z Chrystusem i im głębsza jest wzajemna jedność wierzących. Takiej właśnie jedności życzył br. Rafał swojemu bratu Wiktorowi i jego żonie Marii. Dlatego usilnie prosił ich, aby możliwie często przyjmowali Komunię św. i modlili w jego intencjach po Komunii św. „Potrzebuję bardzo pomocy modlitewnej, pisał do nich, a kiedyż modlitwa może być gorliwsza i bardziej zasługująca na wysłuchanie przez Boga, jeśli nie po spowiedzi i przyjęciu Ciała Pana naszego Jezusa Chrystusa? Wiktorze i Mario, nie odmawiajcie mi tej łaski! (...) «Chwała Bogu na wysokościach i pokój ludziom dobrej woli!»”.
Dwa miesiące później, 18 marca, przed medytacją wieczorną lektor przeczytał następujący fragment rozważania o. Jerzego od św. Józefa: „Bóg objawia swoją miłość nie tylko obsypując łaskami tych, których miłuje, ale również zsyłając na nich wielkie próby, aby doświadczyć ich wierności. Przyjmij więc Jego świętą wolę i w każdej przeciwności wyobraź sobie, że to do ciebie Pan Bóg mówi te pocieszające słowa, które kiedyś powiedział do św. Matki Teresy od Jezusa: «Wierz mi, córko, że im bardziej mój Ojciec kogoś kocha, tym większe mu zsyła cierpienia, a miarą tych cierpień jest miara miłości. Czyż mogę lepiej okazać ci moją miłość, niż czyniąc cię uczestniczką tego, co wybrałem dla samego siebie?»”. Gdy wybiła godzina wielkich cierpień dla naszego gorliwego nowicjusza, mógł odnieść do siebie te pocieszające i dodające siły słowa. Nazajutrz prosił o. magistra o pozwolenie napisania listu do rodziny, która również została dotknięta cierpieniem, ponieważ była bardzo drogą Bogu. „Najdroższy Ojcze! Biorę za pióro, by pod wrażeniem Twego listu z 7 lutego i wiadomości skreślonych ręką Mamy i Emilii napisać do Ciebie. Proszę Boga, aby raczył ulżyć Twym cierpieniom, a jeżeli w zamiarach swej ojcowskiej Opatrzności nie wysłucha tej modlitwy, nie przestanę Go błagać, aby zechciał uczynić te cierpienia w zjednoczeniu z zasługami Najdroższej Krwi, którą Jezus Chrystus przelał za nas w męce na krzyżu, źródłem zasług dla Ciebie, mój Ojcze ukochany. Dalekie jest od mego serca pragnienie przedłużenia Twych cierpień, lecz czyż nie mogą przynajmniej z pomocą łaski przynieść Ci pociechy?”. Cytuje następnie przytoczone wyżej słowa Chrystusa do św. Teresy i dodaje: „Ta sama święta, widząc swego własnego ojca podlegającego ciężkim boleściom ciała, a nie mogąc w inny sposób przyjść mu z pomocą, nalegała usilnie na niego, by przedstawił sobie, że pomaga Chrystusowi nieść krzyż na Kalwarię. – Oby wstawiennictwo tej świętej u Jezusa, u Maryi Niepokalanie Poczętej, u św. Józefa, którego święto dziś jest obchodzone, pomogło mi w mych prośbach zanoszonych do Boga o łaskę i miłosierdzie”.
Kiedy br. Rafał pisał te słowa, Maria, jego ukochana siostra nie żyła już od dwóch tygodni, a pięć dni później w jej ślady poszedł ojciec. Znamy te szczegóły od ks. Jerzego: „Moja siostra, Maria, urodzona w 1847, zmarła 3 marca 1878 roku, trzy tygodnie przed ojcem, w Hrozowie, gdzie spoczęła na cmentarzu obok niego. Ta święta dusza miała odwagę mężczyzny i wrażliwość kobiety. Maria otrzymała bardzo staranne wychowanie domowe, miała bardzo ładny głos, interesowała się grą na pianinie. W 1874 roku rodzina Rymszów, spokrewniona z Kalinowskimi, zleciła jej wychowanie swoich dzieci; to tam nabawiła się gruźlicy, z którą dzielnie walczyła przez cztery lata. Umarła śmiercią sprawiedliwych, oddając swoją duszę Bogu, którego kochała ponad wszystko. W trumnie jej twarz była czarująco piękna”.
„Mój ojciec bardzo cierpiał przed śmiercią. Jeden z jego przyjaciół uniwersyteckich, Cypryński, w czasie odwiedzin płakał przy jego łóżku. Chory powiedział do niego: «Żal mi kilku drogich mi osób, żal mi ciebie; dzisiaj kolej na mnie, jutro na was». Mój ojciec wyspowiadał się, przyjął Komunię św. i Ostatnie Namaszczenie z rąk o. Rubszy, karmelity trzewiczkowego z Wilna. W 1876 roku ten ojciec był proboszczem w Kopylu, małej wiosce, odległej o 14 km od Hrozowa. Hrozów należał do parafii w Słucku, ale tamtejszy proboszcz w tym czasie był ekskomunikowany, podobnie jak wielu innych w guberni mińskiej za nieposłuszeństwo Stolicy Apostolskiej. Mój ojciec został pochowany obok Marii na cmentarzu, który wznosi się nad Hrozowem. Kiedyś była tam parafia, ale prawosławni zajęli kościół”. Śmierć Andrzeja Kalinowskiego została przyjęta z głębokim żalem na Litwie, Białorusi i Żmudzi, gdzie dawni uczniowie gimnazjum wileńskiego i Instytutu Szlacheckiego znali go i kochali jak ojca. Poeta Antoni Edward Odyniec ułożył epitafium nagrobne dla swego przyjaciela: „Cnotą, nauką, pracą umiał zjednać sobie cześć i miłość za życia, a żal ziomków po śmierci”.
Brat Rafał bardzo przeżył śmierć ojca i siostry Marii; wiara i nadzieja pomogły mu znieść to bolesne doświadczenie, dzięki temu mógł mówić, jak kiedyś po śmierci młodziutkiej siostry Moniki: „(...) czuję się (...) bliżej naszej dzieweczki teraz, aniżeli za jej życia ziemskiego...”. Wierni, którzy umarli w Panu, po śmierci są z Nim głęboko zjednoczeni i w Nim spotykają się z żyjącymi, którzy przez wiarę i miłość również są złączeni z Bogiem.
Przed wstąpieniem do nowicjatu br. Rafał prosił jednego ze swoich przyjaciół o wysłanie do Hrozowa różańców poświęconych przez Ojca świętego. Pisał o tym w cytowanym wyżej liście. Z własnego doświadczenia wiedział, że modlitwa różańcowa jest obfitym źródłem łask i pociechy, dlatego pragnął, aby ją praktykowano również w jego rodzinie. „Odmawianie różańca, pisze w tym liście, jest jednym z najobfitszych źródeł pobożności; jeśli ten podarunek nie dotarł do Ciebie, może ktoś w domu posiada koronkę lub lepiej cały różaniec, byście mogli odmawiać go wspólnie. Rozważanie tajemnic życia Chrystusa, które jest połączone zazwyczaj z odmawianiem Ojcze nasz i Zdrowaś na koronce, pomaga nam jednoczyć się z Jezusem i Maryją, a w tym zjednoczeniu łatwiej znaleźć pociechę i łaski obfitsze. W każdym razie uciekam się do Twego ojcowskiego błogosławieństwa i Twych modlitw. Módl się także, ukochany Ojcze i Wy wszyscy, którzy Go otaczacie, w intencjach Zakonu z Góry Karmel. – Ścisłe zachowanie reguły, miłość i oddanie, jakie ten zakon ma dla Stolicy Świętej, miłość bliźniego, jaka panuje w tym domu zakonnym, gdzie Bóg pozwolił mi znaleźć schronienie, są dla mnie niezwykłymi dobrodziejstwami. Wasze modlitwy będą jałmużnami, które Wy nam czynicie, a my kilka razy dziennie odmawiamy modlitwę Retribuere dignare, Domine, omnibus nobis bona facientibus propter nomen tuum, vitam aeternam. Amen. – W tym miejscu list został przerwany: „Słyszę dzwonek wzywający na błogosławieństwo Najśw. Sakramentem i modlitwę różańcową. Przygotuję się do tego aktu i do modlitwy w Twojej intencji”. Kontynuując list nazajutrz, pisał o atmosferze pobożności, którą oddychał w Karmelu; atmosfera ta pozwalała mu zapomnieć o świecie, czuł się w niej szczęśliwy, mimo oschłości, które zsyłał mu Pan dla oczyszczenia jego duszy. Pisał również o swoich lekturach duchowych i wyrażał żal, że nie mógł podzielić się z ojcem wszystkimi dobrami, jakie z nich czerpał. „Godzinę przeznaczoną na czytanie w celi poświęcam, za pozwoleniem W.O. Magistra nowicjuszów, na lekturę Żywota naszego Pana, napisanego przez św. Bonawenturę. Byłbyś zachwycony, Ojcze ukochany, bogactwami duchowymi i praktycznymi tej książki, napisanej przez autora pod natchnieniem Bożym, z miłości ku Bogu i ku bliźniemu”.
Roczny nowicjat br. Rafała upłynął spokojnie w samotności, milczeniu i świętym skupieniu. Poświęcił go w całości studiowaniu Reguły i Konstytucji Zakonu Karmelitańskiego, lekturze i rozważaniu Żywotu Jezusa Chrystusa, pism św. Teresy od Jezusa i św. Jana od Krzyża, dogłębnemu studiowaniu niebieskiej nauki, zawartej w tych dziełach i praktykowaniu cnót właściwych życiu zakonnemu. W każdym tygodniu nowicjusze wybierają jedną z cnót, w której szczególnie pragną się ćwiczyć. Zwracają uwagę na wadę, uczucie lub pokusę, która jest szczególnie natarczywa i starają się praktykować cnotę przeciwną, jeżeli potrzeba, to i dłużej niż tylko jeden tydzień. Czytają w Instrukcjach dla nowicjuszów rozdział jej poświęcony, możliwie często powtarzają akty wewnętrzne i zewnętrzne tej cnoty, proszą świętych o pomoc w tej pracy. Codziennie rano uzbrajają się w kilka dobrych myśli, pomocnych w nabywaniu wybranej cnoty, ona jest również przedmiotem szczegółowego rachunku sumienia. Ponadto na początku każdego miesiąca nowicjusze podejmują się wspólnie pracować nad nabyciem cnoty, którą o. magister uważa za najbardziej potrzebną w nowicjacie: „Temu, kto w czasie miesiąca, na przykład, najbardziej gorliwie będzie praktykował cnotę cierpliwości, przypadnie piąta część zasług pozostałych nowicjuszów”. Po odczytaniu wyzwania, każdy nowicjusz bierze do celi jego kopię, aby ją stale mieć przed oczyma, o niej pamiętać i w ten sposób pobudzać się do działania. Br. Rafał, który był wzorem posłuszeństwa i systematyczności, korzystał z tej praktyki dla postępu duchowego. W nowicjacie istniał zwyczaj spędzania wolnego czasu od obowiązkowych zajęć w kaplicy przed Najśw. Sakramentem i obrazem Najświętszej Dziewicy. Każdego miesiąca jeden z nowicjuszów miał obowiązek praktykowania szczególnego nabożeństwa do Najśw. Sakramentu i spędzania na adoracji przed tabernakulum czasu, określonego przez o. magistra. Praktyka ta była szczególnie droga br. Rafałowi. Była dla niego obfitym źródłem siły i pociechy i nigdy nie był szczęśliwszy, niż przed Najśw. Sakramentem. Od św. Teresy nauczył się, że w tabernakulum są nasze wszystkie dobra, a aniołowie i święci w niebie niczego więcej nie mają.
W październiku został rozstrzygnięty los naszego nowicjusza. Przez dziesięć miesięcy wiernie wypełniał swoje obowiązki i zwycięsko przeszedł wszystkie próby nowicjackie; ojcowie kapitularni zadecydowali, że może być dopuszczony definitywnie do rodziny Najśw. Maryi Panny z Góry Karmel i złożyć trzy śluby: posłuszeństwa, czystości i ubóstwa, przez które nowicjusz na zawsze zrzeka się własnej woli, własnego sądu i wszystkich dóbr stworzonych, by żyć tylko dla Boga. Br. Rafał przyjął tę szczęśliwą wiadomość z radością i wdzięcznością i myślał już tylko o tym, jak dobrze przygotować się do złożenia uroczystej profesji zakonnej. Aby oczyścić swoją duszę, częściej i z większą gorliwością niż zwykle czynił akty pokuty i miłości. W listopadzie, jeżeli tylko mógł, spędzał czas na samotności i w milczeniu. Jego modlitwy były dłuższe i kilkakrotnie klęcząc przed drzwiami refektarza, prosił wchodzących zakonników o modlitwę.
26 listopada o godzinie 5 po południu zgromadzenie z Grazu ponownie spotkało się w chórze, podobnie jak w dniu obłóczyn, br. Rafał, prowadzony przez o. magistra, podszedł do ołtarza, ukląkł przed w.o. przeorem, włożył swoje ręce w jego ręce i odczytał głośno i wyraźnie formułę profesji: „Ja, brat Rafał od św. Józefa, składam moje śluby i przyrzekam posłuszeństwo, czystość i ubóstwo Bogu, Najświętszej Maryi Pannie z Góry Karmel i Przewielebnemu Naszemu Ojcu Łukaszowi od św. Jana od Krzyża, przełożonemu generalnemu Kongregacji św. Eliasza braci Karmelitów Bosych i jego następcom, według Reguły pierwotnej i Konstytucji tegoż Zakonu do śmierci”. – Potem o. przeor wezwał nowicjusza: „Złóż Bogu ofiarę dziękczynną i wypełnij swe śluby złożone Najwyższemu”, a nowy karmelita odpowiedział: „Moje śluby, złożone Panu, wypełnię przed całym Jego ludem na dziedzińcach domu Pańskiego”. Następnie położył się krzyżem przed ołtarzem, a wspólnota modliła się jak w dniu obłóczyn. Nazajutrz wyjechał do klasztoru w Raab na Węgrzech, aby tam przez studia filozoficzno-teologiczne przygotować się do kapłaństwa.
„Ta myśl pokuty jedynie prowadzi mię do Karmelu i wszelką inną myśl odrzucam. To, com teraz napisał, uważać proszę za dosłowną prawdę i nie szukać w napisanym tylko wyrazu pokory. – Bóg, obecny kiedy to piszę, czyta w sercu moim i widzi, że za mnie, jako za grzesznika przeważnie, modlić się należy”. – List 424, do s. Marii Ksawery Czartoryskiej OCD, Paryż, 9 VII 1877.
Gabriel od Zwiastowania (Josef Gady, 1826-1907), w 1857 roku wstąpił do zakon jako kapłan diecezjalny (wyświęcony 1851), śluby złożył 21 IX 1858 w Grazu. Był także przeorem w Györ (1873-1876). Zmarł w Grazu.
Terezjusz od Narodzenia Pańskiego (Jung, 1824-1906), urodził się na Dolnym Śląsku, w 1850 roku otrzymał święcenia kapłańskie w diecezji wrocławskiej, w 1857 wstąpił do nowicjatu w Grazu, 25 XII 1858 złożył śluby zakonne; przez wiele lat był magistrem nowicjatu w Grazu, dwukrotnie był także przeorem tego klasztoru. Zwolniony z urzędu magistra (1888) z powodu choroby skrupułów, wyjechał do Czernej, gdzie zmarł 10 grudnia 1906 roku.
Por. Constitutiones Fratrum Discalceatorum Congregationis Sancti Eliae Ordinis Beatissimae Virginis Mariae de Monte Carmelo, Rzym 1876, pars II, cap. V, 1.
List 428, do rodziny, Graz, 2 X 1877.
Hory-Horki, miasteczko niedaleko Orszy, gdzie od 1836 roku istniał Instytut Agronomiczny na poziomie uniwersyteckim.
Dekret „Romani Pontifices” z 25 I 1846 roku. (p.a.)
Świadectwo moralności.
List 428, do rodziny, Graz, 2 X 1877. Ten fragment listu pisał 5 października.
Karol Rafał Kalinowski (1841-1886), przyrodni brat św. Rafała, żonaty z Martyną Mierzejewsk, a po jej śmierci (1873) z jej siostrą Sabiną (zm. 1886).
Ojciec Józefa mieszkał w Hrozowie, Karol w Hrozówku, dziadkowie w Musiczach. (p.a.)
Aniela (1870-1877), córka Karola (1841-1896) i Sabiny z Mierzejewskich (zm. 1873).
Aleksander Kalinowski (1851-1920), przyrodni brat Józefa, żonaty z Wandą Drewnowską (1866-1931).
Baltazar Kalinowski, przyjaciel o. Rafała i jego ojca, który był jego opiekunem na Uniwersytecie Wileńskim. Nie był ich krewnym, lecz jak wszyscy uczniowie Instytutu Szlacheckiego, był bardzo przywiązany do swego dobroczyńcy. (p.a.). – Baltazar Kalinowski (ok. 1827.1884), prawnik, ekonomista i publicysta. Aresztowany w 1862 roku za kontakty z Hercenem, został zesłany do Astrachania, skąd przenoszono go do innych miejsc zsyłki. W 1873 roku wrócił do Petersburga.
Józef Szwernicki (Szwermycki, 1812-1894), uczestnik powstania listopadowego, w 1833 roku wstąpił do marianów, gdzie otrzymał imię Krzysztof Maria od Świętych Aniołów; w 1838 otrzymał święcenia kapłańskie. Aresztowany w 1846 roku, w 1849 został zesłany na Syberię, w 1851 objął parafię w Irkucku. Nie skorzystał z pozwolenia powrotu do kraju i pozostał w Irkucku dla niesienia pomocy rodakom.
Feliks Zienkowicz (1843-1910), w czasie powstania był sekretarzem Wydziału Wykonawczego Litwy. Aresztowany w 1863 roku, został skazany na 12 lat ciężkich robót. Katorgę odbywał w Usolu, jako osiedleniec zamieszkał w Irkucku, w 1882 przeniósł się do Rosji Europejskiej, od 1902 mieszkał w Warszawie.
T.B. Macaulay (1800-1859), angielski historyk i polityk. Wydał m.in. Dzieje Anglii od wstąpienia na tron Jakuba II (wyd. pol.: Warszawa 1873-1874), napisane w duchu wigowskiego liberalizmu.
Emilia (1840-1907) i Maria (1848-1878), przyrodnie siostry Józefa.
List ten nie zachował się. Prawdopodobnie cytowany fragment z adnotacją Józefa Kalinowskiego zostały napisane na osobnej kartce, dołączonej do listu z 2 X 1878. Kartka ta nie zachowała się.
Św. Teresa od Jezusa (1515-1582), Hiszpanka, reformatorka karmelitanek i karmelitów bosych, autorka dzieł mistycznych, m.in. autobiografii; 1622 kanonizowana, 1970 ogłoszona doktorem Kościoła.
Jadwiga Wielhorska, w latach 1875-1877 przeorysza klasztoru łobzowskiego.
Ps 89(88), 2 (tłum. Wujka).
„Już mija trzynasty rok od czasu, kiedy Bogu podobało się obudzić we mnie ciągle trwające pragnienie poświęcenia się Jemu w służbie zakonnej”. – List 386, do Marceliny Czartoryskiej, Davos, 15 X 1876.
Joannes a Jesu Maria, Instructio novitiorum, pars IV, cap. V, 4-14.
List 428, do rodziny, Graz, 2 X 1877.
Pytania i odpowiedzi były wymieniane po łacinie.
J 21, 18,
Ps 133(132), 1.
Por. Św. Augustyn, Państwo Boże, XXII, 30: „Tam to odpoczywać będziemy i widzieć; widzieć i kochać; kochać i chwalić” (tłum. ks. Wł. Kubickiego).
Mt 5, 8.
Bartłomiej od św. Teresy (Díaz de Cerio, 1850-1927), Hiszpan z prowincji akwitańskiej, w 1880 przyjechał do Czernej, 1900-1903 był przełożonym w Wadowicach, 1903-1906 przeorem w Czernej; w 1913 wyjechał do Francji; zmarł w Avon.
[O. Bartłomiej od św. Teresy], Les vertus religieuse du P. Raphaël dans l’étude de la perfection et dans l’esprit particuliere de sa vocation, APKB, AŚRK 44, k. 325r.
„Do jakiegokolwiek bądź ściślejszego zajęcia trudność tu jest niezmierna dla braku samotności, gwar i rozprawy są tak ciągłe i głośne, że dla poważniejszej pracy i rozmyślań rzadko znaleźć godzinę we dnie, trzeba ich szukać w nocy, co też i robię”. – List 75, do rodziny, Usole, 31 XII 1865/12 I 1866.
Łk 10, 16.
Joannes a Jesu Maria, Instructio novitiorum, pars 2, cap. VI; pars 4, cap. 1. (p.a.)
Paweł od Najśw. Serca Jezusa (Josef Derflinger), ur. w 1862, śluby złożył 17 VIII 1879, święcenia kapłańskie otrzymał w 1884 roku.
Joannes a Jesu Maria, Disciplina claustralis, Praga 1717, cap. 3, s. 9.
„Praesertim in novitiatu, ubi p. magister (Teresius) eum ad virtutis exercitium coram me, novitio vix ingresso, tantopere humiliavit (ob imbecillitates memoratu vix dignos), ut ob animi tranquilitatem, cuius testis fui, virtutis excellentissimae exemplar mihi fuerit impressum. Similiter charitatem fraternam (praesertim Jaurini) semper admiratus sum”. List o. Pawła od Serca Jezusa do o. Jana Bauchauda, Budapeszt, 19 XI 1907. – APKB, AŚRK 44, k. 113r.
Ks. Michał Fiszer (ur. ok.1827, zm. po 1907), aresztowany w roku 1861 i wywieziony do guberni permskiej, skąd zesłany na Sybir. W 1871 roku pozwolono mu wrócić do Permu, gdzie zamieszkał przy kaplicy katolickiej. Od końca 1862 roku mieszkał przy bp. K. Borowskim, z którym w 1882 roku wyjechał do Płocka.
Kasper Borowski (1802-1885), profesor Akademii Duchownej w Wilnie i Petersburgu, od 1848 biskup łucki i żytomierski; za obronę Kościoła przed rusyfikacją został zesłany do Petersburga (1869), po ułaskawieniu w 1882, w 1883 został przeniesiony na biskupstwo płockie.
August Franciszek Czartoryski (1858-1893), książę, syn Władysława, salezjanin, sługa Boży; w latach 1874-1877 wychowanek Józefa Kalinowskiego.
Davos, miejscowość uzdrowiskowa w Szwajcarii.
List 429, do rodziców, Graz, 2 I 1878.
Wiktor Kalinowski (1833-1880), żonaty z Marią (Masią) z Gruszeckich (zm. 1900).
List 430, do Masi i Wiktora Kalinowskich, Graz, 4 I 1878.
J 15, 5.
Łk 2, 14. – List 430, do Masi i Wiktora Kalinowskich, Graz, 4 I 1878.
Georgio a S. Josepho OCD, Geistliches Morgen- und Abendbrot, Bd. 1-2, wyd. nowe, Reisach 1865-1867 (Chleb powszedni, wyd. 1, t. 1-2, Kraków 1959). Cytowanego tu fragmentu nie udało się zidentyfikować.
Św. Teresa od Jezusa, Sprawozdania duchowe, 36, 1, w: Dzieła, t. 3, Kraków 1995, s. 70. Przekład poprawiony.
List 431, do ojca, Graz, 19/7 III 1878.
Michał Cypryński-Ciekawy, ziemianin z powiatu słuckiego, kolega i przyjaciel Andrzeja Kalinowskiego z uniwersytetu.
Albert Rubsza, ur. w 1829, w 1857 złożył śluby zakonne; w latach 1882-1883 był przeorem klasztoru Wszystkich Świętych w Wilnie.
A.E. Odyniec (1804-1885), poeta, tłumacz, wydawca i pamiętnikarz; oskarżony w procesie młodzieży filareckiej w Wilnie i więziony 1823-1824. Przyjaciel Adama Mickiewicza.
APKB, AP 71, Objaśnienia fotografii rodziny Kalinowskich (przez Jerzego Kalinowskiego).
Monika Kalinowska (1855-1868), przyrodnia siostra Józefa, zmarła z powodu przeziębienia odry.
List 98, do rodziny, Usole, 15/27 VII 1868.
Racz nagrodzić, Panie, wszystkim nam dobrze czyniącym, dla imienia Twego, życiem wiecznym. – Modlitwę tę odmawiano po posiłku.
Św. Bonawentura (ok. 1217-1274), teolog, filozof, doktor Kościoła. Najstarszy polski przekład przypisywanego mu Żywota Pana Jezu Krysta ukazał się w Krakowie (1522), w tłumaczenia B. Opecia.
Św. Jan od Krzyża (1542-1591), karmelita bosy, autor dzieł mistycznych, 1726 kanonizowany, 1926 ogłoszony doktorem Kościoła.
Por. Joannes a Jesu Maria, Instructio novitiorum, pars 3, cap. 4, 5.
Taką formułę profesji, oczywiście po łacinie, podpisał brat Rafał w księdze profesji (Klasztor w Grazu, Registrum de Professionibus Novitiorum, s. 59). Nie potrafię wyjaśnić, dlaczego w tekście ślubów jest mowa o Kongregacji św. Eliasza, skoro od 1875 roku został zniesiony podział zakonu na kongregacje, i dlaczego formuła brzmi „ad mortem”, skoro śluby były składane na trzy lata. O. Bouchaud przytacza formułę ślubów ze skrótami.
Ps 50[49], 14.
Ps 116[114-115], 18-19.
|