A Free Template From Joomlashack

A Free Template From Joomlashack

Drodzy Państwo

Niniejsza strona jest kontynuacją mojej wcześniejszej witryny:

http://hamburgpol.w.interia.pl/

stworzonej 13 sierpnia 2004 roku dzięki pomocy ś.p. Ryszarda,  członka założyciela NSZZ "Solidarność", wspaniałego patrioty i ofiarnego przyjaciela.

 

KSIĄŻKI ON-LINE

 

Uwaga
- nowa książka na witrynie:

Jean-Baptiste Bouchaud

MIŁOŚĆ ZA MIŁOŚĆ

Życie zakonne św. Rafała Kalinowskiego

Zapraszam do lektury

 

Książka "Dogmat Świętych Obcowanie" do której tekst zebrał i opracował w 1980 roku mói Tata
ś.p. Bernard Paweł Jan Tuszyński

Herman Cohen - Augustyn-Maria od Najsw. Sakramentu

Życie ojca Hermana
- Augustyna-Marii
od Najśw. Sakramentu

Książka wydana przez Siostry Miłosierdzia z Łagiewnik 1898 r

"Źródłem, z którego wypłynęły potoki miłości, siłą, która sprowadziła wylew dotąd nieznanej radości - była wiara święta. Nie ma jej ani w judaizmie, ani w schizmie, lecz tylko w jednym prawdziwym Kościele Katolickimi, W tym Kościele jedynie każdy z obu  naszych nawróconych  źródło wody żywej dla duszy swojej, spragnionej prawdy, mogli znaleźć.
Oby  życiem O. Hermana Cohena  i siostry Natalii Naryszkin, zostający poza obrębem Kościoła zostali oświeceni , że tylko w Kościele św. katolickim - wiara żywot wieczny daje."

Fragment listu Św. Rafała Kalinowskiego do tłumaczki w Łagiewnikach,
11 września 1898 r.

TEKSTY

 

Ks. prof. Franciszek Cegiełka

Nasz święty Rafał Kalinowski

 

 

 

Cudowny obraz, który Św. Faustyna nazwała "Król Miłosierdzia", namalował według słów s. Faustyny Eugeniusz Kazimierowski

W kulcie Miłosierdzia Bożego obraz Króla Miłosierdzia odgrywa pierwszorzędną rolę. Dlatego s. Faustyna przywiązywała do jego poprawności wielką wagę. W obrazie tym odróżniała ona cechy istotne i polecała czuwać, by one były zachowane.

"W dniu 23.09.2005 roku Litwini podstępnie zabrali z polskiego kościoła św. Ducha w Wilnie obraz Jezu Ufam Tobie i to mimo tego że kardynał Baczkis (prymas Litwy) publicznie ogłosił że obraz nie będzie zabrany po kryjomu. Obraz został przeniesiony do pobliskiego kościoła św. Trójcy a w zasadzie kaplicy. Kościół ten przez scianę sąsiaduje z głośnym nocnym klubem Oryginal obrazu Jezu Ufam Tobie w czasach sowieckich zostal przechowany przez wileńskich Polaków i od 20 lat znajdował się w Kościele św. Ducha."

Żródło cytatu

 

Stronę ogląda

Słudzy boży Zelia i Ludwik MARTIN

 

 

 

  Tereska  i Ludwik Martin Rodzina Martin

 

 

 

 

Bł Zelia i Ludwik Martin




Bł. Zelia i Ludwik Martin
 

 Beatyfikowani 19 października 2008r w Lisieux

 

 

Maria Zelia Martin, właść. Marie-Azélie Martin z domu Guérin
(ur. 23 grudnia 1831 w Saint-Denis-sur-Sarthon; we Francji jako drugie dziecko Izydora Guérin i Louise-Jeanne Mace.
 Miała starszą siostrę Marie-Louise, która została zakonnicą i młodszego brata, Izydora, z zawodu farmaceutę.
Zelia chciała wstąpić do zakonu Sióstr Miłosierdzia św. Wincentego à Paulo, ale nie została do niego przyjęta ze względu na problemy z oddychaniem i nawracające bóle głowy. Później zdecydowała się zostać koronkarką.
 Zelia Martin zmarła 28 sierpnia 1877 w Alençon.



 W 1858  Zelia poznała zegarmistrza Ludwika Martin, z którym wzięła ślub trzy miesiące później 13 lipca 1858r .


Ludwik Martin, właść. Louis Joseph Aloys Stanislaus Martin
 (ur. 22 sierpnia 1823 w Bordeaux; zm. 29 lipca 1894 w Arnières-sur-Iton)

Ludwik Martin był trzecim z pięciorga dzieci Pierre-François Martin i Marie-Anne-Fanie Boureau. Był z zawodu zegarmistrzem. Na początku miał zostać mnichem, lecz z powodu braku znajomości języka łacińskiego został przyjęty do zakonu.W 1889 na skutek miażdżycy, Ludwik przeszedł dwa paraliżujące udary mózgu i przez trzy lata był hospitalizowany w Bon Sauveur asylum w Caen. W 1892 powrócił do Lisieux, gdzie aż do śmierci opiekowały się nim córki Céline i Leonie. Zmarł 29 lipca 1894 na zamku La müsse pobliżu Evreux.

Zelia i Ludwik po roku celibatu zdecydowali się na wydanie potomstwa.
Martinowie mieli dziewięć córek, z których pięć przeżyło okres dzieciństwa.
Ostatecznie wszystkie córki zostały zakonnicami:
Maria (ur. 22 lutego 1860; zm. 19 stycznia 1940), karmelitanka w Lisieux, imię zakonne Maria od Najświętszego Serca.
Pauline (ur. 7 września 1861; zm. 28 lipca 1951), karmelitanka w Lisieux, znana jako Matka Agnieszka od Jezusa.
Leonie (ur. 3 czerwca 1863; 16 czerwca 1941), wizytka w Caen, siostra Franciszka Teresa.
Céline (ur. 28 kwietnia 1869; zm. 25 lutego 1959), karmelitanka w Lisieux, siostra Geneviève od Najświętrzego Oblicza.
Tereska (ur. 2 stycznia 1873, 30 września 1897), karmelitanka w Lisieux, siostra Teresa od Dzieciątka Jezus i Najświętrzego Oblicza,
 kanonizowana w 1925.

 

Rodzice świętej Teresy od Dzieciątka Jezus są  drugim w historii małżeństwem, które zostali razem wyniesione do chwały ołtarzy.
Pierwszą taką parą małżeńską są błogosławieni Maria i Alojzy Beltrame Quattrocchi. Żyli oni w XX stuleciu w Rzymie.

Dziękuję Bożej Opatrzności.

Gdy 26.08.2001 powstała w Hamburgu wspólnota rodzin uzależnionych, którą powierzyłam pod opiekę Św. Michałowi Archaniołowi
  rodzicom św. Tereski Zelie i Ludwikowi Martin i Mateuszowi Talbotowi
zakochanemu również w świętej Teresce
 ufałam  że nastąpi taki moment, gdy rodzice św. Tereski, która opiekuje się mną zanim przyszłam na świat, dostąpią tej łaski i będą mogli naszym rodzinom służyć jako gwiazdy przewodnie.

Świętych Obcowanie w naszych czasach jest niewykorzystanym skarbem. 
      http://www.mariateresa.ojczyzna.pl/TEKSTY/Ks_Dogmat-Sw-Obc.htm
      O pomocy naszych patronów mogę świadczyć bardzo wiele.

Dzięki Trójcy Przenajświętszej za te wielkie dary i za naszych Orędowników w niebie.

Maria-Teresa 
 

Jacy byli Ludwik i Zelia Martin ?

bo o nich mowa - rodzice św. Teresy od Dzieciątka Jezus?
Czego mogą nauczyć współczesnych małżonków, rodziców?
On, Ludwik Martin, urodził się w 1823 r. jako syn kapitana armii francuskiej. Zdobył zawód zegarmistrza. W wieku 23 lat zapragnął wstąpić do klasztoru, ale przeszkodziła mu w tym nieznajomość łaciny. Osiedlił się w Paryżu, a potem wrócił do rodziców w Alencon. Tu otworzył zakład zegarmistrzowski.

Swój czas dzielił pomiędzy pracę zawodową, ćwiczenia duchowe, dzieła miłosierdzia, łowienie ryb i czytanie książek. Zapewne tak toczyłoby się dalej jego życie, gdyby pewnego dnia na moście św. Leonarda nie zobaczyła go pewna dziewczyna i nie usłyszała wewnętrznego głosu, który jej powiedział: "To ten, którego przygotowałem dla ciebie".

Po trzech miesiącach od tego wydarzenia, 13 lipca 1858 r. 35-letni Ludwik Martin został mężem Zelii Marii Guerin. Sakramentalny związek małżeński zawarli państwo młodzi w kościele Matki Bożej w Alencon. Być może w skojarzeniu tego małżeństwa miała udział pani Martin, która podczas kursów techniki koronczarskiej zwróciła uwagę na ładną i roztropną pannę Guerin. Ona, Zelia Guerin (ur. w 1831 r.), córka żołnierza cesarskiego, a później żandarma, nierozumiana przez matkę, pozostawała w wielkiej przyjaźni z siostrą i bratem.

Chciała zostać zakonnicą, ale rozmowa z przełożoną, osobą doświadczoną w kwestii powołań, sprawiła, że odłożyła swą decyzję na później. Nigdy jej nie żałowała. Nauczyła się sztuki robienia koronek i w wieku 20 lat założyła własne przedsiębiorstwo. Ich małżeństwo rozpoczęło się od okresu dziewictwa, które w tym środowisku było wysoko cenione. Uważano, że wyrzeczenie i umartwienie jest najlepszą drogą do nieba.

Niektóre źródła podają, że była to ich wspólna decyzja. Inne, że po ślubie Ludwik Martin zaproponował swojej żonie: "Pozwól, że będę cię uważał za mą najdroższą siostrę". Zelia - posłuszna, nieuświadomiona, zgodziła się. Sądzę, że ta druga wersja jest bardziej prawdopodobna, gdyż z późniejszych listów Zelii wynika, iż bardzo chciała mieć dużo dzieci.

Prawdopodobnie młoda żona zwróciła się w tej sprawie do spowiednika, gdyż to właśnie jego dyskretna interwencja nakłoniła Ludwika Martin do podjęcia współżycia małżeńskiego. Z tego związku przyszło na świat dziewięcioro dzieci, wśród nich późniejsza św. Teresa od Dzieciątka Jezus i Oblicza Pańskiego.

Czworo z nich zmarło we wczesnym dzieciństwie. Wszystkie córki państwa Martin zostały zakonnicami. Rodzice św. Teresy, jako bardzo gorliwi katolicy, rozpoczynali każdy dzień od Mszy św. o godzinie 5,30. Rzeczą święta były dla nich: niedzielny odpoczynek, modlitwa rodzinna, uroczystości liturgiczne kształtujące rytm całego roku.

Surowo przestrzegali postów. Nie byli jednak bigotami. Zelia cieszyła się, gdy ich córki były modnie i ładnie ubrane. Potrafiła także krytycznie ocenić nauki misjonarzy. Powołanie chrześcijańskie rozumieli jako troskę o drugiego człowieka: posadzenie włóczęgi przy swoim stole, znalezienie mu miejsca w przytułku dla nieuleczalnie chorych, odwiedziny u samotnych starców, chorych i umierających, obrona źle traktowanego dziecka.

Małżeństwo Ludwika i Zelii Martin było niezwykle zgodne, bo - jak pisze Zelia - "nasze uczucia były zawsze nastrojone na jeden ton". Decydującą rolę odegrała w nim niewątpliwie Zelia. Znajdowała jednak oparcie w mężu we wszystkich swoich poczynaniach: "On zawsze był moim pocieszycielem i podporą".

Ludwika kochała i podziwiała, czemu dawała niejednokrotnie wyraz w swoich listach: "Jestem zawsze z nim szczęśliwa; on jest tego przyczyną, że życie moje jest bardzo miłe. Mąż mój - to święty człowiek. Życzyłabym wszystkim kobietom takich mężów". Pragnęła jego dobra i szczęścia. Z niecierpliwością oczekiwała powrotu Ludwika, który poza domem załatwiał sprawy związane z zamówieniami na koronki produkowane przez jej zakład: "Jestem dziś tak szczęśliwa, że Cię wkrótce zobaczę, iż nie mogę dziś pracować". Podczas swojego pobytu u rodziny w Lisieux, pisząc do męża, wyrażała swoją tęsknotę za nim: "Kocham Cię z całego serca i czuję, że podwaja się jeszcze moje uczucie przez to pozbawienie Twojej obecności. Byłoby dla mnie niemożliwością żyć z daleka od Ciebie".

Ludwik odwdzięczał się jej tą samą troską i opieką. Rozumiał swoją żonę, a w trudnych chwilach "pocieszał, jak tylko umiał, bo i on miał podobne do moich upodobania". Wiedząc, że żona nie lubi podróżować, podjął się prowadzenia jej interesów, które wymagały wyjazdów do Paryża. Odwiedzał też córki, które przebywały na pensji sióstr wizytek w Mans. Swoją opieką otaczał też teścia: "Jednego na stu znajdzie się takiego, który by tak dobrze się do teścia odnosił jak on". We wszystkich sprawach małżeństwo Martin podejmowało wspólnie decyzje. Pisząc o podjętych decyzjach, Zelia nie zapominała nigdy dodać: "Mój mąż zgadza się na to".

Wiedziała jednak doskonale, że potrafi wpłynąć na decyzje Ludwika i zawsze osiągała to, czego pragnęła "i to bez walki". Gdy Ludwik w interesach przebywał z dala od domu, Zelia przesyłała mu szczegółowe informacje dotyczące rodziny, zwłaszcza dzieci, spraw związanych z gospodarstwem domowym i prowadzonym zakładem koronkarskim.

Zelia miała jasny obraz roli kobiety jako żony i matki. Pisała o tym do brata, udzielając mu rad na temat wyboru żony: "Najważniejsze, by znaleźć kobietę o dobrych przymiotach, która by nie lękała się zabrudzić ręce w pracy, nie przywiązywała większej wagi do toalety, niż to wypada, która by umiała wychować swoje dzieci do pracy i pobożności". Sama była żywym przykładem takiej kobiety.

Ich życie nie było pozbawione trudnych doświadczeń. Związane były one z przedwczesną śmiercią ich czworga dzieci, kłopotami z wychowaniem córki Leonki i wreszcie z długotrwałą chorobą nowotworową Zelii. Wszystkie te i inne problemy nieśli i pokonywali wspólnie.

Swoje troski z wielką ufnością powierzali Bogu i w Nim znajdowali siłę do przezwyciężania przeszkód.

Ludwik i Zelia Martin ukazują nam, jak w szarym, codziennym trudzie wypełniać nasze powołanie małżeńskie zgodnie z zasadami Ewangelii. Ich przykład może dodać nam odwagi, umocnić, zachęcić do większych starań w tej dziedzinie. Ukazują, że warto oprzeć naszą małżeńską miłość na miłości Boga, który sam jest Miłością. Może wtedy łatwiej będzie pochwalić żonę za dobry obiad, powiedzieć mężowi, że nasza miłość do niego trwa nadal. Może wówczas miłowanie żony, jak siebie samego, nie będzie wyrzeczeniem, ale przyniesie radość. Może wtedy poddanie się mężowi nie będzie ofiarą, lecz wspólnym dążeniem do szczęścia.

 

Przyjąć dziecko

Czy chcecie przyjąć (...) potomstwo, którym was Bóg obdarzy?

To pytanie kieruje kapłan do narzeczonych w czasie zawierania sakramentalnego związku małżeńskiego Jak postrzegali dziecko rodzice św. Teresy od Dzieciątka Jezus - Ludwik i Zelia Martin? Zelia bardzo pragnęła mieć dzieci.

Tak planowała: "Mam ich (dzieci) już pięcioro, nie licząc tych, które jeszcze mogą przyjść, gdyż nie wątpię, że będę ich miała jeszcze troje, albo czworo". Oczekując narodzenia swojego ostatniego dziecka (przyszłej św. Teresy), pisała: "Kocham dzieci do szaleństwa. Urodziłam się po to, by je mieć, ale wkrótce nadejdzie czas, że to się skończy. Dwudziestego trzeciego bieżącego miesiąca skończę czterdzieści jeden lat, a w tych latach bywa się babcią". Dzieci były dla małżeństwa Martin źródłem wielkiej radości.

Każdy (!) list Zeli pisany do męża, brata, bratowej, siostry czy później starszych córek zawiera informacje o rozwoju, osiągnięciach czy zachowaniach dzieci. Jest w nich radość i duma z ich posiadania. O Helence pisze: "Prawie nie mogę uwierzyć, że jestem matką tak rozkosznego stworzonka". Kiedy wszyscy podziwiali starsze córki, "ja promieniałam z radości i mówiłam do siebie: «To właśnie moje córki! A mam jeszcze inne dwie: jedna piękna. Druga nie jest tak piękna, ale na równi z innymi ją kocham, choć mi może nie przyniesie zaszczytu»". Zelia uważała, że "zajmowanie się dziećmi - to praca przyjemna. Gdybym tylko to miała do roboty, uważałabym się za szczęśliwą kobietę".

Podobne uczucia do swoich dzieci żywił Ludwik, który poświęcał im wiele czasu. Dużo radości dawały mu wspólne spacery z córkami. Gdy tylko pogoda sprzyjała, przechadzki a czasami wycieczki całej rodziny były stałym elementem niedzielnego wypoczynku.

 

Zaspokajanie potrzeb

Państwo Martin nie rozpieszczali swoich córek. Zelia nie ulegała ich kaprysom: "Nie rozpieszczałam jej, jak była maleńka i nic jej nie przepuściłam. Nie dręczyłam jej, ale musiała ustąpić". Znała pragnienia swoich córek dotyczące spraw materialnych: "(...) mówiły mi, że pragnęły mieć torby podróżne, jakie mają wszystkie ich koleżanki". Podchodziła jednak do nich bardzo rzeczowo: "Pozwalałam im mówić, ale ponieważ kupuję im tylko rzeczy konieczne i mogły się bez tych toreb obejść, więc nie uważałam za potrzebne spełnić ich prośbę". Zdawała sobie sprawę, że po tak długim czasie oczekiwania "teraz jakaż to będzie dla nich radość", gdy otrzymają wymarzony prezent. Bardziej pobłażliwy był Ludwik, szczególnie czuły na płacz dziecka: "wtedy zaczęła płakać i Tatuś ustąpił".

Zgoła inaczej traktowano prośby córek związane z obecnością rodziców przy nich. Zelia przerywa pracę w warsztacie, gdy chora córka "nie chce, by prócz mnie ktokolwiek jej dotykał".

W wychowaniu dzieci daje się zauważyć z jednej strony ogromną troskliwość i czułość rodziców, z drugiej wielką konsekwencję w postępowaniu i nie rozczulanie się nad nimi. Listy, które Zelia pisała do starszych córek - szczególnie do Pauliny, która z czasem stała się także jej powiernicą i przyjaciółką - są pełne macierzyńskiej miłości, szczerego zainteresowania i zatroskania o każdy szczegół ich życia na pensji. Sama również bardzo szczegółowo donosiła córkom o wszystkim, co działo się w domu. Młodsze córki układała wieczorem do snu nie szczędząc im pieszczot. Ta czuła matka nie reagowała jednak na chimery dzieci. "Mamusia zdawała się nie zwracać na mnie uwagi (...); łzy moje przeszły w krzyk...

Nie mogłam zrozumieć, dlaczego nie podziela mojego zmartwienia (...)" opisuje św. Teresa sytuację, gdy mama nie chce spełnić jej zachcianki. Państwo Martin myśleli również o przyszłości dzieci. Ciężko chora Zelia prosiła bratową, z którą pozostawała w zażyłych stosunkach: "Wspomożecie je (córki) swoimi radami, a gdyby zdarzyło się nieszczęście, że stracą i ojca, weźmiecie je do siebie, prawda?" Pragnęła, aby - dla dobra dzieci - mąż skorzystał z delikatnie przekazanej propozycji jej brata i przeniósł się po śmierci żony do Lisieux. Wiedziała, że brat i bratowa otoczą je czułą opieką.

Wszyscy rodzice mają moralny obowiązek troski o dobro dziecka. Troska ta rozpoczyna się na długo przed narodzeniem potomstwa. Pierwszorzędną bowiem sprawą jest pragnienie posiadania dziecka i zgoda obojga rodziców na jego przyjęcie. Wspaniałym wzorem do naśladowania jest tutaj postawa Ludwika i Zelii Martin, którzy z radością oczekiwali każdego dziecka. Podobnie jak u wielu współczesnych rodziców, oczekiwanie to połączone było z niepokojem dotyczącym zdrowia i przyszłości potomka. Potrafili jednak przyjąć każde dziecko jako dar powierzony przez Boga ich opiece.

Myślę, że takie spojrzenie na prokreację pomogłoby wielu rodzicom zaakceptować dziecko, którego poczęcie nie zostało przez nich zaplanowane. Świadomość daru, tak silna u państwa Martin, pomaga jednocześnie w podmiotowym traktowaniu dziecka. Taka postawa ułatwiłaby współczesnym rodzicom zrozumienie, iż dziecko mają nie w celu zaspokojenia własnych potrzeb emocjonalnych, nie dla siebie, ale by oddać je światu. Ma ono w przyszłości żyć własnym życiem i do tego powinni przygotować je rodzice.

Życzyłabym wszystkim rodzicom, aby posiadanie dzieci było dla nich źródłem tak wielkiej radości, jakim było dla rodziców św. Teresy od Dzieciątka Jezus. Wielką, a czasami nadmierną wagę przywiązują współcześni rodzice do zaspokojenia potrzeb materialnych dzieci. Także państwo Martin pragnęli, aby ich dzieciom nie brakowało niczego, co jest potrzebne do życia; pracowali, aby zapewnić im dostatnią przyszłość. Można podziwiać ich rozsądek w zaspokajaniu pragnień córek. Otrzymywały one to, co było im na co dzień niezbędne, natomiast nieco dłużej musiały czekać na dobra, które - zdaniem rodziców - były luksusowe. Zdarzało się również, że marzenia panien Martin nie zostały zrealizowane, chociaż rodzice mogli je spełnić.

Jest to ważna lekcja dla współczesnych rodziców, że dziecko nie zawsze musi mieć to, czego pragnie, a marzenia nie muszą być natychmiast zaspokajane. W pełni natomiast zaspokajali potrzeby psychiczne swoich dzieci, dając im poczucie bezpieczeństwa i ogrom miłości. Jakże często nasze dzieci posiadają nadmiar dóbr materialnych, a jednocześnie cierpią na niedosyt rodzicielskiej bliskości.

 

Wychowanie religijne

Czy chcecie (...) po katolicku wychować potomstwo, którym was Bóg obdarzy?

Na czym ma polegać chrześcijańskie wychowanie dzieci? Zacznijmy od wychowania religijnego. Oto jak to zadanie realizowali rodzice św. Teresy od Dzieciątka Jezus. Zelia i Ludwik zabierali dziewczynki na uroczystości religijne, zachęcali je do częstej modlitwy oraz żywo interesowali się ich życiem duchowym, gdy przebywały na pensji w Mans: "Myślę, że przystąpicie dzisiaj, w dzień Wszystkich Świętych, do Komunii świętej, jak również jutro, w Dzień Zaduszny".

Jednocześnie córki były świadkami udziału rodziców w codziennej Mszy św., wyjazdów pielgrzymkowych ojca, wspólnej modlitwy, działalności rodziców w stowarzyszeniach katolickich, poszanowania odpoczynku niedzielnego ("...należy bardzo na to uważać, by nie pracować w niedzielę"). Ludwik z kolei uczył je dobroczynności:

"W czasie spacerów tatuś lubił dawać mi pieniążki, abym zanosiła je spotkanym ubogim".

Państwo Martin często udzielali pomocy osobom ubogim, interesowali się ich losem, występowali w obronie ludzi pokrzywdzonych, cierpiących.

Podstawową lekturą religijną w domu państwa Martin były książki: "O naśladowaniu Jezusa Chrystusa", "Podręcznik chrześcijanina", "Rok liturgiczny", wiersze Wiktora Hugo, Lamartinne'a, gazeta "La Croix". Być może w obawie przed złym wpływem prasy "Tatuś zabronił nam czytania jakichkolwiek dzienników". Żarliwość religijna Ludwika i Zelii Martin pozbawiona byla wszelkiej dewocji.

Zelia szczerze, bez ogródek wydawała swój osąd: "Mamy od tygodnia dwóch misjonarzy, którzy prawią nam trzy nauki dziennie. Według mnie, jeden nie mówi lepiej od drugiego.

Z obowiązku jednak chodzimy ich posłuchać i, dla mnie przynajmniej, jest to jeszcze jedna pokuta więcej". Uważała również, że nic złego się nie stanie, gdy czteroletnia Terenia pomodli się następnego dnia, gdy zapomniała to zrobić wieczorem. Nie jest również zadowolona, że Marynia codziennie o szóstej rano uczestniczy we Mszy św., gdyż uważa, że jest to zbyt wczesna pora dla młodej dziewczyny. Jednocześnie we wszystkich niemal listach Zelii odczytać można całkowite zawierzenie Bogu we wszystkich sprawach związanych z życiem doczesnym i przyszłym.

Państwo Martin z ufnością powierzają Bogu całe swoje życie i godzą się z Jego wolą: "(...) dobry Bóg pomaga wszystkim, którzy w Nim ufność pokładają, i nie widziano nikogo, kogo by On zawiódł". Ukazują dzieciom, że pragnieniem każdego chrześcijanina powinno być dążenie do świętości. Tego chcą zarówno dla siebie, jak i dla córek: "Mam nadzieję, że będzie dobrą dziewczyną (Marynia), ale chciałabym, by była świętą, tak jak i Ty, moja Paulinko". Zdaje sobie sprawę, że "potrzeba całego życia, by dojść do doskonałości".

Zachęcała córki do pracy nad sobą i wytrwałości. Uważała, że zadaniem rodziców jest wychować dzieci dla nieba. Pragnąc świętości dla dzieci, nie wiązała jej tylko z powołaniem zakonnym. Nie nakłaniała też córek do wyboru takiej drogi życia, często wręcz wątpiła w to, że byłyby odpowiednimi kandydatkami na zakonnice.

Podstawą wychowania, a szczególnie wychowania religijnego jest przykład rodziców. Nie można nakłaniać dziecka do praktyk religijnych, gdy nie czynią tego rodzice. Byłaby to obłuda, którą dziecko szybko odkryje. Takie postępowanie rodziców może prowadzić do ukształtowania postaw konformistycznych nie tylko w odniesieniu do życia religijnego. Życie prawdą, życie prawdami ewangelicznymi obserwowały dziewczynki na co dzień u Ludwika i Zelii Martin. Ich działania były zgodne z nauką Chrystusa:

"Niech wasza mowa będzie: Tak, tak; nie, nie" (Mt 5,37a). Taki niezakłamany wzorzec religijności przekazywali Zelia i Ludwik swoim córkom. Ta właśnie szczerość, prostolinijność, brak sprzecznych komunikatów przekazywanych dzieciom może być dla dzisiejszych rodziców wzorem wychowania chrześcijańskiego w ogóle, a religijnego w szczególności.

 

Adres poczty elektronicznej jest chroniony przed robotami spamującymi. W przeglądarce musi być włączona obsługa JavaScript, żeby go zobaczyć.

 

Powiększ napisy:

 
Joomla 1.5 Templates by Joomlashack