„Jam jest Królowa Polski”
NIEPOKALANA KRÓLOWA POLSKI
NAPISAŁ JÓZEF STANISŁAW PIETRZAK
|
 Obok Matka Boża z Guadalupe w Meksyku. Podobne Jej oblicza na obrazach Niepokalanej i Wniebowziętej Królowej Polski w Wilnie i Rokitnie.
Ta ilustracja wstawiona przeze mnie - ks. Ksawery Wilczyński, który dalej dokładnie skopiował w 2008 r. oryginał pana Pietrzaka z 1926 r.
|

|
WYDANIE DRUGIE
KRAKÓW NAKŁADEM AUTORA 1926
NIHIL OBSTAT. Ks. Dr. A. Bystrzonowski cenzor. 26 kwietnia 1926 r. L. 409826 POZWALAMY DRUKOWAĆ Z Książęco-Metropolitalnej Kurji. Kraków, 26 kwietnia 1926 r.
L.S. † Adam Stefan
--------------------------------------------------------------------------------- W sprawie wydawnictw, zwracać się do autora; Kraków, Aleja Słowackiego 7, od 9 — 10 rano, --------------------------------------------------------------------------------- DRUKARNIA „GŁOSU NARODU” W KRAKOWIE. KRAKÓW
Wielbij Duszo Moja Pana! Magnificat. WSTĘP. W chwili gdy spadek narodowego ducha w miljonach serc polskich sieje spustoszenie, a obyczaje nasze katolickie tak widocznie się obniżają, że aż Episkopat polski głośno nawołuje i prosi i błaga, aby z tej drogi przepastnej zawróciły te masy polskie, a udały się na ubity gościniec, którym szły poważne przodków naszych szeregi — zdało się mi, że przypomnienie staropolskich cnót przesławnych Ojców naszych i zwyczajów ich świętych, a czci dla Maryi, Królowej Polski, zawsze z Krakowa szerzonej, będzie otuchą i zachętą do jej wzmożenia w zmartwychwstałej Ojczyźnie. Więc na uwielbienie Władczyni Polski Niepokalanej a upamiętnienie, choć maleńkie, roku w którym na tronie św. Stanisława Męczennika zasiadł
PIERWSZY METROPOLITA KSIĄŻĘ ARCYBISKUP ADAM STEFAN SAPIEHA, ARCYPASTERZ, mój DOBROTLIWY,
w którego Archikatedrze niegdyś Królowa Anielska, Królową Polski ogłosić się raczyła — tę pracę z miłości podjętą — N a j d o s t o j n i e j s z e m u METROPOLICIE KRAKOWSKIEMU w uczuciu synowskiego przywiązania i czci składam. Józef Stanisław Pietrzak.
Na tej stronie przeze mnie (ks. Ksawery Wilczyński) wstawiony obraz ilustrujący wizje – objawienia o. Juliusza Mancinellego SJ, w Neapolu, dn. 14-VIII-1608 r. i 15-VIII-1617 oraz w Krakowie, 8-V-1610 r. Identyczna płaskorzeźba jest w nastawie głównego ołtarza w Rostkowie, rodzinnej parafii św. Stanisława Kostki. Taki sam obraz jest w Przemyślu, w katedrze, a św. Stanisław Kostka klęczy z przeciwnej strony. Tamże jest ukazywany on tylko w związku z jego świętem – św. Stanisława Kostki, teraz to we wrześniu. 
Marya w dziejach Polski. ________
„Wszystko nam dałeś, co dać mogłeś Panie”.
Szczęśliwe Narody, które taką mają historię, jak Polska, szczęśliwszego od Was nie widzę Państwa, gdyż Wam j e d y n y m zechciała być Królową. Marya, a to jest zaszczyt nad zaszczyty i szczęście niewymowne — obyście to tylko zrozumieli sami"1). Słowa te, wypowiedział niegdyś do hetmana Stanisława Jabłonowskiego, nuncjusz apostolski w Polsce Pignatelli, późniejszy Innocenty XII Papież, który poznał dobrze i dzieje i ducha Narodu polskiego, a pokochał go tak szczerze i serdecznie najbardziej za jego miłość ku Matce Bożej, za tę miłość i wierność, która się tak bardzo podobała Boga-Rodzicy, iż „weszła w dzieje Polski i zawładnęła każdem sercem Sarmatów”1) a w końcu, widząc zalewające nas fale złego z cudzoziemskich stron na nas idące i chwiania się Jej Narodu w surowych, staropolskich, zasadach Wiary i poczciwości, widząc też i błądzących królów i wodzów polskich — sama Pani nieba i ziemi raczyła ująć losy nasze w swe niepokalane dłonie, byśmy nie zginęli i nie zmarnieli, i Królową Polski sama się nazwała i mianowała, nim Ją kochający i wdzięczny Naród polski swą Panią, Władczynią i Monarchinią obwołał i wobec nieba i ziemi tytuł Królowej Polski w akcie państwowym ofiarował i na wieki wieków, przyznał.
Cześć Matki Bożej w Polsce jest tak starą i dawną, jak dzieje Narodu, a rozszerzona tak, jak granice olbrzymiego Państwa i wpływy sarmackie sięgały. Według starożytnych podań pierwszy kościół, jaki powstał na ziemiach lechickich, był poświęcony Niepokalanej i Wniebowziętej Boga - Rodzicy – Dziewicy. Pierwsze też pieśni polskie Jej musiały opiewać chwałę, bo najstarsza, jaka się dotąd zachowała pieśń— to nasz hymn narodowy: Boga Rodzica Dziewica Bogiem wsławiona Marya. Pierwsi Apostołowie Polski wielkimi musieli być czcicielami Niepokalanej, skoro pierwsi nasi Pustelnicy, święci Pięciu Bracia Polacy, jak niesie stare podanie Matkę Bożą, szczególnie ukochali i tej czci, Naród jeszcze pogański uczyli i weń wpajali tak głęboko, że ta cześć Marji nawet na urobienie charakteru narodowego wpłynęła, a to tak decydująco, że jeszcze i w dzisiejszych czasach nawet zwyrodniały Polak, gdy usłyszy Imię Marji, z rozgniewanego cichszym się staje, z okrutnika łagodniejszym, z rozpustnika (bodaj na chwilę) zmitygowanym, a już na pewno nie bluźni imieniowi Polskiej Królowej. Nawet protestanci polscy czczą jakoś Matkę Bożą i nie są wobec Niej tak chłodno lub wrogo usposobieni, jak inne Narody 1) Nic dziwnego — wielkiej i świętych nauczycieli miał nasz Naród: św. Wojciech, św. Stanisław, św. Bogumił, św. Wincenty Kadłubek, bł. Iwo Odrowąż, bł. Jakób Strepa, W. Stanisław Hozyusz, Biskupi polscy — toż to pierwszorzędni i wielcy czciciele Niepokalanej, co przeszli tę ziemię naszą wzdłuż i wszerz ucząc nas Wiary świętej, miłości Boga i czci Marji i tej marjańskiej łagodności, jaką się Polacy odznaczali wobec wrogów nawet. Po wielkich Biskupach polskich, których wielu świętych wspominają dzieje, idzie legjon Benedyktynów, Cystersów, Kanoników Regularnych i Norbertanów, co zrosili tę ziemię naszą swoim potem a nawet krwią własną użyźnili, lecz tej krwi nie wypuścili z żył ich Polacy, ale obcy okrutnicy: Prusowie, Jadzwingowie, Niemcy, Litwini, Tatarzy, Szwedzi, Rusy i Czesi - równie nienawidzący Polski potężnej, jak i głębokiej wiary Polaków i surowych ich obyczajów staroświeckich — wiedząc, że trwanie przy Wierze wierne Narodu — potęguje jego siły żywotne, równie, jak i polityczne Korony Polskiej wzmaga znaczenie. Dziwnie spokojnie, łagodnie i cicho, chętnie nawet przyjęła Polska przed tysiącem lat Chrześcijaństwo. Lechici nie wieszali na krzyżach swoich Apostołów i nie dręczyli ich mękami, jak to gdzieindziej bywało. Nie mówią, tego o nas nawet niechętni nam zawsze — Germanowie. Mały odruch pogaństwa w Polsce — po śmierci Bolesława Chrobrego — rychło był opanowany i krzyż już na stałe rozpościerał swe dobroczynne nad Polską ramiona, a Matka Boża umiłowaną była Panią Narodowi swemu. Doznali Jej łaski i pomocy starzy wojownicy polscy, zabezpieczający byt wolny Narodowi od zawistnych Niemców. Żywot bowiem Polaków był zawsze jednem bojowaniem z nieprzyjaciółmi Krzyża i Narodu, potem już i Bogarodzicy-Dziewicy. W tych bojach, w tych sprawiedliwych wojnach naszych królów walczących w obronie granic Państwa politycznej niezawisłości i wiary — zawsze, czasem nawet widocznie, wspomagała nas Ta, która z czasem, upodobawszy nas sobie nad innych, nazwała swoimi poddanymi i dziećmi „których wielce kocha dla osobliwszego ku Niej nabożeństwa” 1), Ileż trudów znojów, boleści i ofiar złożył Naród polski na ołtarzu Marji w ciągu dziejów, walcząc o swe istnienie i zachowanie wiary katolickiej! Jakichże prześladowań nie doświadczył, choćby za samo wyznawstwo swoje i apostolstwo śród Narodów bałwochwalczych, jak Prusowie, Jadzwingowie i Litwini, których pozyskiwał i pozyskał Bogu miłością i nadawaniem swych mądrych praw i przywilejów, lub przywodził do uznania oczywistej prawdy katolickiej, pseudo-chrześcijan: Rusinów, Białorusów, Rosjan, Tatarów, Szwedów, a i Niemców i ... Niech nam tu świadczy wielki nasz Apostoł Jacek św. Cudotwórca, bł. Sadok Sandomierski i bł. Urban Podkamieński z całym legjonem Dominikanów, co i nauką i cudami całe Narody Chrystusowi pozyskali, lub ich w wierze katolickiej umocnili — a cześć Królowej Polski wkorzenili tak głęboko, iż dzisiaj się nie uda nikomu oderwać Polaków, i tego Państwa naszego od Marji. Ich pracą wyciśnięty pot i ich męczeńska krew, tak głęboko wsiąkła w polską ziemię, że ona, dotąd woła za nami do Boga o miłosierdzie, bo jej nie wytoczyli Polacy, ale obcy, w chwilach, gdy im głosili „Dobrą Nowinę”, lub śpiewali na cześć Pani Nieba i Polski Salve Regina ! A setki ich było. Taką to zapłatę z pogańskich czy heretyckich rąkza szerzenie Królestwa Bożego, i szczepienie nabożeństwa do Bogarodzicy otrzymali i inni Polacy z różnych Zakonów, jak setki Benedyktynów Świętokrzyskichz bł. Stanisławem Opatem, Cystersów Mogilskich z bł. Zbigniewem opatem — przez Tatarów okrutnie za Wiarę pomordowanych. Wielu Braci Mniejszych w Zawichoście i na Litwie, znaczypoczet członków Towarzystwa Jezusowego z bł. Jędrzejem Bobolą i Wojciechem Męcińskim na czele. 25 Bonifratrów, 13 Marjanów z W. Januszem Marją od Królowej Korony Polskiej Piotrowskim, którzy ze śpiewem Magnificat, ginęli za Wiarę i tę miłość ku Królowej Korony Polskiej jaką ten Zakon powstały na skutek ślubów Jana Kazimierz od samego swego W. Założyciela był natchniony w tej miłości wychowany i do dziś trwający i wiernie i szczerze! 1) Nadzwyczajną, wydatną i stałą miłością Królowej Korony Polskiej odznaczał się po wszystkie czasy prastary, wspaniały, wielki, gorliwy i świątobliwy Zakon Paulinów od pięciuset lat straż pełniący w imieniu Narodu polskiego przed Obrazem Cudownym na Jasnej Górze w Częstochowie — z taką troskliwą pobożnością i wiernością przykładną, na jaką tylko stać wiernych synów Polski. Szatę tego białego Zakonu nieraz na ziemiach polskich ufarbowali krwią wrogowie Wiary św. katolickiej 1). Szczególnie sławnem było męczeństwo 12 Paulinów jasnogórskich w dniu 18 maja 1430 roku przez husyckich Czechów, nienawidzących Marji, a pragnących zbogacenia się skarbami: Polaków na Ołtarzu Królowej Polski składanymi. Oni to, wtargnąwszy do przesławnego Klasztoru Częstochowskiego, wtedy jeszcze nie ufortyfikowanego, z całą zajadłością rzucili się na synów św. Pawła Pustelnika, żądając wydania świętego Obrazu Niepokalanej Bogarodzicy i skarbów, a także i przyjęcia nauki heretyckiej. Przerażeni zakonnicy — co młodsi — rozbiegli się na wsze strony, pozostała tylko starszyzna zakonna w ostrości życia zahartowana i na śmierć za cześć Bogarodzicy Marji gotowa w liczbie 12 Ojców i braci z Bł. O. Januszem z Krakowa, przeorem na czele. Że zaś mało te czcigodne imiona Męczenników są znane, podajemy je tutaj wedle starożytnego dokumentu, jaki w archiwum Marjanów, znaleźliśmy, na dowód, jak wiernie aż do wylania krwi broniliPolacy honoru i czci swej Pani czem zasłużyli, że Ona sama Królową naszą się ogłosiła i wyznała. Zasługi to Ojców naszych, bo staropolskie ich cnoty, to sprawiły, że dziś możemy się szczycić, że istniejemy pod słodkiemi rządami Nieba i Polski, Królowej Maryi. A oto są błogosławione imiona dwunastu Męczenników Częstochowskich: Bł. O. Janusz z Krakowa, przeor; Bł. O. Tadeusz, wikary; Bł. O. Mieczysław, zakrystjan; Bł. O. Paweł, kaznodzieja; Bł. O. Stanisław, spowiednik; Bł. O. Józef, kaznodzieja Bł. O. Spicymierz, prokurator; Bł. O. Emeryk, kapłan; Bł. O. Przemysław, kapłan-jubilat, lat 90; Bł. O. Bolesław, kantor; Bł. Br. Kazimierz, laik Bł. Br. Bogusław, laik
Ci to są św. Pawła I. Pustelnika Męczennicy, którzy i bez męczeństwa na zaszczyt świętych zasługiwali, albowiem byli to wielcy słudzy Boscy, wierni swej Regule zakonnicy i z ostrości żywota, pracy nad sobą i dusz zbawieniem, a nawet cudów sławni w Koronie polskiej, jak stary dokument świadczy o nich dobitnie, choć krótko. Jeszcze i po raz drugi łotrujący po Polsce ciż heretycy napadli ten klasztor i znów 34 Paulinów wymordowali z przeorem O. Lucjuszem z Kalisza na czele, lecz tych męczenników imiona nie są nam znane, ale w niebie niewątpliwie jaśnieją około tronu naszej Władczyni Niepokalanej męczeńskie postacie owych 33 Paulinów polskich obok świętego ich przeora O. Lucjusza z Kalisza. Wypróbowawszy ta Opatrzność naród nasz i doświadczywszy nas, iż dla wiary, dla Chrystusa, dla czci Jego Matki Niepokalanej gotowiśmy i na śmierć iść i na wojnę, byle tylko rozszerzyć lub ugruntować Królestwo Boże na ziemi i w sercach ludów ościennych i dalszych – postawił nas Bóg na pograniczu prawie chrześcijańskiego świata: Polska stanęła jakie wielkie a żywe przedmurze wiary i oświaty. I stanął żołnierz wierny, opatrzny, polski żołnierz, co piersią i krwią własną, serdeczną krwią sarmacką, prze długie, długie wieki zasłaniać będzie świat chrześcijański to jest całą Europę, przeciw wszelkiemu bisurmaństwu. A piersi te mężne czemże uzbrojone? Ryngrafem Maryi lub Jej Szkaplerzem karmelitańskim, który ręka wojownika – ozdobiona zresztą i różańcem przyciskała gorąco do piersi, „bo granaty od tej szaty odpadać zwykły”.
Takich to żołnierzy, których potomkami my jesteśmy, postawiła Opatrzność w chwili, gdy Carogród, świetna Konstantyna Wielkiego i jego następców stolica, syt błędów i herezji i odszczepieństwa o niesnasek i grabieży i straszliwej rozpusty, a bezecności – wpadł w ręce Turków tak marnie i na tak długie , długie wieki – że Europa drżała przed srogą mocą panteistycznego Allacha. Dumny półksiężyc mahometański przerażał całe chrześcijaństwo oraz rycerstwo Europy. Zaczęto się modlić o pomoc z nieba. Bóg zesłał tę pomoc skuteczną – posyłając na ratunek światu Rycerzy Marji – Polaków! Tak jest! Nas posłał Bóg wejrzawszy na pokorę naszą, na sprawność naszą, na czystość obyczajów dawnych ojców naszych, na zachowanie postów kościelnych w państwie Piastowskiem i Jagiellońskiem, w państwie Batorego i Sobieskiego, wejrzał Bóg na uroczyste święcenie niedziel przez praojców naszych i na tę miłość Jezusa i Marji; a przywiązanie do Kościoła świętego Apostolskiego, rzymskiego, jedynego Chrystusowego, a to aż – do wylania krwi! Nie darmo nas tedy nazywają narodem męczenników. Stało się to, ani wątpić, jakby na prośbę naszej Władczyni i Pani niebawem już Polski Królowej. Odczuł to świat cały, odczuł potężnie, bo ilekroć reszta Europy zagrożona zostanie – na Polskę skierują się oczy świata i nadziej – i do Krakowa pójdą papieskie legaty wołać ochrony, ratunku, pomocy i rady. Nadeszły w końcu czasy, że gdzieindziej już głos Stolicy Apostolskiej nie znajdował posłuchu, chyba w rzadkich chwilach, za wpływem świętych papieży, jak Piusa V, Dominikanina, istotnego zwycięscy z pod Lepanto. W Polsce naszej jednak, w Królestwie Marji, z niebios jakby naznaczonej na to, Papieże znajdują zawsze pierś gotową, krew bohaterską, ku obronie chrześcijaństwa, choćby kosztem najboleśniejszych ofiar, „boć nie nowina Polakowi iść na pomoc Kościołowi”.
Od Bolesława Chrobrego, który w takiej czci miał kapłaństwo Chrystusowe, że „nie śmiał siąść pierwej do stołu.niż tego nie czynił kapłan”, od tego mądrego i wielkiego króla, którego przyjaźnią szczycili się święci Otton i Brunon, aż do Bolesława Wstydliwego i dalej, wiernie Matce Bożej służą nasi królowie, a im są wierniejsi oni Najwyższej Władczyni Polski, tem silniejsi i szczęśliwsi, tem potężniejsi wewnątrz, a straszliwsi wrogom! O, tak! Polska „Ojczyzna w przeszłości jedyna, co z piersi swej miłość, a nie rozbój sieje, co mieczem tylko świat ewangieliczy, gardzi grabieżą, nie pragnie zdobyczy. Spaja się z braćmi... Istotnie, spaja się z braćmi, i to po piastowskiej epoce, której święta niewiasta Dąbrówka królowa przewodziła, druga epoka przeszłości naszej, druga chluba, a zasługa niezmierna wielkiej czcicielki Marji bł. Jadwigi królowej polskiej, ofiarą swego serca gotującej Unią Horodelską i Lubelską, nawracając Litwę – i czempredzej stawiając kościoły i klasztory pod mianem Boga Rodzicy. Dzieje tej Unji w zdumienie wprawiają świat cały i zmuszają nawet niechętnych nam schylić głowę przed narodem, co tak przedziwnie wzniośle pojął swe przechrześcijańskie posłannictwo o europejskiej i nadeuropejskiej własności i cnocie, zjawisku niespotykanem w historii narodów innych – spajanie się z braćmi, kojarzenia wolnych z wolnymi, równych z równymi, za pomocą dobrowolnej unji narodowej, religijnej, społecznej i towarzyskiej. Przypatrzmy się dziejom innych narodów: Francuzów, Niemców, Anglików, Włochów, Czechów, o Rosji już nie mówiąc. Ileż tam znajdziemy przykładów podbojów licznych, zaborów niesprawiedliwych, „anneksyj” podstępnych, okupacyj niegodziwych im okrutnych, lub połączeń... „dobrowolnych”... Unji Lubelskiej, takiej drugiej unji w imię miłości i wiary u stóp Krzyża zespolenia w jedną całość nie tylko pobratymczej Rusi, lecz obcej a dzikiej i pogańskiej Litwy, zjednoczenia i zespolenia się takiego, które przetrwało wieki w życiu i śmierci, w chwale i pogromie, w męczeństwie i niedoli, łez i krwi, ofiar nieprzebranych, grozy i spustoszeniu pobojowisk, i lodów Sybiru, i sieroctwu wygnania, i katuszom narodowego czy religijnego męczeństwa, nigdzie nie znajdzie w świecie całym. Zasługą to i cnotą Polski ogromną, wiekopomną było i jest, że się z braćmi tak w Chrystusie spajać umiała i wiernie ślubów dotrzymać aż dotąd; - wina jest tamtych, że opuściwszy Chrystusowe prawo, poduszczeni przez wspólnych wrogów, w dwudziestym wieku rozerwali tę jedność święta z Królestwa Marji. Ale my, Polacy, trwamy ciągle w nadzieji, że błądzący bracia Litwini powrócą do Macierzy i uznają panowanie Matki Bożej nad swym krajem, którą czcić nauczyli ich Polacy; poznają oni, że w jedności siła i potęga i do szczęścia droga i – wrócą do nas, bowiem Opatrzność czuwa nad dawnemi granicami Chrobrych, Jagiellonów i Batorych i kiedyś spoi ziemie Matki Bożej w jedną, już nigdy nie rozerwalną całość, a wtedy my „Dla błędnych braci otworzem serca Winy ich zmyje wolności chrzest, Wtenczas usłyszy nędzny bluźnierca: Maryja Polski Królową jest!” Polska tymczasem wierna swemu wielkiemu, apostolskiemu powołaniu, ciągle dalej swe tryumfy i walki na kresach chrześcijaństwa i broni narody przed zturczeniem czy zkozaczeniem. Ponosi i ciężkie ofiary. W roku 1444 ginie pod Warną bohaterski król młodzieniec Władysław w obronie katolickich Węgier. W roku 1527 inny Jagiellończyk znowu znajduje śmierć na polu chwały. Zygmunt Stary i Zygmunt August jak tylko mogą wstrzymują groźną barbarzyńców nawałę, tak, że nie zliczyć nam tych ustawicznych i krwawych zapasów i ofiar ciągłych, jakiemi Polska okupywać musiał szczytne posłannictwo swoje. Dość wspomnieć, iż stary rycerz Boga Rodzicy, hetman Żółkiewski, 30 większych bitew z Turkami w życiu swem narachował, zanim bohatersko zginął on sam, syn jego Jan, z ran pod Cecorą otrzymanych, wnuk po kądzieli Daniłłowicz i prawnuk a brat Jana, Marek Sobieski, poległy pod Batowem.
Zasługi Polski przemilcza dziś Europa, aby się zawstydzić wobec nas, jak zawstydziła ją niegdyś wielkość i zasługa króla Jana III, niewdzięczność świata, co go ścigała za życia, nie przestaje i dziś ścigać pamięci jego i jego zasłużonego narodu, z którym wraz chronił on i ocalił całe chrześcijaństwo. Dziś tej zasługi nie pomny jest świat i nie odwdzięcza się jej, ale żywie Bóg i Jego Opatrzność, żywie najwyższa sprawiedliwość, która wedle nieomylnych zapewnień Ewangelji: „odda każdemu według uczynków jego” (Mat. XVI, 27). Ta to sprawiedliwość Boża wskrzesiła nas i ożywiła politycznie, abyśmy dalej, a jeszcze wierniej służyli Bogu, bo od nas dziś niemniej wymaga Pan, niż od ludu izraelskiego, gdy go z Egiptu wywiódł, z onej ciężkiej niewoli na wolność, aby – jak uczy Skarga – „uczynić sobie z nich Królestwo i Rzeczpospolitą porządkiem, urzędem i prawy dobrze osadzone i postanowione. – I mówił tak do nich (Pan) przez Mojżesza: „Widzieliście com uczynił Egipcjanom, a jakom was nosił na skrzydłach orlich i sobiem was przywłaszczył. Jeśli tedy słuchać głosu mego i przestrzegać przymierza albo umowy moje z wami będziecie: ja was za swoje dziedzictwo nad inne narody mieć będę; bo moja jest wszystka ziemia, i staniecie mi się królestwem kapłańskim i ludem świętym” 1) „Wyjął je Pan Bóg z niewoli tyrańskiej – mówi dalej Skarga – ale je pod swe prawa święte i sprawiedliwe i służbę swoją zniewolił, a taka niewola jest prawdziwą wolnością, gdy służy temu, który przyrodzonym Panem naszym jest, który służbę dobrze płaci, którego służba wdzięczna i samem jest królowaniem. Daje się też w tych słowach Pańskich znać, iż królestwa Onego i Rzeczypospolitej świeckiej fundamentem chciał Pan Bóg mieć religję albo kapłaństwo, gdy je tak ochrzcił i nazwał: iż gdyby kto spytał, jako to królestwo zowią? – odpowiedziećby każdy mógł: kapłańskie. Bo na religji, której kapłani nauczają, i na znajomości prawego Boga i służbie jego osadzone jest, i tak się z nim spaja i żeni, jako fundament z budowaniem, które na nim polega i bez którego upada... Religja fundamentem jest królestw u ludzi Boga prawego. Co i sam rozum przyrodzony pokazuje; bo królestwa i Rzeczypospolite bez Boskiej pomocy fundować się i stać i obrony mieć nie mogą i przychodzą na nich takie trudności przypadki, z których żadną pomocą i radą wynijść nie mogą, aż pomocą Najwyższego Króla i Boga, który wszystko może... Co jedno było królestw chrześcijańskich, wszystkie się na religji pobudowały i fundowały. To także królestwo Polskie na tejże się religji osnowało... nigdy jej nie odmieniając. Królowie nasi także z ołtarza przez kapłana moc królewską i władzę, za zezwoleniem obywatelów tej ziemi, biorą; także Chrystusowi służyć i Kościołowi, jego obroną się być przysięgają. Nic innego też tak pilnego w królewskim swoim urzędzie nie mieli, jako religji bronić, aby tak jako na niej królestwo ufundowane jest, tak na niej szczęśliwie trwało, Boga samego i Chrystusa podporą i zatrzymaniem swem mając, a bojąc się pogróżki onej u Izajasza napisanej: „Królestwo, które tobie (Kościele Chrystusów) służyć nie będzie; upadnie i narody spustoszeją” 1). I sprawdziło się to na nas, gdy naród odstąpił od Boga i dawnego obyczaju, a cudzoziemskie „nowinki” francuskiej rewolucji sobie przywłaszczył, obyczaje domowe skaził, rozwody małżeńskie wprowadził, kult ciała zamiast służby Bożej i rycerskości wojennej sobie upodobał. I trwała sto pięćdziesiąt lat niewola nasza – aż się zmiłował Pan. Warto więc przypomnieć, do jakiego celu nas do życia politycznego powołał Pan. Oto Bóg chciał i chce – to śmiało twierdzimy – uświęcić i uczynić Polskę godną apostolstwa, aby rozniosła daleko chwałę Jego Imienia, dlatego ja wybrał z pomiędzy wielu i ukochał od wieków. Rozkazał przecie, aby stała jako świecznik na granicach północy i wschodu, a bogatem łask zarzewiem światło jej podniecał; otulał z miłością pierwszy płomień, który wynikał z jej łona, aby go wicher barbarzyństwa nie zgasił. Bóg chciał rozpłomienić żarem swojej miłości, aby zagrzać mogła prawdą zimne swoje sąsiady. I czem jest słońce dla świata, chciał Bóg, aby była Polska dla plemion słowiańskich. Tak jest! – Polska miała być ogniskiem wiary, miłości i nadzieji dla ludów w ćmie fałszu błądzących, niby morska latarnia, która w pośród nocy łódkom zbłąkanym przystań bezpieczną wskazuje. Ten był cel zewnętrzny naszego narodu, - cel pojęty od razu, przyjęty powszechnie... Myśmy Bogu służyli – Bóg nam dóbr przymnażał, nie chciał być naszym dłużnikiem. Ileśmy Jemu czystych dusz zyskali, tyle nam oddał w nich chętnych Polaków. Kościół zaręczyć może za czystość pierwszych narodu zamiarów – i święci Polacy zaświadczą, bośmy rzetelnie w każdym naszym czynie chwałę Chrystusa i Jego Matki cześć na widoku mieli. Dalej i dalej – od morza do morza – i jeszcze dalej, bo przy Pańskim Grobie, byliśmy ze Słowem Bożem, z księgą Bożego prawa – i wszędzie Chrystusowej szukaliśmy chwały! Kościół katolicki wytknął nam drogę, my idąc za szlakiem, jako siewcy, sialiśmy ziarna prawdy Bożej. Bóg deszcz swej łaski spuścił, grunt w plon bogaty niebu przyniósł modlitwę, a nam miłość bratnią... Tak było w Polsce, i Bóg błogosławił. Wplatał w nasz Wienie coraz świeższe kwiaty swobód i szczęścia, i nowych korzyści, które wyrosły na polu poświęceń... I do ogniska Polski, płonącego wiarą, gromadziły się chętnie pobratymcze ludy, zasiadły w koło, węzłem się łącząc jedności. Nie tam, gdzie dosięgła orężem, lecz tam, gdzie wiarą dosięgła, stanęły kraju granice. Nie liczbą niewolników, ale liczbą braci zwiększała swą ludność, wszystko wcielając w jedną zgodną całość, przez Boża siłę miłości i prawdy... Postawił Pan Bóg sztandar dwubarwny w pośrodku nas i zatknął na drzewcu chorągwi naszej znak Odkupienia: a w tem godle zamknął całą myśl żywota naszego... Chciał On, aby nasz sztandar był jako biała szata Bożego Męczeństwa, na której nie plam i brudu ni z ziemi, ni z grzechu, jedno strumień krwi czystej, za prawo przelanej. Chciał wreszcie, abyśmy nieśli zawsze przed sobą Jego wiary; a widzimy, że zaledwo rozwinęła Polska opatrzną tę chorągiew swoją i podniosła na wieżach stolicy, zaraz ją powitały ludy Boże radosnym okrzykiem i uczciły pokłonem. Niewierne tylko narody zmierzyły nas okiem niechęci i trwogi, a namaściły ręce do nowych z młodym szermierzem zapasów. Ale wówczas staliśmy mężnie, niezłomny hufiec otaczał świętą chorągiew. Wiara w Krzyż Pański naszą siłą, niewinność tarczą, poświęcenie hasłem. Polska niejednokrotnie poprzez swoje dzieje była cudownem zjawiskiem śród Europy, składała wzory męczeństwa za wiarę w synach swoich, unickich chłopach Podlasia a i dziś w rosyjskim państwie imiona męczeńskie polskich kapłanów: arcybiskupa Cieplaka i wielebnego kapłana Budkiewicza z towarzyszami – olśniewają świat męstwem, którem nie wykazali się schyzmatyccy duchowni rosyjscy. O tak, bo nad naszą kołyską w początkach cywilizacji pochylał się, niby czuła matka, Kościół katolicki, a błogosławił mu zastępca Chrystusa – papież rzymski. Polska „w świeckie dzieje swe wpajając wolę i zakon Bożego Syna”, wyznawała jawnie i czciła jako Pana i królów Króla Jezusa Chrystusa, a w ślad za Nim i z Nim wespół wyznawała i czciła, jako Matkę swą i Panią, Niepokalaną Rodzicielkę Jego Marję. „Polska zawsze, śmiało rzec można, była Królestwem i Rzecząpospolitą Marji, wołając do Niej głosem całej przeszłości, głosem czynów i modlitw, głosem hołdów królów swych i rycerzy, panów i ludu, co mówił Izrael stary, a wierne jeszcze wielkiej swej biblijnej bohaterce i oswobodzicielce : „Tyś sława Jeruzalem, tyś wesele Izraelskie, tyś cześć narodu naszego... i dlatego będziesz błogosławiona na wieki” 1). Polska była prawie że wypieszczona na łonie Boga Rodzicy i od początku Jej najmiłościwszą czuła opiekę, - tu jest ta tajemnica naszego życia i naszej nieśmiertelności śród samej śmierci i grobu politycznego. Tem żyła i jaśniała ojczyzna nasza przez długie wieki, straszliwe przechodząc burze i wstrząśnienia – tą opieką Marji skrzepiona dźwignie się i teraz z nieładu i powojennego zła, i jak niegdyś pod przewodem Bolesława Wielkiego, za pieśnią Wojciecha świętego, swego Arcypasterza i Prymasów polskich poprzednika, po pierwsze laury i zwycięstwa wieńce śród świstu strzał pogańskich i łamu dzirytów – tak i dziś śród spoganiałego świata, osłoniona opieką swej Królowej, zerwie się do chrześcijańskich na nowo czynów i lwią swą, moralną potęgą która w nas drzemie, zadziwi świat i przerazi nowożytne pogaństwo, bo nasza Królowa „wielkie rzeczy dla nas zamierza”1). O potędze Królowej Polski świadczy Grunwaldzkie nad zwyrodniałymi Krzyżakami zwycięstwo. A Władysławowi Łokietkowi, gdy do Jej obrazu w Wiślicy przybiegł, by prosić o pomoc przeciw zawsze zdradzieckim Czechom, którzy wtedy zabrali w swą moc Kraków, - na wołanie naszego Łokietka: „Marjo! Okaż się nam Matką!” – odpowiedziała mu: „Władysławie, powstań, ufaj, zwyciężysz” – i opromieniła pożądanem zwycięstwem lud swój polski i pobożnego, ufającego Jej księcia. Tej wiary, czci i miłości pełna, zajaśniała następnie Polska wielką potęgą i podzieliła się nią z Litwą i Rusią, przydając im i sobie tyle siły i – sławy. Nie darmo starzy Polacy o Maryi śpiewali: Tyś Polskiego Królestwa Największą Obroną. Tyś od nieprzyjaciela Tarczą i zasłoną. Wszakże Twoja nad Polską Łaska zawsze słynie; Pod cieniem Twej opieki Włos z głowy nie zginie. 2)
"Ego sum Regina Poloniae". Jam jest Królowa Polski
Marya ogłasza się Królową Polski.
Panowie Zygmunta III, sławne ze zwycięskich bojów, którym hetmanili Chodkiewicz i Żółkiewski, opromienione było nadzwyczajnemi zwycięstwami. Kircholm, Kłuszyn 1613 i Chocim znane każdemu zwycięstwa oręża polskiego - a to z jawną pomocą Bożą i na podziw całego świata Katolicki ten król i władca pobożny nie był lubiany jako człowiek. Różnowiercy go prześladowali, ale i katolicy "nowinkujący" dali mu się we znaki, aż też i rokosz przeciw jego podnieśli panowaniu pod wodzą Mikołaja Zebrzydowskiego, którego biskupi polscy od wojny domowej i zguby ojczyzny odwieść nie zdołali. Nie znajdując ratunku przeciw rokoszaninowi ambitnemu, Zygmunt III udał się do Boga Rodzicy z ufną prośbą i nieustannie błagał Ją ze wszystkimi świątobliwymi ludźmi, aby się zlitowała nad Polską dla zasług świętych Patronów naszego królestwa, których tak licznych sarmacka ziemia do nieba przesłała.
I rzecz tak niezwykła się stała, o czem świadczy Albrecht książę Radziwiłł, że w tym czasie żył w Rzymie Bł. Bartłomiej Salutiusz, Reformat, darem prorockiego ducha i objawień od Boga wsławiony. Ten, gdy podczas rokoszu w Polsce dzień do bitwy był wyznaczony, mając Mszę św., wpadł w zachwyt, a długo w nim trwając (w czasie Memento za żywych) zawołał: O Polonia quantom habes Patronos! (Dyskurs nabożny o NMP 1635).
O Polsko! Jakże wielu masz Patronów! Przyszedłszy do siebie Mszy św. dokończył mąż Boży, a zapytany przez zakonników współbraci, co mówił i dlaczego? On święty Reformat pyta: czy jest jakie państwo nazywające się Królestwem Polskiem? Wielki ten sługa Boży, mniejszym był geografem i poza Bogiem i zbawieniem dusz ludzkich nic nie widział i o niczem musiał nie chcieć wiedzieć, co w owe czasy nie było tak straszne. Toż i dziś znajdują się Anglicy, co wielki wpływ wywierają nie tylko na swoje państwo i losy świata nawet, a nie wiedzieli dobrze, jakie położenie ma Polska i jakie miasta do niej należą, np. Cieszyn. Dowiedziawszy się, że jest takie państwo chrześcijańskie, odpowiedział pytającym go Reformatom: „W tem królestwie źli poddani podnieśli bunt przeciw dobremu królowi swemu, dziś do bitwy przychodzi, i rzeczono mi, że wygrają, co będzie ostatnią i nieopisaną zgubą tego państwa. A gdym na to ubolewał w sercu – mówił dalej bł. Bartłomiej – widziałem aż oto Przenajświętsza Panna stanęła przed majestatem Boskim z nieprzeliczonem gronem świętych Patronów tego, który wraz z Nią, padając na twarze prosili Pana Boga za królem i królestwem jego. Więc na ich prośby zaszedł od Boga wyrok a zbuntowani przegrali, a król i z państwem ocalał”. Zanotowano tem dzień i doniesiono Papieżowi o tem. A gdy do Rzymu nadeszła ta nowina, iż w roku 1607 dnia 5 lipca zaszło ono pod Guzowem zwycięstwo, zmuszające pokonanych błagać przebaczenia u króla prawowiernego, chwalili wszyscy Boga i do większej czci Boga Rodzicy się zebrali, a za Polskę słali gorętsze, niż dawniej modlitwy. Osobliwie bł. Bartłomiej Salutiusz miał ją w swej, pamięci przed Bogiem. O tem wiele można czytać w jego życiorysie po włosku napisanym i wydanym 1641 roku. Nie czynił żadnej zemsty nad pokonanymi rokoszanami król Zygmunt III, ale przebaczył i – pamiętny dobrodziejstw Bożych – nawet do godności państwowych przypuścił, niedawnych swoich wrogów i nieopatrznych sprawców rozlewu krwi bratniej. Mawiano też powszechnie, że „król Zygmunt orężem pokonał rokoszan, ale łaskawością i dobrocią – zwyciężył ich prawdziwie”. W tymże samym czasie, co Bł. Bartłomiej, żył także we Włoszech wielkiej świętości zakonnik X. Juljusz Mancinelli, T.J. Sławny ten kapłan cudotwórca odznaczał się nie tylko świętością życia, wielką czcią dla Najświętszego Sakramentu, a politowaniem dla dusz w Czyścu cierpiących, których swemi modłami i pokutami wiele z Czyśca wybawił i do Nieba przesłał, ale w sposób niezwykle czuły kochał i wielbił Niepokalaną Boga-Rodzicę, przeróżne pochwały na Jej cześć głosząc. Ponadto odznaczał się O. Juljusz wielkim nabożeństwem do świętych Polaków, a osobliwie do św. Stanisława Biskupa krakowskiego i – swego umiłowanego współbrata w Zakonie Stanisława Kostki 1568 w Rzymie, zmarłego, którego świętością i posiadaniem cały zakon jezuicki uradowany, zaszczycony i wspomnieniami i Nim prawie przepełniony był. Że zaś w owe czasy wielu w tym Zakonie było świątobliwych i świętych Polaków, jak Piotr Skarga, Mikołaj Łęczycki i inni. Wielebny O. Jujusz, wielki miał dla Narodu polskiego respekt i miłość, i wdzięczność za to, że Polacy tylu znakomitych świętością i nauką dali jego Zakonowi członków, Zakonowi, który dobry ten zakonnik – jak swą Matkę, całem ukochał sercem. Uważając to, często zasyłał swe modły do „Wniebowziętej Królowej” przez przyczynę ukochanego współbrata w Zakonie „małego Polaka” Stanisława Kostki „za wspaniały i wielki Naród, co takiego nadzwyczajnego wydał z siebie świętego”, jak Stanisław Kostka. Zapragnął też, O. Juljusz Mancinelli, ujrzeć i uczcić tę ziemię polską „Matkę Świętych”, nawiedzić grób chwalebny św. Stanisława Biskupa i Męczennika, patrona św. Stanisława Kostki, podziękować Bogu w Katedrze krakowskiej za łaski, jakie mu Wniebowzięta Królowa Maja w ciągu życia wyprosiła i udzieliła na rozlicznych Misjach w Konstantynopolu i w Azji śród niewiernych Turków i w polskiej Katedrze prosić o dalsze łaski dla uprzywilejowanej Polski. Jakby tę podróż do dalekiego kraju odprawić i świętą ziemię Męczenników, nawiedzić i uczcić, ziemię, o której Paweł V Papież powiedział, że gdyby ją ścisnąć w garści, toby się krew męczeńska polała z niej – tylu Polaków życie za wiarę w ciągu wieków dało, iż cała „jest jedną relikwią świętą”. Nie wiedział jednak Mąż Boży, jak tego dokonać? Już 70 lat na barkach swoich dźwigał, a spracowan w Winnicy Pańskiej był bardzo i właściwie w Neapolu w klasztorze Gesu Nuovo na przygotowanie się do śmierci, po znojnej na Misjach, śród niewiernych, pracy, umieścili go przełożeni. Tak o dalekiej Polsce przez siebie ukochanej, święty ten, zaiste jezuita myśląc – modlił się do Marji, by mu przyszła z pomocą, jak to wykonać, a również prosił Ją, by mu dopomogła wynaleźć jaki nowy tytuł, wyrażający nie tylko Jej chwałę w Niebie, ale i na ziemi w jakiś niezwykły sposób. Słowem, tytuł „Wniebowziętej Królowej” już mu nie wystarczał. Gdy się tak celi zakonnej starzec miły, nastrojony najuroczyściej wewnętrznie po przyjściu z Nieszporów i procesji w wigilię Wniebowzięcia Matki Bożej, a więc święta sobie najmilszego, 14 sierpnia 1608 roku, modli – spojrzał przez okno na firmament Niebieski i o dziwo! Ujrzał niby drugi Eljasz prorok wspaniały i dziwny obłok, wychodzący jakoby z morza, który płynął ku niemu. X. Mancinelli zobaczył wyraźnie, jak z owego obłoku powstała słodka postać Dziewicy Niepokalanej z Dzieciątkiem Jezus na ręku, okryta w królewską purpurę, pełną Majestatu, a u kolan Jej klęczał piękny młody jezuita, aureolą cudną okolony: - Wniebowzięta Królowa! – szepnął O. Juljusz – przywykły do odwiedzin niebieskich Marji i owładnięty niewypowiedzianą, ludzką mową nie dającą się określić, radością, osunął się na kolana, a Marja już przy nim w swoim Majestacie. Wielebny O. Juliusz zawoła: „O, Królowo Wniebowzięta – módl się za nami!’ A Matka Boża mile nań spoglądając rzecze: „A czemu mnie Królową Polski nie zowiesz? Ja to królestwo wielce kocham i wielkie rzeczy dlań zamierzam, ponieważ osobliwszą miłością ku mnie pałają jego synowie...” Powiedziawszy to Boga-Rodzica, jakby czekała na odpowiedź Wielebnego Sługi Bożego, który też zawołał: - Królowo Polski Wniebowzięta – módl się za Polską! Po tych słowach nasza Królowa i Pani miłośnie spojrzała na klęczącego u Jej kolan, Stanisława Kostkę, a potem na O. Mancinellego i słodko rzekła: - Jemu tę łaskę dzisiejszą zawdzięczasz, Juljuszu mój! Co się działo w sercu świętego zakonnika po tem widzeniu, któż to wyrazić zdoła – gdy on sam ledwie łkaniem radości pytającym go braciom zakonnym opowiadał, modląc się zarazem: - Królowo Polski... módl się za nami. Matka Boża wielkie rzeczy dla Polaków zamierza: W krótkim czasie potem za pozwoleniem swych przełożonych, którzy rzecz całą ściśle zbadali, O. Mancinelli doniósł O. Mikołajowi Łęczyckiemu T.J. w Polsce, swemu przyjacielowi o tem co zaszło, i aby Zygmuntowi III, jak wiadomo, wielkiemu przyjacielowi Towarzystwa Jezusowego, tę „dobrą nowinę” oznajmił, polecił serdecznie. Ucieszony i król i Skarga i cały Zakon Jezusowy w Polsce – rychło rzecz całą rozgłosili i że Sama Boga-Rodzica Dziewica Polski Królową nazwać się i ogłosić raczyła, opowiedzieli. Radość w naszej Ojczyźnie była niezmierna i niewypowiedziana na wieść, że mamy Panią, której królowanie nigdy nie ustanie i która czuwać nad nami będzie po wieki wieków, owszem, nawet „wielkie rzeczy dla nas zamierza” uczynić. Już to drugi kapłan włoski: reformat i jezuita w krótkim czasie o Polsce przychylnie od Matki Bożej słyszeli. Nie były to groźby jak w Le Salet lub w Lourdes we Francji, ale – słowa czułości macierzyńskiej Marji względem nas. Zdziwił się Neapol i Rzym i całe Włochy na te wieść; zainteresował się Papież tym faktem – rzecz była bowiem niesłychana i żadnemu innemu Narodowi chrześcijańskiemu łaska taka nie była ani przedtem, ani potem w tym stopniu przez Matkę Bożą okazana i udzielona. Wywyższyła nas Królowa Nieba, wejrzawszy na pokorę naszą, na męczeństwo przodków naszych, na świętość naszych świętych i na chęci nasze dobre, a zupełnie oddane sprawie Bożej; wejrzała i na przyszłość naszą, widziała błędy, które nas do upadku przywiodą, a przecie i wtedy – o dobroci Marji niezmierzona i nigdy dość nie wywdzięczona! – chciała nam być Królową i Pocieszycielką. Że była – wiemy. O. Juljusz Mancinelli wybrał się do Polski, by ujrzeć Królestwo Marji. Nie żałował on ani słonecznej swej Ojczyzny, ani pięknego Nieba Neapolu, ani cudownego Morza, ni cichego klasztoru Gesu Nuovo; nie wzdragał się dalekiej, pełnej niebezpieczeństw podróży miły starzec i – poszedł do Polski. Miłość ku Bogarodzicy, ku Królowej Polski Wniebowziętej, gnała go tych północnych, a wtedy z powodu wojen prowadzonych przez Zygmunta III i nie bardzo spokojnych krajów 1). A brzmiało w on czas po Polsce echo kazań sejmowych Skargi, w których potężnej jeszcze wtedy Polsce, karami Bożymi surowo grozi prorok jezuita, i że „nas potłucze Pan jako ten garnek” przepowiada. Toż i inni kaznodzieje straszą nas nie na żarty. Nikt otuchy nie wlewa w Naród na przyszłość... W takiej to porze, w takim czasie zjawia się w dniu 8 maja 1610 roku w Katedrze wawelskiej staruszek zakonnik. Zakurzony, zmęczony, ledwo żyw, ale z oczu jego błyska ogień jakiś. Ujrzawszy trumnę Ojca Ojczyzny naszej, św. Stanisława, co niegdyś „spoił rozdartą Ojczyznę w jedną całość”, pada krzyżem i modli się za Polskę... Dziękuję Bogu, że ona jest taką urodzajną rodzicielką Świętych, skarbiąc sobie ten przywilej i chwałę, że Kościół cały 2) ją nazywa: „Polską Bożą, Winnicą i Królestwem Bożem” i woła do niej z uznaniem i miłością: „Ciesz się Matko, Polsko, żyzna w obfite błogosławionych potomstwo” – Gaude Mater Polonia, prole foccunda nobilis! – powtarza zachwycony święty nasz przyjaciel włoski; nasz pielgrzym ukochany, przez Królowę Polski Wniebowziętą umiłowany, a potem wychodzi ze Mszą świętą przed grobem świętego Biskupa Męczennika, by mu dziękować, że tak dobrze opiekował się św. Kostką, iż do takiej on doszedł w młodziuchnem wieku świętości. Gdy się tak modli pątnik z Neapolu w czasie Mszy świętej za pomyślność Królestwa naszego – ujrzy w wielkiej postaci Marję w królewskim olśniewającym Majestacie jak jeszcze nigdy Jej nie widział i rzecze mu Bogarodzica: „JAM JEST KRÓLOWA POLSKI, JESTEM MATKĄ TEGO NARODU, KTÓRY JEST MI BARDZO DROGI, WIĘC WSTAWIAJ SIĘ DO MNIE ZA NIM I O POMYSLNOŚĆ TEJ ZIEMI BŁAGAJ NIEUSTANNIE, A JA CI ZAWSZE BĘDĘ, JAKOM JEST TERAZ, MIŁOŚCIWĄ”. 1) I znów mógł ten święty nasz Przyjaciel oznajmić, a to już osobiście X. Piotrowi Skardze, zakonnym swym współbraciom, królowi i temu wielkiemu biskupowi krakowskiemu, co „żył jak filozof, a umarł jak święty w 1616 r.”: Piotrowi Tylickiemu, o ciągłej i wielkiej łasce Niepokalanej i Wniebowziętej Królowej Polski – jak Ją przez wieki nazywają i czczą biali Marjanie z polskiego serca sprawcy wiedeńskiej Wiktorji W.O. Stanisława Papczyńskiego w 1670 r. wykwitli, aby Maryi Królowej Polski roznosić cześć, duszom poległych za Wiarę i Ojczyznę lub w nędzy zmarłych nieść skuteczny ratunek – a misjami ustawicznemi nawracać błądzących, uczyć kochać i siebie i drugich. Namodliwszy się do syta w ziemi krwią Męczenników przesiąkniętej, Polsce, Wielebny Ojciec Juljusz i o Lwów zawadził o co jeno godnego było oglądać, gwoli podniesienia serca ku Bogu, obejrzał i do ojczystych Włoch ze swemi wspomnieniami drogą przez św. Kostkę, kiedyś odprawioną, poszedł. Błogosławiły go serca polskie i opłakały rozłąkę z tak zaiste niezwykłym człowiekiem, co „był jak nasz, nie cudzy”. Tak to Wiara św. zbliża ludzi, że choć innego narodu, są jakby jednej matki syny, jeśli świętością się odznaczają. Po drodze powrotnej niemałymi łaskami darzył Bóg świętego starca – pielgrzyma, a on nucił i nucił, chwaląc po łacinie świętego Biskupa Polaka: „Ciesz się Polsko, Rodzicielko, Z tak wielkiego syna w niebie: Niech Bóg za tę łaskę wielką Wciąż będzie chwalon przez ciebie. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . Kto mu ufa tego broni, Dar zbawienia tchnie obficie; Z śmierci grzechu, z wiecznej toni Wiedzie do portu – na życie”. I znów znalazł się O. Juljusz w swoim Neapolitańskim klasztorze, spoglądał jak pięknem jest morze i to włoskie niebo, ale myślę w modlitwach, do umiłowanej przez Królowę Polski powracał północnej ziemi. Już lat 7 ubiegło, jak był wrócił z Polski. Nadszedł dzień Wniebowzięcia Niepokalanej Królowej Polski 1617. I znów, jak kiedyś, ujrzał O. Juljusz – 80-letni staruszek – Boga-Rodzicę mówiącą do niego: „Juljuszu, synu mój! Za cześć i miłość, jaką otaczasz tajemnicę mego Wniebowzięcia, ujrzysz mię za rok w mej chwale w niebiosach. Tu jednak, na ziemi, nazywaj mnie zawsze KRÓLOWĄ POLSKI!” Ciche łkanie Sługi Bożego – było jedyną odpowiedzią Marji. Niebo i widzenie Boga i Wniebowziętej Pani zapewnione, towarzystwo św. Stanisława Kostki pewne; radości niebieskie po wiek wieków niewątpliwe... Co za radość, co za szczęście!... Jak wielka za życie cnotliwe zapłata... - Królowo Polski – módl się za nami! Za rok O. Juljusz Mancinelli już nie żył. Zabrała go Niepokalana i Wniebowzięta Królowa Polski, zabrała do siebie.
O, Ojcze Juljuszu, spraw, by i nami nie gardziła. Niech i nas zabierze z sobą po życiu cnotliwem, które nam ułatwiaj z Nieba: Pomnij na nas Polaków!
Wieść o śmierci tego protektora naszego u Maryi – bolesnem echem odbiła się w Polsce. Posypały się do niego prośby do Nieba. Odpowiedział łaskami. Proszono o jego relikwie w 1625 roku – dano ich cząstkę z jego szlachetnej głowy i portret. Nie miało tego skarbu rodzinne miasto świętego męża Macerata, a dostali i mieli Polacy. Naród nasz też pierwszy o beatyfikację tego świętego Włocha kołatał. Dziś to ponowić trzeba 1), a wzmoże się orędownictwo Jego do Królowej Polski, byśmy się teraz duchowo odrodzili i naprawdę spolaczeli: po dawnemu, po katolicku: święcie! A więc o Ty Królowo nasza Niepokalana: „Dodaj nam męstwa, zjednaj Spólną miłość, zgodę, I od Polskiej korony Oddal wszelką szkodę. Nie wypuszczajże nigdy Nas z Twojej Opieki, My Cię za to wychwalać Będziemy na wieki”. 2)
Najwyższa Polski Monarchini
Pójdźcie polskie pisklęta pod płaszcz polskiej Pani: Poradź, prowadź, poratuj, prosimy poddani”.
Że powszechną, ze wszystkich względów, iście poddańczą i synowską, bezprzykładnie czułą, była cześć ojców naszych i Ojczyzny naszej dla Niepokalanej i Wniebowziętej Dziewicy Boga-Rodzicy – widzieliśmy i wiemy. Że błogosławiła Maryja Królestwu swemu, darzyła je widoczną opieką i łaską, chroniąc od zguby, mimo wielkie i częste niebezpieczeństwa i klęski – o tem tomy napisano. Ale o tem, że Jej macierzyńska czujność i miłosierdzie cudownie i w pełni się objawiła za ostatniego z Wazów, króla Jana Kazimierza i przeorstwa na Jasnej Górze O. Augustyna Kordeckiego – wie każde dziecko polskie, wie cały świat: a to nie tylko chrześcijański. Trafiło się wtedy, że zły duch posiał w Polsce niesnaski i kłótnie, zawiści, jakby klasowe, rozkiełznanie swawoli, pod znakiem złotej wolności. Upadła powaga królewska i rządowa, a stronnictwa targały się w wojnie domowej. Rozpasanie ludzi bogatych doszło do zenitu, a poniewierka ubogimi na porządku dziennym była u samolubnych magnatów i prawie wołała o pomstę do nieba. W innych krajach, co prawda, gorzej, stokroć gorzej wtedy z ludem sobie postępowano, np. w Niemczech, gdzie ze skóry ludzi pasy protestanci i luteranie nosili. U nas nie było tak źle, bo charakter nasz jest łagodny, zresztą i wtedy dobrych i świętych ludzi nie brakło, ale jak na Polskę oddaną Maryi – było źle! Katolickie państwo w żadnym razie nie może być podobne do heretyckiego, a u nas w tem zbłądzono.
Ojczyzna biedna stanęła na krawędzi przepaści. Polska „ogniem i mieczem” kilku naraz wrogów zewnętrznych, oprócz domowych, była pustoszona i pogrążona została w istnym „potopie” klęsk, mordów, grabieży, pożogi. Zdarzyło się to, co było najstraszniejsze, bo oto właśni synowie Polski zdradzili kraj i opuścili. Moskale, Kozacy, Tatarzy, Siedmiogrodzianie i Szwedzi zwycięsko weszli w granice Królestwa Maryi i prawie bez oporu cały kraj zagarnęli, bo prawowity król został niemal bez wojska, bez pieniędzy, uchodzić musiał ze swego państwa. Mężny król – opuszczony przez swoich. Zajęta już Wielkopolska, zdobyta Warszawa, zabrany Kraków, wojska szwedzkie zwiększyły się – o wstydzie! – ochotnikami polskimi, odstępcami niegodziwy mymi, a Karol Gustaw za pana i władcę przez większość narodu uznany, chociaż heretyk, luteranin i brzydki prześladowca wiary katolickiej, mordujący zakonników i kapłanów za wiarę. Król na wygnaniu, biskupi, wierni królowi, z bólem wołają do Rzymu: „Zginęliśmy, jeśli się Bóg nie zlituje nad nami!” – „Nie! – woła Papież Aleksander. – Marya was wyratuje, toć to Polski Pani. Jej się poświęćcie, Jej oficjalnie ofiarujcie, Ją Królową ogłoście, toć sama tego chciała”. I choć Polacy zwątpili w ratunek – Papież nie zwątpił. Papież ten był naszym przyjacielem, znał Polskę do głębi. I rzeczywiście zlitował się Bóg nad dolą opłakaną Polski, użaliła się Królowa Niebios nad ludem swoim i natchnęła sługę swego wiernego, przeora pustelniczych paulinów jasnogórskich, by bronili świętej góry i nie oddał ani piędzi ziemi, którą władali synowie św. Pawła Pustelnika. Gruchnęła po Polsce wieść, że cichy przeor pokornych Ojców bronić się postanowił i sam obronie przewodzi, a honor Narodu całego Paulini, do modłów i samotności nawykli, w ręce swoje wzięli – by go złożyć u stóp Królowej Polski. Chodziło bowiem Ojcu Kordeckiemu, aby cześć Boga i Maryi nie umniejszyła się narodzie, lub nie ustała, chciał obudzić w Polakach miłość dawną ku Boga Rodzicy i do upamiętania przyprowadzić błądzących. Dlatego postanowił raczej w gruzy się zagrzebać, niż choć jedną piędź ziemi oddać w ręce wroga.
Prawdziwie kapłan polski. Oni zawżdy tacy bywają,
I stanęło wojsko szwedzkie pod murami Jasnej Góry dnia 18 listopada 1655 roku. Dziesięć tysięcy zbrojnych i zwycięskich nieprzyjaciół z działami ogromnemi, jak na taką twierdzę, z której sami Szwedzi kpili. A wewnątrz klasztoru od zewnętrznej pomocy zewsząd odciętego - 68 zakonników, 160 żołnierzy, którymi dowodził zacny Czarniecki i 50 szlachty przez Stefana Zamoyskiego kierowanej. Zdawało się niepodobieństwem bronić w takich warunkach. A jednak o dziwo! O. Kordecki postanowił się bronić, ufny w pomoc Królowek Polski, której ciągle wzywał pomocy. I próżne są ataki wroga; nie ustaje oblężonych odwaga, wzmagana modlitwą, podsycana duchem pobożności i czci dla Maryi; mury, choć kruszone i puste, nie upadają, ogień nie pali świętego przybytku, hymn Boga Rodzicy nie ustaje we dnie i w nocy: Częstochowa opiera się cudownie, i po kulku tygodniach daremnych usiłowań, Szwed upokorzony, ze wstydem w święta Bożego narodzenia ustąpić musiał. Zwyciężyła Królowa Polski! Dowiedział się o tem naród cały; cudowny zapał, którego ognisko w sercu i opiece Maryi, ogarnął i podniósł serca; wojsko nasze rosło w odwagę i siłę; Czarniecki chlubnemi zajaśniał zwycięstwy, odzyskano ziemie, stolicę - i ocalał naród z państwem, zdobywając sobie w lat niewiele potem, ręką Jana III, najwspanialszą w dziejach zasługę obrony chrześcijaństwa i cywilizacyi.
Pobożny król Jan Kazimierz, stosująd się do rady Papieża Aleksandra VII, wrócił do Polski, do Lwowa i tam 1 kwietnia 1656 roku zasilony Ciałem Pańskim z rąk Piotra Vidoniego, Nuncjusza papieskiego, który wtedy Mszę św. uroczystą odprawiał przed cudownym wizerunkiem Matki Bożej Łaskawej w katedrze, otoczony biskupami i senatorami, następujący, śród powszechnego wiernych wzruszenia, wygłosił
ŚLUB UROCZYSTY
"Wielka Boga-Człowieka Rodzico! Dziewico Najświętsza! Ja Jan Kazimierz, z łaski Syna Twojego, Króla królów, a Pana mojego i Twojem zlitowaniem, król, do Twoich najświętszych stóp upadając, Ciebie za Patronkę moją i za Królowę moich państw dziś obieram, i tak samego siebie, jak równie i moje Królestwo Polskie, Wielkie Księstwo Litewskie, ruskie, pruskie, mazowieckie, żmudzkie, infladzkie, czernichowskie, smoleńskie, oraz wojska obu narodów i wszystkie moje ludy osobliwej opiece i obronie Twojej polecam i o wspomożenie i zmiłowanie Twoje, w tym opłakanym, pełnym klęsk i niebezpieczeństw stanie królestwa mojego, przeciw nieprzyjaciołom świętego rzymskiego Kościoła pokornie błagam. A ponieważ wielkie dobrodziejstwa Twoje skłaniają mnie, wraz z narodem moim, do nowego i żarliwego poświęcenia się na służbę Twoje: ślubuję zatem, tak Mojem jak ludów moich imieniem, Tobie i Twojemu Synowi, Panu naszemu Jezusowi Chrystusowi, że cześć i nabożeństwo ku Tobie wszędzie, po wszystkich krainach królestwa mojego rozszerzać będę. Ślubuję także, że skoro za potężnem Twojem wstawieniem, a Syna Twego wielkim zmiłowaniem, nad nieprzyjaciółmi, a szczególnie nad Szwedami zwycięstwo odniosę, postaram się u świętej Stolicy Apostolskiej, aby na podziękowanie Tobie i Twojemu Synowi dzień ten, jako uroczysty i święty, corocznie po wieczne czasy był obchodzony, i wraz z Biskupami królestwa mojego sprawię, aby to, co przyrzekam, przez ludy moje wypełnione zostało. Gdy zaś z wielką boleścią serca mojego widzę jasno, że z powodu jęków i ucisku ludu wiejskiego zesłane zostały przez Syna, sprawiedliwego Sędziego, na królestwo moje różne plagi, zarazy, wojny i inne nieszczęścia przez te lat siedm, przeto przyrzekam i ślubuję, że po odzyskaniu pokoju, starać się będę usilnie, wraz ze wszystkimi stanami, aby lud Królestwa mojego od niesprawiedliwych ciężarów i ucisków został wyzwolonym. Ty zaś, o najlitościwsza Królowo, jakoś mię raczył natchnąć myślą złożenia tych ślubów, tak racz mi wyjednać u Syna Twego łaskę do ich wykonania”. Ślub ten powtórzyły po królu wszystkie stany Rzeczypospolitej, pod przewodem biskupa przemyskiego Andrzeja Trzebickiego, podkanclerza koronnego, - a tak Boga Rodzica Marya, ukochana i czczona zawsze, od początku, w krajach polskiemu berłu podległych, teraz uroczystą przysięgą po wieczne czasy Królową Polski uznana i ogłoszona została. Zbawcza to była myśl, przyznania na ziemi polskiej zwierzchniej opieki i władzy Tej, która po Bogu moc najwyższą w niebie posiada. Ogłaszając Boga Rodzicę swoją Królową i oddając się w poddaństwo, naród nasz jakby przewidywał koniec doczesnego królestwa, więc chwiejącą się koronę na głowie ostatnich królów swoich przeniósł na skronie Matki Zbawiciela, niewątpliwie w tem cudownem przeczuciu, iż dopóki Chrystus Władcą naszym będzie, a Niepokalana Królową naszego narodu, dopóty my będziemy królestwem, i pomimo napaści i prześladowań, a nawet pozornej śmierci – jako naród ostoimy się. „W narodach, które na zawsze znikać miały, nie było takiego przeczucia – pisze jeden z dawnych pisarzy naszych – bo zaledwie z głowy królewskiej spadła na ziemię korona i potoczyła się po stopniach tronu, a zaraz ją mocniejszy lub sprytniejszy podnosił, utwierdzając prawność jej posiadania jedynym dowodem, iż do nikogo nie należała. W innych razach, rzucona ze skroni królewskich, przeszła w posiadanie anarchicznego tłumu, który ją z głowy na głowę przymierzał, a potem, odartą z ozdób, pokruszył w lekkomyślnem lub dzikiem rozdrażnieniu, i – pomiótł na bruk ulicy. Lecz my, Polacy, cośmy władze nasze otrzymali z rąk Bożych, wiemy, gdzie jej szukać należy, bo wskazali nam przodkowie nasi skład onej bezpieczny i pewny, powierzając godła najwyższych narodowych rządów w ręce nieśmiertelnej Królowej nieba i ziemi Pani”. W siedm dni po uczynionym przez króla Jana Kazimierza i Stany Rzeczypospolitej ślubie, a wnet po świetnem zwycięstwie, odniesionem nad wrogami ojczyzny, odbywało się ponowne uroczyste nabożeństwo dziękczynne w katedrze lwowskiej u obrazu Matki Boskiej Łaskawej, zdarzyło się – jak wiarygodne opowiada podanie – że w chwili, gdy pobożny i wdzięczny król składał u stóp Najwyższej Polski Monarchini zdobytą chorągiew, a lud śpiewał „Te Deum laudamus”, świeca jedna po prawej stronie obrazu w oczach wszystkich zagasła, a gdy wymawiano słowa owe: „Te ergo quaesumus” – Ciebie tedy prosimy, znów zapłonęła sama, jaśniej nad inne do końca się paląc. Oby teraz, gdy cały świat zdumiony ogląda Polskę zmartwychwstałą, żyjącą, Bóg rozniecił światło w umysłach wszystkich poddanych Maryi, na całym obszarze ziem polskich, aby zgodnie i po Bożemu żyli, a tak administrowali tem państwem Królowej Polski, by na gniew Boży nie zasłużyli i na odrzucenie od Niepokalanej i Wniebowziętej Królowej Polski. Na wieść, że król polski i naród ogłosili oficjalnie Boga Rodzicę najwyższą Monarchinią, Panią i jedyną Władczynią olbrzymiego państwa, Ojciec św. Aleksander VII i Rzym cały, owszem, całe chrześcijaństwo uradowało się niezmiernie. Podniósł się kult na świecie Bożej Matki i tu i ówdzie dla przypodobania się Boga-Rodzicy – wzorem O. Mancinellego – nazywano Ją: Polski Królową. Jan Kazimierz otrzymał od tegoż Papieża przesławny Prawowiernego przydomek, którego odtąd królowie polscy z dumą używali. Po całkowitym wypędzeniu Szwedów z Polski O. Augustyn Kordecki wysłał delegację Paulinów do Papieża, któremu wręczyli opis oblężenia i obrony Jasnej Góry. Rozrzewniony do łez Aleksander VII powiedział: „Składamy dzięki Bogu, że zdziałał dla was wielkie rzeczy: wy Polacy jesteście prawdziwie szlachetni, bo zastawialiście się za Kościół św. i za ojczyznę tak mężnie walczyliście, nie dopuszczając, by Szwedzi – heretycy sprofanowali wasze święte miejsce” 1). Kim był Jan Kazimierz, który ogłosił Polski Królową Marję? Warto to wiedzieć. Oto jego charakterystyka na pomniku w Paryżu w kościele benedyktyńskim Saint Germain des Pres Umieszona, gdzie jego królewskie spoczywa serce: 2) Wiecznej pamięci króla Jana Kazimierza. „Tutaj, przebywszy cnót i sławy stopnie wszystkie, spoczywa szlachetną swoją cząstką JAN KAZIMIERZ, Polski i Szwecji KRÓL; z dostojnej JAGIELLONÓW krwi,, z rodu Wazów ostatni potomek, ponieważ najwyższy w naukach, w orężu, w pobożności; mnogich ludów mowy się nauczył, ażeby je sobie tem serdeczniej poddać. W siedemnastu bitwach, stoczonych z nieprzyjacielem, w tyluż, oprócz jednej zwyciężył, zawsze niezwyciężony. Moskali, Brandenburczyków, Tatarów, Germanów orężem, Kozaków i innych buntowników łaskawością i dobrodziejstwy pokonał, przez zwycięstwo królem im się stając, przez dobroć ojcem. Wreszcie w całych dwudziestu latach panowania, fortunę męstwem zwyciężając, dwór miał w obozie, pałace w namiotach, wodowiska w tryumfach. Dzieci z prawego małżeństwa spłodził, przez które później został osierocony, ażeby, jeżeliby nad siebie większego pozostawił, sam nie przestał być największym, jeżeliby zaś mniejszego, pokolenie nie zwyrodniało”. „Równą męstwu jego religijność była, ani mniej gorliwym sprawy niebieskiej, niż ziemskiej, był bojownikiem. Przeto wystawione klasztory i lazarety w Warszawie, kalwińskie świątynie na Liwie zburzone, Socynianie z królestwa wygnani, aby KAZIMIERZA nie mieli za króla, ci którzy CHRYSTUSA za Boga nie mają; senat od różnych sekt do wspólności katolickiej wiary przywiedzion, ażeby ustawami Kościoła się powściągali ci, którzy narodom prawa dyktują; stąd to jemu przesławny PRAWOWIERNEGO przydomek od ALEKSANDRA VII nadany. Człowieczej wreszcie chwały szczyt przewyższywszy, gdy nic przesławniejszego dokonałby nie mógł, panowania dobrowolnie się z rzekł w roku 1668. A wtedy łzy, których nikomu za królowania swego nie był wycisnął, polały się z oczu wszystkich, którzy odchodzącego króla nie inaczej, jakby umierającego ojca opłakali. Gdy żywota resztę na pobożnych obowiązkach przepędził, na ostatek usłyszawszy o zdobyciu Kamieńca, aby tak wielkiej klęski nie przeżyć, miłością ojczyzny raniony poległ dnia 16 grudnia 1672. „Królewskie serce zakonnikom tego klasztoru, nad którym opackie miał zwierzchnictwo, jako zastaw miłości pozostawił, a oni je w tym grobowcu z żałością złożyli” 1)
Po wypędzeniu wrogów z granic ojczyzny, zaczął Naród myśleć o wypełnieniu ślubów Bogu uczynionych przez Jana Kazimierza, ale nowe zamieszki w kraju, nowe napady, a po części i ociężałość nasza sprawiły, że śluby te w całości nie zostały wypełnione. Jeden tylko święty Polak spółczesny Janowi Kazimierzowi, z którym się osobiście znał, a nawet miał być przy ich składaniu obecnym, Wielebny Sługa Boży, O. Stanisław Papczyński, założył w roku 1676, a zorganizował ostatecznie w 1673 r. Zakon (Ordo) Marjanów pod tytułem Niepokalanego Poczęcia w Puszczy Korabiewskiej w trojakim celu: aby Zakon ten biały i ostry z całą apostolską gorliwością szerzył cześć Niepokalanej i Wniebowziętej Marji, teraz już Królowej Polski; aby ustawiczne zanosił modły za dusze w Czyścu cierpiące, a szczególnie za poległych za wiarę i Ojczyznę braci, o których zapomina Naród, oraz zmarłych z głodu i zarazy biedaków, za których nikt się nie modli; aby z całą usilnością wszędzie gdzie się tylko da, katechizowali lud i ciągłemi Misjami i kazaniami, spowiedziami oświecali w rzeczach wiary lud straszliwie zaniedbany; potem, by zakładali szkółki ludowe, uczyli czytać i pisać – wreszcie robót różnych jak: ogrodnictwa, pszczelarstwa, koszykarstwa, hodowli ryb i innych pożytecznych ludowi rzeczy nauczali. Jednak zawsze i wszędzie przypominać powinni o czyścowych mękach, jakie ponoszą biedni żołnierze polscy i ci, co państwami rządzą i jemu radzą, a którzy nie dość doskonale żyjąc, na sąd Boży poszli i są przez wszystkich zapomnieni. To samo tyczy się i wielkich zasłużonych pisarzy, polityków i dla Ojczyzny zapracowanych, o których pomyślawszy honorowym pogrzebie rodacy – o duszy ich zapominają zupełnie; są oni bez ratunku zostawieni, dlatego, że świat ich uwielbia. To przecie straszne... Przez myśl o Czyścu spodziewał się Sługa Boży – a słusznie! – utrzymać Naród w sprawiedliwości w traktowaniu podwładnych, a w sumienności sługi względem panów. Zakon Marjanów wykwitły na tle ślubów Narodu, popierał usilnie dawny kanonik krakowski, późniejszy biskup poznański, następnie Prymas-nominat, dziś też już cudami wsławiony X. Stefan Jastrzębiec Wierzbowski, który pod szczególną opiekę swoją wziął formujący się Zakon polski. Też i Biskupi krakowscy jak Oborski i Trzebicki z następcami swemi, czułą, Zakon Królowej Polski otaczali opieką tak, że Błogosławiony Patryarcha umierając, biskupom krakowskim i poznańskim Zakon na wieczne czasy w opiekę oddał i oto ich w rzewnym swym testamencie prosił i błagał. Królowie polscy wszyscy od Michała Korybuta i Jana III, który był penitentem założyciela Marjanów aż do ostatniego polskiego, wielkiemi byli czcicielami tego Zakonu, co setki wydał z siebie uczonych, zasłużonych i świątobliwych mężów, z których 72 doczekało się oprócz Fundatora Zakonu – procesu informacyjnego do kanonizacji z tych zaś 62 Polaków, a reszta: Portugalczycy, Włosi, Hiszpanie i Węgrzy. Dał ten Zakon i męczenników kilku Kościołowi, oraz Misjonarzy, w swoim czasie głośnych. Byli i tacy, co od Turków wydostali więźniów takich się i Trynitarzom wykupić nie udało. Zasługiwali się więc i Bogu i jego Kościołowi i tej swojej Ojczyźnie, z której wyszli. Ocenili ich też Papieże, bo począwszy od Innocentego XI i Innocentego XII aż do Piusa IX Wielkiego i Leona XIII, wszyscy ich promowali, zatwierdzali – i przywilejami darzyli. A gdy wrogowie Kościoła Zakon zdruzgotali czułości Piusa IX dla Marjanów nie było końca. Aż też i Leon XIII rozkazał, aby Zakon ten, tak potrzebny dla Dusz w Czyścu cierpiących, za wszelką cenę zachować w ukryciu przed wrogami. I odnowił go wielki Sługa Boży O. Bernard, Marya od Krzyża, Plelasiński, przed kilku laty zmarły, co przedtem zmartwychwstanie Polski przepowiadał, ale dotąd nie znalazł się w wolnej Ojczyźnie kącik bezpieczny, aby się Synowie Niepokalanej i Wniebowziętej Królowej razem z rozproszenia zebrali i po dawnemu, bez odmian Reguły swej i zwyczajów żyli – jako Misjonarze i bogomódlcy za zmarłych, których tyle Miljonów przybyło po wojnie... Ale i w Polsce nieczułej dla swego Zakonu, z którego odrodzeniem jej zmartwychwstanie było związane – nie dobrze się dzieje 1) . Niepokalana i Wniebowzięta Królowo Polski – ratuj Zakon swój własny od zupełnej zagłady i obmyśl Sama miejsce dla wiernych synów swoich, jakeś to dawniej, zawsze czyniła, a jak ich dotąd prawie cudownie przy życiu i regule swej utrzymujesz i coraz nowe, kapłańskie i młodzieńcze wzbudzasz do swego Instytutu powołania. * * * Po obiorze Jana III na tron polski, monarcha ten w ciągłych wojnach wystraszał precz za granicę państwa najeźdźców i wrogów, co się na zagubę Matki świętych, Polski, spiknęli. Panowanie tego monarchy – podpierane było modłami wielu współczesnych świętych polskich, że tylko dwóch najwybitniejszych, - bowiem O. Drużbicki T.J. już nie żył – wspomnę, a to: Wielebnego Biskupa poznańskiego Stefana Wierzbowskiego i Patryarchę Maryanów, którzy modłami i zasługami, niby kolumny, państwo polskie podtrzymywali. Wtedy to w czasie bitwy pod Chocimem w 1673 r., gdy się ważyły losy Ojczyzny, a modły wiernego ludu i duchowieństwa zasyłane do Boga, wspierały walczących – Niepokalana Polski Królowa każącemu na ambonie w kościele parafialnym w Jeruzalu, pod Wiskitkami, W. O. Papczyńskiemu ukazała się w majestacie Królowej i rzekła: „STANISŁAWIE, SYNU MÓJ! MODLITWY TWOJE WYSŁUCHANE, ALBOWIEM WOJSKA MOJE ZWYCIĘŻYŁY W TEJ CHWILI NIEPRZYJACIÓŁ, MEGO KRÓLESTWA. OZNAJMIJ TO LUDOWI MEMU – WESELCIE SIĘ, A SŁUŻCIE WIERNIE MEMU SYNOWI”. I ukazała O. Papczyńskiemu, wzniesionemu ponad kazalnice wysoko, plac boju i pierzchające nieprzyjaciół hordy. Uweselony Sługa Boży – natychmiast licznie zebranej szlachcie i zdumionemu ludowi o zwycięstwie pod Chocimem oznajmił i sam z nimi Te Deum i Magnificat na cześć Królowej Polski wdzięcznie odśpiewał 1). A gdy Sejm polski ani słuchać (17-18 kwietnia 1683 r.) nie chciał, by pójść pod Wiedeń na pomoc – zawsze niewdzięcznym i butnym austrjackim Niemcom, którzy Polsce nigdy dobrze nie życzyli i nie spieszyli jej z pomocą – wtedy O. Papczyński, widząc posła cesarskiego na klęczkach i posła papieskiego w proszącej postawie przed królem Sobieskim, jego duchownym synem – poszedł po radę do Maryi, a ta Królowa Polski najmiłosierniejsza ukazawszy się znów Słudze Bożemu o Zwycięstwiem pewnem, zapewniła go i pod Wiedeń iść kazała! I wtedy to mąż Boży wobec Legata i senatorów zadecydował o losach Wiednia, a w konsekwencji i Polski w chwili, gdy już, już stanowcza odmowa króla i senatu zapaść miała, a to temi słowy: „Zapewniam cię, królu, imieniem Dziewicy Maryi, że zwyciężysz i okryjesz siebie, rycerstwo polskie i Ojczyznę nieśmiertelną chwałą”. I wyruszył Jan III pod Wiedeń w asyście O. Papczyńskiego, O. Marka Daviano i O. Stanisława Dominikanina obserwanta, to jest w asyście trzech świętych zakonników. Że pod Wiedniem 12 września zwyciężył Jan III – wie świat cały, ale o tem, że to moralnie sprawił święty Marjanów Zakonodawca, jak i tem, że za Jego natchnieniem i na Jego do króla prośby, ustanowił Innocenty XI, Papież, święto Imienia Maryi – kto wie dzisiaj i kto temu Słudze Bożemu dziś za to jest wdzięczny? Naprawiajmyż to, a co prędzej, podpierając Zakon, przez Sługę Bożego ustanowiony, a przez wrogów Kościoła i Polski zniszczony oziębłością dziwną obecnie należycie – nie ratowany.
Gdybyśmy tak przeszli dzieje Narodu naszego dokładnie, nie pobieżnie, jak to ze względu na mały rozmiar pracy niniejszej, my to czynimy teraz, obaczyliśmy tę cudowną i nieustającą pomoc i rady, dawane Polsce przez jej Królowę za pośrednictwem świętych Polaków 1). Nowy też dowód opieki nad Ojczyzną naszą dała Maryja, gdy groziła Polsce straszliwa skutkach wojna domowa za Augusta II Sasa. Wtedy to gdy nie znaleźli ratunku panowie Rada, by zażegnać nieszczęście, a wojska już się z sobą na Pradze w Warszawie ścierały, udano się po interwencję do pokornego Paulinów Częstochowskich, przeora O. Konstantego Moszyńskiego, a ten, jak we współczesnych aktach Zakonu i Państwa czytamy – przez Maryę pouczony, gdy mu się na Jasnej Górze modlącemu ukazała, kilku słowami zażegnał burzę i uwolnił Ojczyznę od klęski. Oto znów dowód jak wielkie usługi Polsce oddawali święci. O, tak! Największy ten patrjota i najlepszy obywatel, co życie święte prowadzi. Nigdy nie wierzmy, aby ludzie bezbożni, źli, skutecznie i uczciwie służyli Ojczyźnie. Kto nie wierzy, niech patrzy dookoła siebie, a znajdzie, że prawdę głosimy. „Służcie Bogu Polacy, a Bóg zbawi Polskę!” – wołał Sługa Boży, Bogdan Jański, założyciel polskiego zgromadzenia Zmartwychwstańców. Te słowa powinny być wypisane we wszystkich szkołach i domach, a już najbardziej w gmachach urzędowych, ministerialnych, Sejmie, Senacie i w wojskowych domach.
Sługa Boży, Bohdan Jański, jako jawny pokutnik, żył za czasów niewoli po upadku ojczyzny, upadku, w który nas grzechy wprowadziły. Naród nasz bowiem znów zapomniał, że jest własnością Bożą i podanym swej Niepokalanej i Wniebowziętej Królowej. Panujący Sasowie nie znali ducha narodowego sarmackiego i nigdy z nami się nie zżyli, wprowadzili niemieckie obyczaje. Lenistwo i użycie grzeszne życia, obżarstwo i pijaństwo, niegodziwe rozwody, słowem, wszystkie grzechy główne miały w Polsce licznych zwolenników. Uciemiężono lud prosty jeszcze bardziej na sposób niemiecki i ledwo po zaściankach chwalono Boga i życie prowadzono po Bożemu. Ostatni król polski sam nikłego był charakteru, i choć to i owo dobrze zrobił, dobrze chciał, oświatę wprowadzał w kraju, ale w tej oświacie nie wiele było Boga. I pokazało się, że Polska nie może żyć życiem innych narodów, którzy za cel prawa istnienia mają walkę z Bogarodzicy kultem. Na te złe czasy Bóg nas pozwolił rozebrać między złe sąsiady, abyśmy niepoprawni, a do wielkich rzeczy wezwani, obaczyli. Wtedy to poznali Polacy, jak straszna rzecz wpaść w ręce Sprawiedliwości Bożej. Klęski nas zalały jako pełne morze. Przepowiednie Skargi spełniły się co do joty, a wtedy święci kaznodzieje nasi przypominali nam słowa Proroka: „Wiedz i obacz, jak zła i gorzka rzecz opuścić Pana Boga Twego!” 1) i zapomnieć, żeśmy własnością Maryi. I znów stała się rzecz niesłychana. Matka Boża niejednemu męczonemu Polakowi ukazać się raczyła i pocieszała. W Licheniu, ziemi Konińskiej, na zawstydzenie wrogów naszych, w roku 1852, objawiła się z Orłem polskim na piersiach i śród grzmotów i błyskawic moc swoją okazywała. Później w Gietrzwałdzie na Warmii, miłościwie do nas przemówiła w 1877 r. Całe szeregi świętych wzbudził Bóg w tych czasach ciężkich na naszą pociechę. I widzimy śród walczącej Konfederacji Barskiej O. Marka Jandowicza, karmelitę trzewiczkowego i tego pieśniarza Marjanina O. Mieczysława Maryę od św. Tadeusza i św. Nimfy Gorayskiego, co tak cudownie pięknie i wstrząsające, a liczne pieśni i godzinki do Królowej Polski składał, że stały się ozdobą literatury naszej, jak: „Nigdy z królami nie będziem w aliansach, Nigdy przed mocą nie ugniemy szyi; Bo u Chrystusa my na ordynansach Słudzy Maryi!”
albo: Morze się burzy, ziemia się wali, Mięsza się niebo, powietrze; Niech się świat cały na nas obali, Wzruszy nas, ale nie z e t r z e. A czemu? „Bo wszystkich przygód naszych osnowy – śpiewa dalej pieśniarz Marjanin – są w ręce, która wszem władnie: Niepokalana i Wniebowzięta Królowa Polski ma nasze losy w swych dłoniach. O jakże powinniśmy być dobrymi poddanymi, jak kochającymi i wiernymi Jej synami... i, propagatorami Jej czci.1)
Dał Bóg Polsce w strasznych dniach niewoli takich sług Bożych, jak O. T a d e u s z od Ducha Św. B i a ł o w i e s k i, generał Marjanów, O. K r z y s z t o f od św. Apostołów, S z w e r m i c k i, Misjonarz-Marjanin, O. D a m i a n O ż a r o w s k i, Kameduła, O. W ł a d y s ł a w D r u k s z t y n, Bernardyn, O. R a f a ł od św. Józefa K a l i n o w s k i, Karmelita Bosy, O. J a n B e y z y m T.J., Ks. A u g u s t C z a r t o r y s k i, Salezjanin O. B e r n a r d M a r y a od Krzyża P i e l a s i ń s k i, Marjanin, J ó z e f a K a r s k a, założycielka Niepokalanek, M a r y a K o l u m b a B i a ł e c k a, założycielka Dominikanek w Polsce, którą Królowa Polski pouczała, jak jej Zakon dla ludu polskiego pracować powinien. W a n d a M a l c z e w s k a i Maria S i e d l i s k a, Nazaretanek Fundatorka, O. P r o k o p L e s z c z y ń s k i, Kapucyn i O n u f r y K o r z e n i o w s k i, tercjarz Marjanów w Rzymie zmarły, jako też i owi trzej młodziaszkowie, klerycy Marjańscy z roku 1852: L u c j a n W i e r z b i c k i, K l a u d i u s z Ż a b o k l i c k i i A r k a d j u s z D o w g l a ł ł o, co św. Kostkę przypominali i cały szereg innych sług Bożych, którzy dla tej ziemi naszej wolność i miłosierdzie Boże wypraszali, dla bliźnich się całą istotą swoją – jak brat A l b e r t C h m i e l o w s k i lub Ojciec B e y z y m – poświęcali, Królowę Polski o ratunek upraszając. A nad tymi naszymi świątobliwymi mężami góruje Pius IX, któremu, według powszechnego mniemania, sama Królowa Polski opiekować się nami kazała. Stąd jego miłość i oddanie dla nas bezprzykładne, w dziejach jedyne. O, tak! Są w niebie dworzanie polscy u tronu swej Królowej na straży ojczyzny, Apostołowie nasi, którzy słowo i wolę Bożą kosztem trudów i życia głosili. Są męczennicy niezliczeni, a chlubni miłością bohaterską aż do krwi rozlania; są Biskupi i Doktorowie i Wyznawcy, Kapłani i świeccy mężowie, rozliczny poczet młodzieży z lilją, są tam i pokutnicy skruszeni, są i dziewice i wdowy, króle i królewicze, są legjony zakonników i zakonnic, mistrze w nauce i w mądrości i ci, „co połowę nieba zajmują” – wedle wyrażenia wielebnego O. Antoniewicza – prostaczkowie nasi cnotliwi i wreszcie Unitów podlaskich gromada, co życia nie żałowali dla Baranka, dla Królowej Polski. Nie brak tam i żołnierzy polskich rycerzy Maryi, co byli u Niej z miłości na ordynansach a w i e r n i e.
W roku 1818 miał Wielebny O. Tadeusz od Ducha św. Białowieski, Marjanów generał świątobliwy, doniosłe i głośne w owe czasy widzenie w dzień Niepokalanego Poczęcia Królowej Polski: ujrzał on całą polską ziemię, od Karpat po morze Bałtyckie i od Smoleńska po Odrę, jak na dłoni. Widział wszystkie miasta polskie a na górze wysokiej Chrystusa, który płakał nad Polską, a potem strzałami które mu podał Anioł, niepoprawny i niewdzięczny chciał ubić naród. „Wygładzę ich, boć służyć Mi nie chcą, choć poprzysięgli”. Wtedy ujrzał O. Tadeusz Niepokalaną Polski Królowę otoczoną tak wielkim pocztem świętych Polaków, a nawet i Apostołów ze św. Józefem i Tadeuszem i Andrzejem na czele, jakoby wojsko ogromne; klęknąwszy Marja na kolana przed zagniewanym Synem swoim, zdjęła z głowy koronę Piastów i u stóp Jezusowych złożyła i taką do sprawiedliwego Sędziego zaniosła prośbę: „Synu mój! Tyś Panem tych ziem i tego ludu, który grzesznicy zepsuli. Jam tego narodu Królową. Zmiłuj się nad Polską, błagam Cię, Matka Twoja ziemska i tego kraju Opiekunka, kraju, który i dziś wiernych sług Moich wydaje, a których jest legjon. (I tu wskazała na życie Świętych Polaków). A oto tu za Mną są ci, co z tej ziemi do nieba weszli, a mają tam bliskich swoich”. I wyszedł głos od Świętych, co na twarze swe padli: „Zmiłuj się nad Polską!” I wtedy Chrystus naznaczył chwilę odrodzenia Polski „wedle wiary jej”. Na ten czas, gdy Zakon Marjanów zgnieciony od schyzmatyków odradzać się zacznie. I istotni po odrodzeniu Zakonu tego 11 czerwca 1912 roku – w 1914 rozpoczęła się wojna światowa, a z niej wyszła Ojczyzna świętych, niepodległa politycznie 1). Że zaś nie w dawnych, historycznych granicach „od morza do morza” – widać i dosyć cnót w nas nie było i „wiary nam nie stało”. Oj, miał rację Wieszcz narodowy pol- -------------------------------------- 1) Obraz, przedstawiający widzenie O. Tadeusza od Ducha Św., na jego rozkaz i pod jego kierunkiem namalowany – istniał do 1864 r. w Górze Kalwarji za Warszawą. Wtedy to moskale go i z klasztorem zniszczyli.
ski, a sługa Maryi, pisząc jakby w testamencie: „O ile powiększcie i polepszycie dusze wasze, o tyle polepszycie prawa wasze i powiększycie granice wasze”, które „większe będą, niż były kiedykolwiek”. Zgadza się to z objawieniem, Danem z nieba O. Tadeuszowi od Ducha św.: musiał je znać Adam Mickiewicz, bo, że znał tego Ojca, wiemy na pewno, a że czcił Królowę Polski – dość zostawił na to wieszcz narodowy dowodów 1). Zmarły w opinii świętości 25 grudnia 1866 roku w Rzymie Bernardyn ze Żmudzi O. Władysław Druksztyn (Druktajn) całe swe życie modlił się o wskrzeszenie Polski i pokutował za jej grzechy. Znał go z tego i Pius IX Papież. Otóż ten, jak go tam zwano, „Santo Benedetto Polacco”, duchem prorockim przewidział chwilę swego zgonu, a w noc Bożego Narodzenia – ostatnią w swem życiu – wpadłwszy w zachwycenie, oglądał wskrzeszenie Ojczyzny i zdał się patrzeć na pole ostatniej, stanowczej bitwy, rozstrzygającej losy narodu polskiego. Gdy nieprzyjaciel w widzeniu tem pierzchać się już zdawał, O. Władysław zanuciwszy hymn dziękczynny, w uniesieniu radości – niby Symeon święty – ducha Bogu oddał. Cuda przezeń zdziałane za życia i po śmierci sprawiły, iż wszczęto proces beatyfikacji w klasztorze Aracoelitańskim w Rzymie i w Cori we Włoszech. Czasy Ojca Druksztyna były to czasy najstraszniejszego prześladowania i ucisku Narodu naszego 2). Przez te objawienia niezwykłe, chciał Bóg pocieszyć lud swój. My dziś, przypominając te łaskawości Boże nad nami, pragniemy zwrócić uwagę rodaków na konieczność wdzięczności wobec Boga i Królowej Polski, którą nie w inny sposób okazać możemy i powinniśmy, jak powrotu do Boga przez pełnienie wiernie Jego przykazań, szerzenie jedności narodowej i miłości ojczyzny, wzorem najlepszych Polaków. Bo ci, zaprawdę, wywalczyli Polskę, co ducha narodu dziś zatruwają: ich bowiem zaiste pracujących nad polepszeniem duszy narodu nikt nie widział, a pomiędzy męczennikami za narodowe sprawy ich nie było; ale ci święci i cnotliwi prawi Polacy, którym przewodził Pius IX i Jego następcy. Kościół opiekował się niewolną i biedną i umęczoną ojczyzną naszą, niechże on teraz swym duchem przewodzi Zmartwychwstałej, a polepszą się dusze nasze i powiększą granice”, bo potrzeba, aby Królowa Polski nad wielkim i dzielnym panowała Narodem i krajem i, aby wojsko Maryi w o j s k o p o l s k i e, b y ł o d o b r z e d o b o j u u s z y k o w a n e 1), b o p o n o ć m y n i e r y c h ł o „przedmurzem chrześcijaństwa” b y ć p r z e s t a n i e m y. Z a c z e m r y c e r s k i e m r z e m i o s ł e m d a l e j s u m i e n n i e b a w i ć s i ę n a m p o t r z e b a i r y c e r s k i e g o z a c h o w a ć O j c ó w n a s z y c h D u c h a, a c i ą g l e b y ć n a o r d y n a n s i e n a s z e j K r ó l o w e j, b o u N i e j z a w s z e: Ratunek pewny, ucieczka bezpieczna, nadzieja wszelka, obrona skuteczna. Stosując się do dekretów Papieża Urbana VIII oświadczam, że wszystko, co tu napisałem o objawieniach i cudach, ma takie znaczenie, jakie może w przyszłości nada temu Stolica Apostolska, któremu to wyrokowi z synowską uległością się poddaję. Kraków, 19 kwietnia, w rocznicę zgonu Wielebnego Maryanów Odnowiciela, O. Bernarda Maryi od Krzyża 1926 r.
Józef Stanisław Pietrzak
Dotąd wszystko zeskanowałem i praktycznie dosłownie przepisałem z oryginału, strona po stronie. Oryginał otrzymałem od pani Anny Lenartowicz z Poznania, dn. 8-IX-2008 r. Zastanawiająca jest sprawa oryginalnych starodruków wileńskich z r. 1635. Oryginał jest m.in. Poznaniu, ale akurat od tego najważniejszego dla nas miejsca, do końca wszystko, czyli aż 150 stron, wyrwane. Wyjaśniono mi, że stało się to już w czasie zaborów. Kompletny znalazłem w Warszawie. Niżej moje fotografie oryginalnego starodruku, na który też powołuje się pan Pietrzak autor tejże publikacji z 1926 r.
|
Wyżej strona tytułowa oryginału z 1635 – obok istotna treść starodruku
|

|
Maria Chojnowska pisała o objawieniach 1608 r. i nuncjuszu Pignatellim w Warszawie w 1681 r. w majowym miesięczniku „Mały Apostoł” w 1993 r. wydanym przez pallotynów w W-wie. Ks. Stanisław Maciątek TJ pisał o objawieniach z 1617 r. w miesięczniku „Kółko Różańcowe", redagowanym przez bł. ks. Ignacego Kłopotowskiego, nr 8 (1923), s. 10-12, i tamże powtórzonym w następnym roku. W Warszawie osobiście odwiedziłem panią prof. historii sztuki Kałamajską-Saeed, autorkę książki „Ostra Brama” wydaną przez PWN w 1990 r. kompetentnie udowodniającej związek z obrazem rokitniańskim, który wtedy był w Bledzewie.
|
 Katedra – miejscem objawień 8-V-1610 r.
|
 Kościół Mariacki – korona na tę pamiątkę
|
Niżej „wcielenia” objawień o. Mancinellego SJ. Obraz bledzewsko-rokitniański natchnieniem – wzorem dla Wilna
Cysterski Bledzew i Rokitno  Inspiracja dla mnóstwa kopii z Godłem Polski |
Jezuicko-kamedulskie Wilno Jedna korona mówi, że Maryja jest Królową świata – druga, że Polski
|
 Dzisiejszy wygląd kościoła Gesu Nuovo w Neapolu, gdzie 14-VIII-1608 r. 15-VIII-1617 r. Sługa Boży P. Giulio Mancinelli SJ widział Maryję...
Więcej jest w serii książkowej pt. „Królowa Narodu”, w IV-tym tomie, wydanym w grudniu 2007 r., jest m.in. „Matka Boża Rokitniańska”, (w tym Koszuty Małe k/Słupcy),. Autorem całej serii jest Arno Giese. Ten IV-ty tom można nabyć w Wydawnictwie BERNARDINUM, 83-130, Pelplin, ul. Bpa Dominika 11, tel. 058 536 17 57, www.bernardinum.com.pl e-mail:
Adres poczty elektronicznej jest chroniony przed robotami spamującymi. W przeglądarce musi być włączona obsługa JavaScript, żeby go zobaczyć.
.
Wydaje mi się, że i dzisiaj warto byłoby nawiązać do zachęty autora tej broszury, aby powstał społeczny komitet domagający się wznowienia beatyfikacji Sługi Bożego Wielebnego O. Juliusza Mancinellego, tak jak on pisze, że tak jak dawniej, chociaż jest Włochem, to jednak bardzo się utożsamiał z nami Polakami w czci dla NMP Królowej Polski Wniebowziętej, co było sensem jego życia. Aktualnie coś z tego, co wyżej, zwłaszcza o Mancinellim, jest w tygodniku „Gość Niedzielny”, z datą 4 maja 2008 r., wraz z fotografią korony na iglicy kościoła w Krakowie, a także w „Przewodniku Katolickim” z 10-VIII-2008 r. Ogólnie w internetowym „szukaczu”, lub www.google.pl wpisując hasło „Juliusz Mancinelli SJ” też coś więcej można znaleźć z moich publikacji. Jestem właścicielem domeny: www.mancinellikostka.eu - i pod tym adresem będę tworzył własną witrynę poświęconą NMP Królowej Polski Wniebowziętej w powiązaniu z licznymi objawieniami w/w temacie. Chętnie przyjmę każdą radę, pomoc. Koszuty Małe, dn. 14-X-2008 r. ks. Ksawery Wilczyński, Koszuty Małe 5, 62-400 Słupca, tel. 507 015 885
Adres poczty elektronicznej jest chroniony przed robotami spamującymi. W przeglądarce musi być włączona obsługa JavaScript, żeby go zobaczyć.
za pośrednictwem w/w adresu mailowego chętnie prześlę każdemu wszystko to co wyżej napisałem, a może nawet więcej, jeśli mnie o coś zapyta w/w temacie NMP Królowej Polski tak bardzo związanych z Jej wielokrotnymi objawieniami i w różnych miejscach.
Poniżej cytuję artykuł ze strony: http://www.opoka.org.pl/biblioteka/Z/ZP/xw_nmpkrolowa.html
ks. Ksawery Wilczyński
Niebiańsko-rzymski i europejski rodowód — kontekst NMP Królowej Polski
400-lecie objawień Sługi Bożego o. Juliusza Mancinellego SJ w Neapolu

Obraz przedstawiający św. Stanisława Kostkę
Coś bardzo ważnego, w powyższym temacie, zaczęło się w Rzymie w nocy z 14 na 15 sierpnia 1568 r., kiedy Maryja Wniebowzięta brała do nieba swojego ulubieńca św. Stanisława Kostkę. Tamże bezpośrednim świadkiem jego życia i śmierci był również o. Juliusz Mancinelli SJ.

Juliusz Mancinelli
Dokładnie 40 lat później, tak samo wieczorem 14-VIII-1608 r. w Neapolu będzie Mancinelli widział Maryję przed którą klęczał w/w Święty reprezentujący naszą Ojczyznę. Pragnął on pozdrowić Ją takim tytułem, jakim jeszcze nikt Jej nie uczcił. Wtedy Maryja powiedziała: Dlaczego nie nazywasz mnie Królową Polski? Ja to królestwo bardzo umiłowałam i wielkie rzeczy dla niego zamierzam, ponieważ osobliwą miłością do Mnie płoną jego synowie. W krótkim czasie potem, za pozwoleniem swych przełożonych, którzy objawienie to zbadali, Mancinelii przekazał tę radosną wiadomość ks. Piotrowi Skardze i jezuitom w Polsce. Oni z kolei donieśli o tym królowi. Wkrótce wiele zwycięstw jakie odnieśliśmy nad naszymi wrogami, dokonało się za wstawiennictwem św. Stanisława Kostki, którego wprost o to proszono, zwłaszcza w związku z Chocimiem, czy Beresteczkiem.
O. Juliusz miał już 72 lata, kiedy objawiła mu się Matka Boża, lecz pomimo swego podeszłego wieku postanowił odwiedzić ten kraj, który Maryja szczególnie umiłowała. Wybrał się więc piechotą do Polski. 8 maja 1610 r. doszedł do Krakowa, gdzie był entuzjastycznie witany przez króla i wszystkie stany. Swoje pierwsze kroki skierował do Katedry Wawelskiej. Tutaj ponownie ukazała mu się Maryja w wielkim majestacie i powiedziała: Ja jestem Królową Polski. Jestem Matką Tego Narodu, który jest mi bardzo drogi więc wstawiaj się do Mnie za nim i o pomyślność tej ziemi błagaj Mnie nieustannie, a Ja będę ci zawsze, tak jak teraz miłosierną. Na pamiątkę tego wydarzenia w 10-tą rocznicę śmierci Sługi Bożego Mancinellego w 1628 r. mieszkańcy Krakowa umieścili na wieży kościoła Mariackiego koronę.
Gasł dzień 15 SIERPNIA 1617 r. i kończyła się uroczystość ku czci Wniebowziętej. Zwolna słońce chyliło się ku zachodowi. Na falach morza i Zatoki Neapolitańskiej rozpostarła się olbrzymia smuga światła, rytmicznym ruchem wód idąca w dal ku słońcu. Neapol patrzył na morze i śpiewał. Dzwony we wszystkich świątyniach już umilkły. Nawet w kościele Gesu Nuovo, należącym do Towarzystwa Jezusowego, zakończyła się uroczysta procesja wśród dźwięku dzwonów i śpiewu litanii do Bogarodzicy.

Fotografia frontu dzisiejszego kościoła Gesu Nuovo w Neapolu
Po ukończeniu procesji razem z braćmi zakonnymi powrócił do swej celi 80-letni starzec, jezuita, ks. Juliusz Mancinelli. Długoletni misjonarz na Wschodzie, szczególnie w Konstantynopolu, wsławiony świętością życia, od lat kilku mieszkał w Neapolu, oddany modlitwie po całych dniach i nocach. Nie pomijał jednak i publicznych procesji, które lubił. Dziś wprawdzie czuł się nieco słabszy, a procesja trwała dłużej, ale poszedł na nią.
Dzień Wniebowzięcia przypominał starcowi najpierw rocznicę śmierci św. Stanisława Kostki, którego kochał i starał się naśladować. Wśród cnót świętego „małego Polaka", jak go nazywano, jaśniała niezwykłym blaskiem jego miłość i cześć dla Królowej nieba. Nazywał Ją najmilszą Matką swoją, dla Niej starał się wynajdywać nowe, nieznane dotąd tytuły. Tę właśnie cnotę jego anielskiego życia upodobał sobie szczególnie ks. Juliusz Mancinelli i starał się ją usilnie naśladować. Zaraz po śmierci św. Stanisława powziął myśl szerzenia czci Królowej Wniebowziętej. Zwłaszcza spotęgował się w nim ów zamiar po chorobie, z której niemal cudem podźwignęła go Wniebowzięta.
Przyszła mu teraz do głowy myśl, że jednak tytuł „Królowa Wniebowzięta" wyraża bardziej wieczną chwałę Maryi w niebie niż na ziemi. A przecież i ta ostatnia jest wielka! „Dni moje ku zachodowi idą, o Pani, jak te zorze... Daj stojącemu nad grobem starcowi dorzucić do wieńca Twego różę jedną więcej"... Nagle zdało się patrzącemu, jakby jakaś niewidzialna dłoń wzięła z nieba połowę blasków zachodu, oderwała je od widnokręgu, zlała w jeden obłok, przecudnie świecący i natchnęła życiem. Ks. Mancinelli ujrzał wyraźnie, jak z te go gorejącego obłoku wyłoniła się słodka Dziewica z Dzieciątkiem na ramionach okrytych płaszczem purpury. U Jej stóp klęczał piękny młodzian w aureoli. — Wniebowzięta! - wyszeptał wzruszony zakonnik i osunął się na kolana. - Tymczasem Wniebowzięta znalazła się przy nim i pochylając się ku klęczącemu, mówiła: - Juliuszu! Za cześć, jaką masz do mnie, Wniebowziętej, ujrzysz mnie za rok w chwale niebios. Tymczasem nazywaj mnie tu, na ziemi, KRÓLOWĄ POLSKI. Umiłowałam to królestwo i do wielkich rzeczy je przeznaczyłam, ponieważ szczególnie wielbią mnie jego synowie - i wzrok Jej pełen słodyczy i miłości spoczął na młodzieńcu, który był z Nią — na św. Stanisławie Kostce. Raz jeszcze zwróciła się do ks. Mancinellego, mówiąc: - Jemu zawdzięczasz łaskę dnia dzisiejszego!
Cisza zapanowała w celi. Radość i szczęście zalewały duszę zakonnika. A on tulił się u stóp umiłowanej Królowej Wniebowziętej i okrywał je pocałunkami wdzięczności. Łkanie z nadmiaru szczęścia wstrząsnęło całą jego istotą, a wargi szeptały w uniesieniu: - Królowo Polski... módl się za nami! - Znikło widzenie. Ale w duszy starca zakonnika długo jeszcze świeciła cudna zorza. W miesiąc potem kurier z Neapolu przywiózł ks. Mikołajowi Łęczyckiemu w Wilnie list od ks. Mancinellego. „Ja rychło odejdę - kończył piszący - ale ufam, że przez ręce Wielebności sprawię, iż po moim zgonie w sercach i na ustach polskich mych współbraci żyć będzie w chwale Królowa Polski Wniebowzięta".
Pierwsze „wcielenia - bliźniacze”, znaki skutków objawień Sługi Bożego Mancinellego, obrazy: Matki Bożej Ostrobramskiej i Bledzewsko-Rokitniańskiej w wyrazie artystycznym i ideowym — NMP Królowej Rzeczpospolitej Obojga (wielu) Narodów
 Pocysterskie Koszuty Małe k/Słupcy obraz od roku 1737 |
 Pocysterskie Łęgowo k/Pruszcza Gdańskiego |
 Obrzycko k/Szamotuł Archidiecezja Poznań |
Kopie Rokitniańskie (po roku 1671)
W roku 1635 książę Albrecht Stanisław Radziwiłł, Kanclerz Wielki Księstwa Litewskiego ogłosił drukiem książeczkę pt.: „Dyskurs nabożny z kilku słów wzięty o wysławianiu Najświętszej Panny Bogurodzicy Mariey.”
Trzy fotografie w/w starodruku: 1. strona tytułowa, 2. aprobata biskupa wileńskiego, 3. fragment wprost mówiący, o osobistych rozmowach z Mancinellim, któremu Maryja kazała nazywać się „Królową Polską”.
Na 250 str. autor powołuje się na osobistą znajomość z o. Mancinellim SJ i potwierdza, że właśnie jemu Maryja kazała nazywać się Królową Polski. Przed oficjalnym Jej uznaniem za Królową wszyscy w Polsce tym tytułem Ją nazywali.
Ów starodruk wprost nawiązuje do objawień w Neapolu dn. 14-VIII-1608 i 15-VIII-1617 we Wniebowzięcie NMP, oraz w Krakowie 8-V-1610 r. a dotyczących Polski. Wtedy dosłownie mówiono: „KRÓLOWA POLSKI WNIEBOWZIĘTA”. Po Neapolu i Krakowie, Wilno było wtedy jezuicko-europejskim centrum rozgłaszania w/w godności. Obraz Matki Bożej Ostrobramskiej — 1620 r. jest pierwszym wcielonym skutkiem objawień.
Dla cystersów w Bledzewie stał się natchnieniem do wykonania mnóstwa obrazów Matki Bożej z polskim Godłem na Jej piersiach. W ich kronikach jest informacja, że na terenie całej Polski jest dużo właśnie bledzewskich kopii. Jednym z nich jest prezent jaki sprawili siostrom cysterkom z St. Marienstern w roku 1640,
W ich klasztornych kronikach jest informacja, że na terenie całej Polski jest dużo tych właśnie bledzewskich kopii. Identyczne kopie są dzisiaj na plebaniach: w pocysterkim Bledzewie i poaugustiańskim Wieluniu, wcześniej były w świątyniach oraz w Kalsku k/Rokitna. W tych obrazach wprost wyrażano akt oddania naszej Ojczyzny pod szczególną opiekę Maryi jako Wniebowziętej Królowej Polski.
Moje zdjęcie obrazów — kopii bledzewskich: z Bledzewa, Wielunia i Kalska
W Warszawie jest u jezuitów obraz MB Łaskawej z r. 1651 ufundowany przez pijarów, będący kopią obrazu w Faenzie. Po pijarach ten obraz przejęli jezuici i do dzisiaj są jego właścicielami. Dla mnie ten obraz kojarzy się z największymi historycznymi zwycięstwami Polski. Najpierw nad Szwedami w roku 1655. Ten obraz wprost przedstawia Maryję jako zwyciężczynię wszelkich naszych — Polski wrogów. Ideowym źródłem jego zaistnienia są objawienia, które miał o. Gullio Mancinelli SJ. Jezuici z Neapolu i Wilna, wraz ze św. Andrzejem Bobolą głosili wszem, że Maryja jest Królową Polski Wniebowziętą. Czy złamane strzały w rękach Maryi nie stały się zapowiedzią Jej zwycięstw nad wszelkimi wrogami katolickiej Polski? A zwłaszcza Cudu n/Wisłą 15-VIII-1920 r., też we WNIEBOWZIĘCIE? Czy nie czeka na jego pełniejsze ujawnienie, miejsce w tak długo budowanej świątyni Opatrzności Bożej w Warszawie?
Fotografie: okładki włoskiej kroniki z Faenzy i obrazu MB Łaskawej w Warszawy
A oto dosłowny tekst włoskiej kroniki z Faenzy:
LA MADONNA DELLE GRAZIE IN POLONIA
Mentre il culto della Madonna delle Grazie si estendeva in tutta la diocesi faentina un nostro sacerdote ne diffondeva la devozione anche in Polonia e precisamente a Varsavia. Questo sacerdote era il Padre Giacinto Orselli di Brisighella.
Nato circa l'anno 1607, il l novembre 1633 indossava l'abito degli Scolopi a Roma, forse per le mani dello stesso S. Giuseppe Calasanzio: era entrato nella congregazione gia sacerdote: poco piu di un anno dopo (6 gennaio 1635) fece la professione religiosa.
Negli anni della grande peste (1629 - 31) era o seminarista a Faenza o giovane sacerdote a Brisighella e con molta probabilita assistette in S. Andrea in Vineis all'incoronazione della Madonna delle Grazie il 18 maggio 1631.
Giacinto Orselli nel 1642 fu inviato da S. Giuseppe Calasanzio a Varsavia alle dipendenze del Padre Onofrio Conti provinciale delia Germania, e apri la prima casa degli Scolopi presso la chiesa dei Ss. Primo e Feliciano, ne fu il primo superiore e vi rimase dieci anni. Nel 1651 in Varsavia scoppio una violenta pestilenza e l'Orselli, memore degli avve-nimenti di Faenza di venti anni prima, mise immediatamente la sua casa religiosa sub tutela B.M.V. de gratiis e introdusse il culto alla nostra Madonna delle Grazie.
Ricevuta un'immagine da Faenza o, come e piu probabile, fatta dipin-gere a Varsavia un'immagine simile a quella che lui stesso aveva venerato a Faenza in S. Andrea in Vineis, la mise in venerazione con grande solen-nita nella sua Chiesa dei Santi Primo e Feliciano: il 24 marzo 1651 il Nunzio Apostolico Giovanni de Torres incoronó I'Immagine e ne consa-cró I'altare alla presenza delio stesso re di Polonia Giovanni Casimiro.

Mój obraz ze Lwowa jest skanokopią z jakiejś książki. Identyczna jego kopia jest w konkatedrze Lwowa — w Lubaczowie. Oryginał jest zamknięty w skarbcu katedry, w Krakowie.
Czy to nie Królowa Polski Wniebowzięta skoro wprost przed tym obrazem we Lwowie — 1-IV-1656 — król Jan Kazimierz taką Ją ogłosił na pisemną prośbę samego papieża Aleksandra VII powołującego się właśnie na objawienia Sługi Bożego Giulio Mancinellego SJ?
W 1974 r. ten obraz ujawniono w konkatedrze Lwowa, w Lubaczowie. Dnia 18-VI-1983 r. Jan Paweł II koronował go na Jasnej Górze. Natychmiast po tej wielkiej uroczystości znalazł się w Krakowie, bardzo blisko miejsca, gdzie 8-V-1610 Sługa Boży Giulio Mancinelli SJ widział Maryję ze św. Stanisławem Kostką — potwierdzającą swoją godność Królowej Polski.
Kiedy w 1655 roku w granice Polski wdarli się Szwedzi, a opuszczony król musiał uciekać poza granice kraju, zrozpaczeni biskupi pisali do papieża: „Zginęliśmy, jeśli Bóg nie zlituje się nad nami". Wtedy Ojciec Święty Aleksander VII, powołując się na objawienie o. Juliusza Mancinelli odpowiedział: „Nie, Maryja was uratuje, to Polski Pani. Jej się poświęćcie. Jej oficjalnie ofiarujcie. Ją Królową ogłoście, przecież sama tego chciała". Król Jan Kazimierz, stosując się do rady papieża, 1 kwietnia 1656 r. złożył uroczysty ślub, ogłaszając Maryję Królową Polski.

Papież Aleksander VII

Nuncjusz Pignatelli — papież Innocenty XII
Od tej chwili Matka Boża wzięła losy naszego narodu w Swoje dłonie. Ocaliła Polskę nie tylko od potopu szwedzkiego, lecz wiele razy okazywała nam Swoją potęgę i miłosierdzie. Nuncjusz apostolski w Warszawie — Pignatelli przez naszym zwycięstwem nad Turkami pod Wiedniem, powiedział do hetmana Stanisława Jabłonowskiego: „Szczęśliwe narody, które mają taką historię, jak Polska, szczęśliwszego od was nie widzę państwa, gdyż wam jedynym zechciała być Królową Maryja, a to jest zaszczyt nad zaszczyty i szczęście niewymowne; obyście to tylko zrozumieli sami". Zaraz po tym zwycięstwie został papieżem Innocenty XII.
Pijar i założyciel marianów, bł. Stanisław Papczyński był spowiednikiem przyszłego króla Jana III Sobieskiego oraz w/w nuncjusza apostolskiego Antonio Pignatelliego (późniejszego papieża Innocentego XII).
Zastanawia mnie jeszcze następujący fakt. Dlaczego w Bledzewie, tak patriotycznie wsławiony oryginalny obraz Matki Bożej, jeszcze bez naszego Godła, jako „natchnienie” dla obrazu ostrobramskiego w Wilnie i wzór dla pierwszych patriotycznych kopii tzw. bledzewskich, w r. 1669 został „zesłany” do pobliskiego ROKITNA, filii ówczesnego cysterskiego opactwa Bledzew?
W III-1671 r. „rehabilitował” go król Michał Korybut-Wiśniowiecki zabierając na pół roku do swej kaplicy w nowym zamku królewskim w Warszawie.
Pod koniec X-1671 r. zabiera go do miejscowości Gołąb k/Dęblina, gdzie jest wielki rokosz - kłótnia w naszych najwyższych władzach tam zgromadzonych. Robi dla tego obrazu specjalną namiotową kaplicę. I wkrótce ten wielki, narodowy rozgardiasz, za sprawą NMP Królowej Polski Bledzewsko-Rokitniańskiej, kończy się wielkim narodowym pojednaniem w XI-1671 r.
Czy nie zastanawiający jest fakt, że dzisiaj nawet mieszkańcy Gołębia pamiętają tylko o wielkim rokoszu (kłótni), a zupełnie zapomnieli o tym, że zakończył się on u nich wspaniałym POJEDNANIEM NARODOWYM pod opieką NMP Wniebowziętej Królowej Polski z ROKITNA?
Z zamku królewskiego w W-wie, przez Gołąb wraca do Rokitna w uroczystej narodowej peregrynacji 22-XI-1671 jeszcze bardziej wsławiony dodatkowo jako znak POJEDNANIA NARODOWEGO. Odtąd ROKITNO po Bledzewie, staje się także stolicą NMP Królowej Polski WNIEBOWZIĘTEJ. Fakt ten jest dzisiaj zapomniany — oczywiście z woli dawniejszych naszych zaborców.
 |
> |
Opactwo cysterskie w Bledzewie 1842 — Fotografie z cysterskiej monografii 1843 tuż przed zrównaniem z ziemią
W dniu 15 sierpnia 1946 w Gorzowie Wlkp. administrator apostolski ks. Edmund Nowicki oddawał w opiekę Matce Bożej w obrazie rokitniańskim całą Administrację Apostolską Kamieńską, Lubuską i Prałaturę Pilską. W „Akcie poświęcenia” wierni powoli powtarzali za ks. Administratorem: (...) Pani i Królowo nasza! Pod Twoją obronę uciekamy się. Macierzyńską opieką otocz rodzinę polską i strzeż jej świętości. (...) Narodowi polskiemu uproś stałość w wierze i bratniej miłości. Daj tej polskiej ziemi, przesiąkniętej krwią i łzami, spokojny i chwalebny byt w prawdzie sprawiedliwości i wolności. Rzeczypospolitej Polskiej bądź Królową i Panią, natchnieniem i Patronką (...).
Prymas Polski Sługa Boży August Hlond dn. 19-III-1947 r. urzędowo ogłosił Maryję w rokitniańskim obrazie Królową Polski z nadaniem odpustów każdego 3 maja i 15 sierpnia. Dzisiaj są tego ślady w/w czci we mszale gdzie pod datą 15. sierpnia obok ogólnej uroczystości Wniebowzięcia NMP wspomniane jest tylko ROKITNO.
W Wojewódzkim Urzędzie Konserwacji Zabytków w Gorzowie Wlkp. znajdują się wkładki do Karty Ewidencyjnej, gdzie czytamy: Miejscowość Rokitno, Obiekt: Kościół Parafialny p.w. Matki Boskiej Królowej Polski. Niżej czytamy: Wkładkę założył: mgr Cezary Nowakowski, Szczecin, lipiec 1993 r. a także: Parafia Rzymsko-Katolicka pw. Matki Boskiej Królowej Polski, 66-341 Rokitno, gm. Przytoczna.
Zrównanie z ziemią cysterskiego wielkiego klasztoru w Bledzewie k/Rokitna w 1843 r. zupełnie zapomnianego dzisiaj jest symbolem całkowitego upadku kultu NMP Królowej Polski Wniebowziętej w czasie zaborów. Zastanawia mnie też fakt, dlaczego zwycięzcy powstańcy wielkopolscy zostali zatrzymani dosłownie kilka kilometrów przed Rokitnem, które wraz z Bledzewem pozostało w granicach Rzeszy do 1945 r. Czyżby Niemcy celowo, właśnie tamże stawiali największy opór, aby zatrzymać w swoich granicach miejsca tak wymownie w historii związane z Polską, i to z NMP Królową Polski Wniebowziętą?
Za czasów Bismarcka i Hitlera, nasze Godło na w/w oryginale bledzewsko-rokiniańskim było przesłonięte. Teraz tak nie jest. Czy dzisiaj jednak się go nie przesłania przez odwracanie od niego naszej uwagi, przez szczególne zauważanie wyłącznie ucha Maryi? Czy nasze Godło tam obecne, nie przypomina wspaniałej historii powiązanej z Wilnem, Neapolem a przede wszystkim ze o. Juliuszem Mancinellim SJ?
Koszuty Małe, dn. 13 maja 2008 r. ks. Ksawery Wilczyński
Koszuty Małe 5, 62-400 Słupca
tel. 063 277 25 35 lub 507 015 885
Streszczenie w/w objawień Sługi Bożego Giulio Mancinellego SJ
w aspekcie międzynarodowym, jaki wielokrotnie wybierała sama Maryja
- Rodowód w Stolicy Apostolskiej u grobu św. Stanisława Kostki dn. 14-VIII-1568 r.
- Najwięcej objawień we Włoszech i w języku włoskim: Neapol dn. 14-VIII-1608 i 15-VIII-1617 r.
- Kraków — stolica Polski, dn. 8-V-1610 r., polski król ale o szwedzkim pochodzeniu, wita Włocha — Mancinellego, i zaraz „powtórka objawień” z Neapolu.
- Litewskie Wilno po Neapolu, europejskim centrum rozgłaszania w/w objawień, i obraz Matki Bożej Ostrobramskiej pierwszym „wcieleniem” w/w objawień oraz Radziwiłłowy starodruk sławiący Maryję Królowę Polski i to trzykrotnie: w 1635 i 1636 oraz 1650 r.
- Cysterskie Opactwo Bledzew 1639 r. w przeciwnym — zachodnim krańcu ówczesnej Rzeczypospolitej, gości siostry cysterki — Serbołużyczanki z St. Marienstern k/Bautzen, z dzisiejszych Niemiec — pamiątką „patriotyczny” obraz, kroniki i dokumenty z 1640 r.
- Warszawa 1651 r. — pijarsko-jezuicki obraz Matki Bożej Łaskawej o włoskim rodowodzie zapowiedzią i symbolem wszystkich naszych zwycięstw: począwszy od Szwedów, ale najbardziej wobec bolszewików — Rosjan w 1920 r., którzy wtedy też widzieli Maryję.
- W czasie szwedzkiego potopu, w 1655 r. Matka Boża Ostrobramska wraz z cysterskim Jej obrazem w Bledzewie jest absolutnie pierwszym znakiem naszej czci w godności Wniebowziętej Królowej Polski objawionej Mancinellemu. W dzisiejszych granicach Polski, tym pierwszym znakiem pozostaje teraz Rokitno. Zaraz potem widziałbym obraz Matki Bożej Łaskawej w Warszawie.
- Rzym — Stolica Apostolska — 1656 r., papież Aleksandra VII w swym liście do naszego króla Jan Kazimierza autoryzuje objawienia Sługi Bożego Giulio Mancinellego SJ i mamy maryjne zwycięstwo nad Szwedami.
- Lwów dn. 1-IV-1656 r. król Jan Kazimierz w asyście nuncjusza ogłasza Maryję naszą Królową — dzisiaj Ukraina.
- Warszawa — zamek królewski, marzec 1671 r. bledzewsko-rokitniański obraz Matki Bożej znajduje się tamże, a więc w symbolicznym miejscu dla naszej Ojczyzny. I wkrótce zaraz w listopadzie tego samego roku, staje się symbolem Pojednania Narodowego z inicjatywy króla Michała Korybuta-Wiśniowieckiego. Natychmiast następuje też oficjalna, ogólnonarodowa, symboliczna peregrynacja z Gołębia do Rokitna Wniebowziętej Królowej Polski.
- Wiedeń 1681 r., nasze zwycięstwo odbywa się tamże również w klimacie maryjnych objawień Mancinellego, na które wprost też powołuje się Pignatelli, ówczesny nuncjusz w Warszawie, który zaraz potem staje się papieżem Innocentym XII.
- Gietrzwałd 1877 r. Kapłani siedzą we więzieniach za modlitwę w polskim języku w otwartych kościołach. Maryja, w wolnej przestrzeni, obok kościoła mówi do dzieci w absolutnie i to urzędowo zabronionym polskim języku. Czy nie dała tam wtedy nadziei, nie tylko na powrót polskiego języka, ale i niepodległej Polski. A więc, czy w ten sposób nie ujawniła swej królewskiej godności nad naszą Ojczyną w tak tragicznych warunkach, chociaż tak się wprost nie nazwała.
- Warszawa 15-VIII-1920 r.. Czy nie za sprawą NMP Wniebowziętej Królowej Polski na oczach całego świata dokonał się „Cud n/Wisłą”, bez porównania większy od szwedzkiego potopu? Czy w ten sposób Maryja znowu osobiście nie potwierdziła w/w historii, począwszy od dnia śmierci św. Stanisława Kostki w Rzymie (obecny we wszystkich objawieniach Sługi Bożego Giulio Mancinellego) zawsze związanych z Jej Wniebowzięciem? Czy w/w cudzie Maryja nie potwierdziła swej królewskiej godności nad nami i to przede wszystkim w związku cudownym Jej wizerunkiem w Warszawie?
- Jasna Góra 1983 r. Po koronacji przez papieża Jana Pawła II obrazu Matki Bożej ze Lwowa, został on umieszczony w Krakowie, gdzie wcześniej, bo dn. 8-V-1610 r. tamże również objawiając się osobiście zainicjowała swą godność Królowej Polski.
- Gdańsk — Łęgowo, dn. 15-I-2008 r. Ks. abp Gocłowski rokitniańską kopię w Łęgowie swym dekretem ogłasza Królową Polski i Pojednania. Uważam, że identyczna godność przynależy także wizerunkom: w Rokitnie z naszym Godłem, i Gietrzwałdzie, gdzie Maryja w czasie najbardziej wrogim Polsce, mówiąc cały czas wyłącznie polsku, w ten sposób nie dawała nadziei na jej odrodzenie? Czy nie objawiała się wtedy też praktycznie właśnie Polski Królową, i nie potwierdzała polskości tych Ziem?
Od Autora - dopowiedzenie
Źródłem informacji o objawieniach 1608 r. i nuncjuszu Pignatellim w Warszawie w 1681 r. jest Maria Chojnowska autorka artykułu zawartego w majowym miesięczniku „Mały Apostoł” w 1993 r. wydanym przez pallotynów w W-wie.
Ks. Stanisław Maciątek TJ jest źródłem informacji o objawieniach z 1617 r. zawartych miesięczniku „Kółko Różańcowe", redagowanym przez Sługę Bożego ks. Ignacego Kłopotowskiego, nr 8 (1923), s. 10-12, i tamże powtórzonym w następnym roku, chociaż jak się dowiedziałem od jezuitów, autor już był w „świecie”, bo niestety się sekularyzował.
Zastanawiająca jest sprawa oryginalnych starodruków wileńskich z r. 1635. Oryginał jest też Poznaniu, ale akurat od tego najważniejszego dla nas miejsca, do końca wszystko wyrwane. Wyjaśniono mi, że stało się to już w czasie zaborów. Kompletny znalazłem w Warszawie. Najpierw szukałem go w Krakowie, ale podobno go tam nie ma.
W Warszawie też osobiście odwiedziłem panią prof. historii sztuki Kałamajską-Saeed, autorkę książki „Ostra Brama” wydaną przez PWN w 1990 r. kompetentnie udowodniającej związek z obrazem rokitniańskim, który wtedy był w Bledzewie. Zachęcałem ją, aby podobnie kompetentną książkę napisała o Rokitnie, odmówiła. Przy okazji, z innych kościelnych źródeł, dowiedziałem się o nieformalnym, na bardzo wysokim szczeblu, zakazie dociekań historycznych właśnie odnośnie Rokitna. Więcej informacji może udzielić ks. dr Eugeniusz Marciniak, były kapelan śp. ks. bpa Romana Andrzejewskiego, chodzi o jego nieformalne spotkanie z Janem Pawłem II w pałacu biskupim przy mapie Polski we Włocławku.
Więcej jest w czwartym tomie wydanym w grudniu 2007 r. przez Bernardinum w Pelplinie pt. „Królowa Narodu”, którego autorem jest zawodowy publicysta Arno Giese — Niemiec, wspaniały katolik, mający żonę Barbarę, Polkę, i tymczasowo mieszkający w Pile, dzieci mieszkają w okolicach Kolonii.
Coś z tego, co wyżej, zwłaszcza o Mancinellim, jest w ostatnim katolickim tygodniku „Gość Niedzielny”, z datą 4 maja 2008 r., wraz z fotografią korony na iglicy kościoła w Krakowie.
Koszuty Małe, dn. 13 maja 2008 r. ks. Ksawery Wilczyński
|